Na Podkarpaciu, gdzie wioska mała,
W smutku rodzina dziadka chowała.
Byli znajomi i oficjele,
Proboszcz z kuzynką i ludu wiele.
Gdy organista pieśń intonował,
Czoło zmarszczyła po dziadku wdowa.
No bo, tak jakby od trumny strony,
Dało się słyszeć stukot stłumiony.
Uszy nastawia sędziwa ciotka.
- Słychać wyraźnie, jakby od środka.
Babcia zdziwiona, więc pyta wnuka.
- Tak, babciu, słyszę, to w trumnie stuka.
Sołtys kulawy, krzyczy z oddali.
- Głuchy nie jestem. Ktoś w wieko wali!
Szeptem na ucho, szewc do kowala.
- W trumnie od środka, ktoś napierdala!
Cała rodzina i wielu gości,
Słyszy ten łomot, bez wątpliwości.
Ksiądz do grabarza:
- Otwórz jełopie,
Przecież ktoś w wieko od środka kopie!
Grabarz podważył wieko ostrożnie,
Zamki puściły, odpadły sworznie.
W końcu dziadunia krzyk usłyszeli:
- Wyście mnie razem z muchą zamknęli!