"Gołąbki niepokoju"
Miastowy poluch, obsrymur, obsryautowiec,
bez gołębnika i swojego właściciela,
z wigorem za oknem fruwa jak dwypłatowiec,
zagląda do ciebie, biorąc cię za żywiciela.
W bramie się puszy, na gzymsie dumnie przysiada,
w spojrzeniu jak drania obserwuje przechodniów,
dla niego każda rynna jest jak defilada,
wszelki chleba okruch — to w żagle życia podmuch.
Zna wszystkie te kąty, gdzie rzucą coś niedbale:
Ogryzek, makaron czy frytkę wystygniętą.
Nie pyta, nie prosi grzecznie, nie czeka wcale,
bierze, co chce, z kloszarda miną obojętną.
Gdy go przeganiasz, on spojrzy, - łbem zakręci,
masz wrażenie, że sympatią chce cię rozmarzyć.
Ma w nosie zakazy i wszelkie ludzkie chęci,
by w klatkę go zamknąć i jadłem obdarzyć.
Król miasta betonu, co sypia pod reklamą,
w jasnoszarym mundurze, z błyskiem w bystrym oku,
Codziennie rano dzień rozpoczyna tak samo:
Przyglądając się miastu z dachu twego bloku.
Choć wielu klnie na te obsry-lajki podniebne
i czyści aut maski z białego "ich-honoru",
te łobuzy stały się w mieście potrzebne,
by nadać betonom ciut przyrody wigoru.
Leszek Piotr Laskowski