Przyszły dzieci do pana Hofmana,
Blondyneczka o dwóch warkoczykach,
Chłopak z Dolnej, przyszły jak w Krakowie,
Na Spadzistą, z Błoń czy z Sikornika.
Wszystkie ścieżki leśne wydeptane
Drobnym śladem dziecięcej wędrówki,
Wszystkie drogi, wszystkie drogowskazy
Zapraszają do Wlastimilówki.
Na sztaludze pejzaż: błękit, góry,
Cynobrowe owoce jarzębin
I twarz dziecka, co się urodziło
Nie w Krakowie, lecz w Szklarskiej Porębie.
Mistrz maluje a w oczach ma wizję
Niezliczonych główek polskich dzieci,
Smutek wojen, radość odbudowy,
Dużo farb jest na serca palecie.
Za oknami świergotają ptaki.
Młodej Polski na ścianach pamiątki:
Mistrz Malczewski, góralskie złobcaki
I Wowrowe od Emila świątki.
Polskie słońce zagląda do okien
Rytmem wierszy błękitnych Leśmiana.
Karkonoszy zbiegają się zbocza
Do pracowni Wlastmila Hofmana.