Idę, przód się zderza z tyłem,
nic i aż tyle, co miłe, co niemiłe —
nie wiem
Idę, po tęczę, zorzę, gdzieś za morze,
może to coś da, może pomoże.
Widzę Ciebie, widzę świat,
za szeroko, jak lód puchnie oko.
Siebie szukam dla Ciebie,
będziesz, nie będziesz?
Co ma być, przyjmę, spoko..
_____________________________
Na linii tęczy, gdzieś w kropli zorzy,
pośrodku strumienia, są ciche —
pragnienia. Na styku dłoni,
warkocze myśli, są czystym ciepłem,
wiosną dla liści.
Huragan życia, prądy i błędy,
zderzenia, marzenia i sens —
bez komendy.
I ja w tym wszystkim,
człowiek współczesny,
ciągle przyśpieszam,
by spłonąć do reszty.