Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'kara pozabawienia wolności' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Znaleziono 1 wynik

  1. Poniższe opowiadanie jest wizją przewidywanej przyszłości i tak należy je rozumieć. Ewentualne podobieństwa z postaciami rzeczywistymi są przypadkowe. *************************************************************************************************************************************************************************** Niedługo minie już trzeci miesiąc, kiedy jestem tutaj, czyli połowa mojej kary. Wychowawczyni zaczyna coraz częściej mówić o tym, że powinnam wyjść na przepustkę z zakładu karnego. Podkreśla, że wyjście na przepustkę to wręcz konieczność, bo nie może być tak, żebym się za bardzo przyzwyczaiła do życia więziennego. A poza tym to przepustka, według niej, to taka dodatkowa kara. No bo najpierw poczuję ten smak wolności, a potem będę musiała znowu wrócić za kraty. - Wiem, że to przykre, ale to musi być. - powiedziała niedawno. Kiedy dokładnie miałam wyjść na przepustkę jeszcze nie było jasne, ale miało to nastąpić prawdopodobnie w tygodniu, który miał się zacząć po tym widzeniu, na które Marek miał przyprowadzić panią Krysię. W ubiegłym tygodniu dostałam ten list od naszej sąsiadki i od razu zadzwoniłam do niej, żeby ją uspokoić odnośnie mojego małżeństwa. Teraz mamy już poniedziałek następnego tygodnia, a więc mam znowu piętnaście minut na rozmowy telefoniczne. Tak więc postanawiam po pracy zadzwonić do Marka. - Cześć Marek, tu Agnieszka, dostałeś może już mój ostatni list? - Cześć Agnieszko, chyba jeszcze nie… - No to, jak dostaniesz, to się dowiesz, co sądzę o takich numerach, jak ten, który zrobiłeś ostatnio pani Krysi. O konsekwencjach dowiesz się, jak przyjedziesz w tym tygodniu na widzenie do mnie… - Już się boję… - No to dobrze, że się boisz. Ale do tego jeszcze wrócimy. A tymczasem powiedz mi, czy mógłbyś mi zrobić pewną przysługę. Skoro mam już tu siedzieć te sześć miesięcy, to dobrze by było, gdyby mój przypadek był ostrzeżeniem dla innych i dlatego warto by było, żeby więcej ludzi się o tym dowiedziało. W końcu jako dziennikarka jestem osobą w miarę znaną w naszym regionie i gdyby się szersze grono o tym dowiedziało, że mnie za tę jazdę w stanie nietrzeźwym naprawdę zamknięto, to może by to zrobiło jakieś wrażenie… Marek od razu zrozumiał, co powinien robić. - Dobrze, w końcu znam trochę ludzi z Wydziału Dziennikarstwa, gdzie studiowałaś, więc spróbuję wysondować, co o tym sądzą. Ciekawe może być także dla odbiorcy mediów, jak to teraz wygląda w takim zakładzie karnym dla kobiet. Ludzie widzą, że Polska się zmienia, ale nie do wszystkich dociera, jak szeroki jest rzeczywisty zakres tych zmian… - W takim razie zakończmy teraz tę rozmowę, żebym miała jeszcze jakiś zapas minut w tym tygodniu. No i widzimy się w sobotę na widzeniu. - No, dokładnie. Skąd wiesz, że w sobotę przyjeżdżam? - Wychowawczyni mi powiedziała. W takim razie pa i do zobaczenia albo do usłyszenia. - Pa. I tak skończyła się moja rozmowa z Markiem. Tego samego dnia, późnym popołudniem, ja i Agata wykorzystywałyśmy nasz czas, która nam dziennie przysługuje na internet. Siedziałyśmy przy dwóch komputerach stacjonarnych znajdujących się obok siebie. Oczywiście wszystkie komputery mają u nas w więzieniu, jakżeby inaczej w tych antyglobalistycznych czasach, wolne oprogramowanie. Ja i Agata większość naszego czasu przy komputerze wykorzystywałyśmy na czytanie i oglądanie różnych mądrych stron: informacje z Polski i ze świata, teksty naukowe z naszych dziedzin, ale kiedy nasz czas dobiegał już końca, to w ostatnich 10 minutach przy komputerze jakoś zachciało nam się oglądać strony modowe. Tak sobie patrzymy na różne letnie kreacje, aż w końcu Agata odzywa się do mnie, lekko zamyślona: - Tak szczerze...Nie tęsknisz za takimi normalnymi ciuchami? Na przykład to...Biała sukienka w kwiaty i do tego zielone baleriny… - Wiesz co...Jak tak patrzę, to chyba jednak trochę tak. - odpowiadam. - Chyba bym nawet chętnie jakieś szpilki założyła. I do tego czerwoną spódnicę. O, taką… - A może to nawet dobrze, że tęsknimy za takimi modnymi ciuchami. - odparła Agata rezolutnie i jednocześnie przekornie. - Skoro za tym tęsknimy, a nie możemy tego mieć, to jest to dla nas jakaś kara, jakaś pokuta. A w końcu nam się kara należy za te nasze wybryki alkoholowe. - No może...- odpowiedziałam niepewnie. Kiedy tak rozmawiałyśmy nie zauważyłyśmy nawet, że za nami stanął Marcin. -Oj, dziewczyny, chyba wam to oglądanie stron o modzie nie służy. Czas już kończyć siedzenie przed komputerem. I zapamiętajcie sobie raz na zawsze, że w tych waszych siermiężnych, więziennych drelichach i siermiężnych, więziennych drewniakach wyglądacie przepięknie. - powiedział z przekąsem. Agata popatrzyła na niego z rezygnacją. - Mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety.- oznajmiła - I tu się panna Agata myli.- odezwał się Marcin, znowu z pewną nutą przekąsu. - Jako funkcjonariusz pełniący służbę w zakładzie karnym dla kobiet czuję się zobowiązany czytać prasę kobiecą, którą od czasu do czasu pożyczam od funkcjonariuszek. I powiem wam jedno: Znam wszystkie wasze babskie słabości na wylot i wiem jak bardzo w sprawach ubioru jesteście zależne od naszej męskiej opinii. - przekonywał. - A gdyby to ode mnie zależało, to bym kazał wam chodzić w jeszcze bardziej siermiężnych ubraniach więziennych, niż to teraz ma miejsce.- dodał z nutą uszczypliwości. - Już się boimy! - odparła Agata z ofensywną ironią. -Tak, czy inaczej. Wasz dzisiejszy czas na internet się skończył. Wracamy do cel. - zakończył Marcin rozmowę. Po wyłączeniu komputerów wstałyśmy i zostałyśmy zaprowadzone do naszych cel, które o tej porze były już zamykane na noc. I tak skończył się ten dzień. Następnego dnia wszystkie więźniarki pracowały z rana przy sprzątaniu parku na obrzeżach miasta. Ja i Agata zamiatałyśmy razem pewną alejkę i wtedy podszedł do mnie pewien człowiek, który rozpoznał mnie prawdopodobnie z powodu mojej pracy dziennikarskiej i próbował mnie zagadać. Takie sytuacje zdarzały się już częściej od kiedy jestem tu, w więzieniu, i pracuję na zewnątrz. Podchodzą ludzie, którzy kojarzą mnie z moich wideoblogów w internecie albo, którzy pamiętają moje zdjęcie przy moich artykułach w sieci albo w prasie drukowanej. W takiej sytuacji strażniczka, która nas pilnuje, w sposób grzeczny i łagodny, zwraca tym ludziom uwagę, że teraz nie wolno mi z nimi rozmawiać, ale skoro mnie poznają, to przecież mogą napisać list do mnie, do zakładu karnego. I tym sposobem dostaję tutaj listy od moich czytelników oraz widzów mojego wideobloga. Kiedy tak zamiatamy tę alejkę, Agata się do mnie nagle odzywa: - Dobrze, że jesteś taka znana. Jak ludzie skumają, że taka renomowana dziennikarka siedzi w kryminale za jazdę po pijaku, to można by tego użyć do ostrzegania ludzi przed takimi zachowaniami. - No właśnie. - odpowiadam. - Dlatego też poprosiłam mojego Marka, żeby popytał w moim środowisku dziennikarskim, czy ktoś by nie chciał zrobić jakiegoś reportażu telewizyjnego o mojej sprawie. - I dobrze by było, żeby ten reportaż był także o mojej sprawie. - odparła Agata. - Ja, co prawda, prawie w ogóle nie jestem znana, no ale, gdyby ludzie się dowiedzieli, że córka sędziego już za pierwszym razem dostała taki wyrok bez zawiasów i teraz naprawdę siedzi...To mogłoby być bardzo wychowawcze. I niech nas zobaczą w tych więziennych łachach. - Oj, Agata. - odparłam. Nie mów „łachy”. Te nasze więzienne ubrania są dosyć siermiężne, ale jednak całkiem schludne. - Tak mi się powiedziało z tymi „łachami”. Nie bierz sobie tego tak do serca. - wyjaśniła Agata. Jeszcze trochę było tego zamiatania, potem jeszcze trochę grabienia trawy, no i wracałyśmy z powrotem do więzienia. *** W środę tego tygodnia, w którym na widzenie do Agnieszki miałem przywieźć panią Krysię, wreszcie doszedł ten list od Agnieszki, o którym mówiła przez telefon. No i muszę przyznać, że moja żona robiła się coraz bardziej nawiedzona. Przez ten pobyt w więzieniu czuła najwyraźniej coraz większą potrzebę, żeby mnie karać. Moja artystyczno-literacka wyobraźnia zaczynała w niej coraz bardziej widzieć...alegorię kary pozbawienia wolności. Ciekawość odnośnie tego, jakie to ona dla mnie kary wymyśli, podnosiła u mnie poziom adrenaliny. Dlatego niecierpliwie oczekiwałem tego sobotniego widzenia. W piątek, w dzień przed widzeniem u Agnieszki, miałem rano dyżur jako bibliotekarz w bibliotece uniwersyteckiej. Po dyżurze, kiedy około trzeciej po południu chciałem się wziąć za robienie obiadu, dzwoni telefon. - Cześć, tu Agnieszka. Jutro przyjeżdżasz do mnie na widzenie, prawda? - Tak, wiem. Mam być u ciebie o dwunastej. Rano przychodzi do mnie twoja mama, a potem razem z panią Krysią idziemy na dworzec i przyjeżdżamy PKS-em do ciebie. - A coś w sprawie reportażu o mojej sprawie udało ci się wysondować? - Byłem na uniwerku, na twoim Wydziale Dziennikarstwa i rozmawiałem z paroma twoimi dawnymi znajomymi, ale nic mi nie mogli powiedzieć. Kazali mi przyjść gdzieś tak za dwa tygodnie. - Ja w każdym razie wychodzę na przepustkę w najbliższy poniedziałek. Przepustka będzie na jeden tydzień, a więc trochę będziemy mieli tego czasu. - O, to się dobrze składa. Bo w poniedziałek to ja mam wolne, więc bez problemu mogę ciebie odebrać. Twoja mama na pewno też będzie chciała przyjechać po ciebie. -Dobrze, Marek, czy mógłbyś mi zrobić jeszcze jedną przysługę? Jak przyjedziesz jutro na widzenie, to możesz mi przywieźć te moje błękitne spodnie i czarne sandały? Chciałabym w tym wyjść w poniedziałek na przepustkę. Znowu zachciało mi się dokuczać żonie: -A ty co tak z tymi ciuchami? Nie wystarczą ci te rzeczy, które są w zakładzie karnym w depozycie? Myślałem, że więzienie nauczyło ciebie skromności...- powiedziałem lekko złośliwie. -Oj, Marek...-usłyszałem zmęczony głos Agnieszki. - Bądź po prostu tak dobry i zrób to dla mnie. Po trzech miesiącach chodzenia w drelichu i chodakach chciałabym mieć trochę większy wybór, co na siebie włożyć. -No dobrze, to w takim razie ci to przywiozę jutro. -No to pa. Do jutra. -Pa. Do zobaczenia. Na tym skończyła się nasza rozmowa. Ja ugotowałem sobie obiad i siadłem przed telewizorem. Leciał właśnie jakiś teleturniej, potem zaczął się polityczny program, gdzie była mowa o bieżącej pracy Sejmu. Ponieważ bilety autobusowe na podróż do Agnieszki były kupione, nie miałem wiele do roboty. Po załatwieniu rutynowych domowych obowiązków i spakowaniu rzeczy, o które Agnieszka prosiła, wziąłem się za czytanie pewnych czasopism bibliotekarskich i polonistycznych, a potem nie pozostawało mi już nic innego, jak pójść spać.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...