"Brudny testament"
Wampirzy szum nocnego miasta...
Tam, gdzie ta głucha cisza narasta,
gdzie nie dociera zgiełk metropolii,
gdzie serce ujdzie z pęt swej niewoli,
a rankiem cię przywitają ptaki –
tam azyl jest jeszcze życia jakiś.
Lecz ile miejsc tych jeszcze zostało?
Maszyn kleszcze tną ziemskie ciało,
niszczą przyrody dziewicze piękno,
by wznieść sterylność – zimną i mętną.
Trumny z betonu, stali i żelaza,
postępu chciwa, pełznąca zaraza.
Cementu płaty, co niby kwitną,
dławią naturę warstwą granitu.
Duszą się resztki istnienia w pyle,
pod kostką bruku, co wszędzie go tyle!
W imię „czystości” szklanych tarasów
wznosimy pomniki złych naszych czasów.
Już tam nie słychać ptasiego śpiewu,
cieszy sterylność, bez cienia gniewu.
A nocą wampir – ten szum bezduszy –
wpełza do mózgu, wypełnia uszy.
Przenika gęsto, ssie resztki zmysłów,
wampir miastowy, potwór przemysłu.
To nałóg chory, to opętanie
w zamian za płytkie rozumowanie.
Choć ptaków śpiewu już nie słuchamy,
lśniącymi miastami się przechwalamy.
Lecz w tym pyszalstwie tkwi ziarno zwątpienia:
- brudny testament naszego sumienia.
– Leszek Piotr Laskowski