wymazali słowa
i miejsce, gdzie byli jeszcze ciałem
on - wlókł za sobą psa
co lizał próg nicości
ona - cień wyziębły z milczenia
szła za wiatrem
byli z dwóch krańców martwego świata
osuwali się ku sobie
on - odwrócony od siebie
ona - wydrążona ze środka
on gasł jak korzeń próchna
ona opadała jak popiół bez ognia
i kiedy się spotkali
każde patrzyło w inną ciemność
noc wypiła ich twarze
do ostatniej jasności
objęła ich chłodem
lecz nie złączyła
dwie zjawy -
dawni kochankowie bez pamięci
spoczęli skroń przy skroni
jak obce kamienie
w ich źrenicach osobno
zamarzły nieba