Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Szymon_Modzelewski

Użytkownicy
  • Postów

    25
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez Szymon_Modzelewski

  1. "scena" na scenie jak zwykle w niedziele stoją panowie w czarnych swetrach witają, witają witamy, witamy mówi tłum, który chce się zabić nadchodzą posiłki krzyczy ktoś zza kurtyny, długiej kurtyny nadchodzi wilk wilk jest zły wilk ma bardzo ostre kły buuCHAhaCHAha tłum się śmieje bo to wyśmiewają sztukę samą w sobie a przecież nikt nikt nie mówił, jak mamy się zachowywać a była to niedziela teraz zaczyna się pół-godziny prawdy kiedy to kret kopie sobie rów i wydobywa z nory bo już nie może prawdę w kawałkach na stole trutki a teraz dwóch panów co siedzi przy stole mówi co będzie i kiedy będzie koniec jeden rzecze, koniec jest końcem lecz początek jest końcem odpowiada drugi a każdy z tłumu i tak uwierzy, że początek i koniec dają sumę odległości bo tak mówi Pan na scenie, kiedy to już nic ale to nic nie zmieni Ciebie jasne... a dwa dodać dwa to pięć śmiech, nie na widowni, ani na scenie, ale poza nią więzienie
  2. "Ściana" jesteś za ścianą cienie Cię ścigają wieje nudą i bez pomysłowością, czekaj na zmartwychwstanie patrzysz na ścianę lecz nic nie widzisz lecz ja Ci mówię, że za nią jest miasto latają kamienie świecą płomienie widzisz, skupienie radość i spełnienie
  3. @bazyl_prost no zgadza się :)
  4. "coś o czymś, co nie wiedzą oni" nie jest tak będąc kropką, że nie wie się czym jest przecinek będąc poniżej bo to kartka nie ma góry ani nie ma dołu sama przestrzeń, która ma swoją przestrzeń, nie ma końca, bo nie ma początku tym jest wszechświat lecz stój!, my sami też nie mamy początku lecz my nie tym co się rozciągnięty jest to jest chmura która uleci jak każda w poprzednich wiekach a my. a my? a my musimy szukać by się nie oszukać i doszukać, potem pukać czy jednak potem otworzą? ...czy będzie już za wcześnie?
  5. naznaczony, on biegnie, jak kropla po szybie, gdy jadę pociągiem i patrze tam, gdzie me odbicie on leci, by dofrunąć tam gdzie echo płynie, w wielostronną podróż, z wnętrza na Ziemie serce, mózg, motyle powaga na każdy kierunek echa wydana każda przyniesie zysk i żadna nie przegrana chociaż będą szarpać i bić w dzwony by ogłuszyć cel dla jego korony młodość - czas, który nie można zmarnować czas - młodość której dać, by dała życie kolorować lecz wiatr zmienił kierunek a fale potargał wiatr musi wybrać co jest celem by pokonać strach może to być kilka ich może to być jeden sam lecz jeden nie da dwóch a dwa to nie to co jeden sam lecz czas wprowadzi je na poziom wysoki będą śpiewać ptaki będą palić się obłoki i nadejdzie dzień gdy odejdzie on lub oni wtedy zostaną tylko przyjaciele tej przygody a pod sam koniec na najlepszy czas, tego Ziemskiego odejdzie on i jego ego a zostaną oni i ich złamane drogi będą płakać a on będzie się cieszył będą żałować a on nie będzie słyszeć będą przeklinać, wtedy go nie zapomną lecz i tak się rozmyje on gdy wybuchnie jądro lecz wiedz, poeto drogi poetą jest każdy, kto czyta te strony, a on to Ty i ja i oni
  6. siedzę - trawa stoję - deszcz płynę - światło leżę - śmierć widzę - jasność ślepnę - ciemność blednę - żałość lecę - jedność idę - radość kucam - smutek wstaję - uśmiech biegnę - sukces to proste jest ale widzisz ciemność, więc wejdź na szczyt skocz, wróć i żyj znów
  7. "On na kwiecie Cie niesie" On, bo to Pan Młody siedzi na tapczanie i do świata woła: wstaję dziś dla Was nie stoi żadna przeszkoda wy się radujcie gdy światło woła nim ona przyjdzie i zmieni się w mrok wtedy cisza zakryje świat, który ukryje na chwilę - parę spraw i nadejdzie w końcu to co nadejść powinno uskrzydli Ciebie mój widok da Ci siły jakby znikąd poniesie Ciebie na niebiesko-białym kwiecie choć czasem deszcze i to w lecie nie przejmuj się tym patrz co w sercu i za zachodem a wiatr niech Cie niesie a Ty, drogi leć, leć, mój kwiecie
  8. "Kości biegną" kubek, w nim kości rzucono je, jakby ludzkimi jakby moimi lecz świat - kręci i kręci się Ziemia s ja pisze na mapie co wyskrobać potrafię i tak wciąż pędzę przez mroki i prześwity w niebie nawet deszcz już przestał boleć zniknęło cierpienie a ja biegnę a ja biegnę do Was, dwie bramy do Was, do źródła bo tylko ta woda ... nie uschła
  9. "Syk" syczy, wąż, straszny wąż oplata ci szyję, usta, nogi i blokuje ruch straszny to wąż wije się i wije pytają się cie quo vadis a ty milczysz mówi pociągnę cie i zepsuje twe szyki syczy i krzyczy gnieździ się w umyśle czasami jest od drugiej strony odbicia w tafli jeziora straszny to wąż, jedyny taki
  10. "Chciałbym" chciałbym mieć wstążkę a na niej kreski mógłbym w nie zaglądać szukając czasowych odpowiedzi chciałbym mieć taką maszynę podręczną, która by pokazywała gdzie światło i ciemność co jest ile warte i jak wygląda każdy człowiek bo tego się nie dowiem, tylko tyle, ile się dowiem chciałbym mieć w domu harmonijkę i na niej grać melodie piękną która by wstążce dała pasek szczęścia a mnie ciągle męczy, ludzka, organokiestra chciałbym mieć tą świętość, która by nie dawała światu się śmiać a szydercy zamknęliby swoje usta i odeszłyby kłamliwe gusta chciałbym, a nie mogę chciałbym, i wciąż chcę chciałbym, lecz się nie dowiem jak to jest, kiedy się ma to
  11. "Nie chcę już biec" nie chce już biec a czuć się jak poeta chce się uczyć, lecz pragnienie mi doskwiera doktorze, doktorze doradź mi wielki od lat szesnastu mam potrzebe jak stareńki lecz chce nie czuć udręki, chce nieść swoje wdzięki chce mieć też ją u boku i widzieć lot ptoków doradź mi przyjacielu rzeczy tyle, a ja chce widzieć i pisać Ciebie no choć, no pokaż no wiem, nie umiesz to ja tu piszę a ty mnie czujesz no, ale sekunde, daj no może trzy daj mi monolog a będę Cię śnił ...jak oni, poeci
  12. "Za szczęściem" za szczęściem biegną kordony za nim biegną ja i ty z tyłu puści i zlęknieni tylko głupiec biegnie w tył nawet uczucie grają rolę kiedy stoisz i ja stoję kiedy patrzą i ty mówisz kiedy siedzisz i słuchasz marzenie tutaj drogą twoje i moje marzenie, które przeszkadza wrogom tak bardzo, że zabić mogą lęki odrzuć na bok pokonaj myślą trzeźwą nie pij więc nie zatruwaj się złym lecz biegnij ja i ty leć i zdobywaj sny kochaj i dawaj, odbieraj lecz dobiegnij gdzie my chcemy dobiec a tych miejsc jest wiele
  13. "Palce" czy ilość palców ma znaczenie? ja mam palce kolorowe potwierdza to mój uśmiech a odbiorcy listu życzę - na zdrowie niektórzy mają palce zwykłe takie co nosi zwykły człowiek takie też ich odniesienie życiowe - powszednie ni to zdrowe, ni to chore czy takie życie ma znaczenie? czy sława maluje też kolory plaży? czy lepiej nosić kolorowe? a może czarne - nie zdrowe, nie zdrowe pewno, założy czarne - biada jemu jego rozsądek gubi nienawiść i pewno już dawno wstąpił do loży szyderców jego obraz maluje głupota a płótno nie odgrywa roli światło się świeci a on siedzi w niewoli teraz to jakby troll - siedzi i smrodzi pewno z rana zjadł garść soli a światło księżyca pada na jego obraz, powoli
  14. "Lecą Ptaki" lecą ptaki lecą donikąd lecą by zwyciężyć lecz giną zimą zamarzają na zawsze lub potem powstają lecz najważniejsze, by nie przytaczać imion
  15. "Balon" leci balon w niebieską przestrzeń z Ziemi rzucają w niego przekleństwem i, chociaż jest ceglanym materiałem to celują w niego czasem nadejdzie chwila, chwila brzasku w której orzeł mnie zabierze lecz będę bacznie obserwował gwiazdy, by skrzydeł nie odcięli w złej wierze a gdy polecę, to zobaczę gołębie takie piękne i tak wielkie one też niosą kordony istnień by ich zegar nie zmiażdżył sobą a gdy ujrzymy wyspę, tą co piszą orzeł mnie puści i polecę w dół wiatr puści, puści nutę szczęścia a drzewa będą jak miękka powierzchnia ups, spadłem na gałąź o imieniu sława taka mała, taka stała, wygląda mi na chama trza ją wykorzystać, jak światło w dzień by przynieść ludzkości dobrą noc, a Ty istnienie, co się pod oknem chowasz wyjdź, przeze mnie, czytaj - przez wersy by się Jasności podobać, by nie płakać więcej tylko żyć, prawdziwym szczęściem
  16. Według mnie seks ma wartość, ale jak uprawia się to z jedną osobą. Co do korzeni cudzołożnika to i tak jest kilka czynników: kultura, poddanie się pożądliwości, chęć.
  17. "Życie Cudzołożnika" Ich największym celem w młodości też w przyszłości jest uprawiać S dla zaspokojenia porządliwości to takie puste jak dziury w świadomości jak jedzenie ości jak plucie na majestat Boskości to takie przykre kiedy na nich patrzę to takie przykre nie mogę pomóc bo zamknięte w swoim egoizmie życie cudzołożnika
  18. http://www.youtube.com/watch?v=2u-2R8EdBcY Gdzie ten duch? No gdzie ten duch? Gdzie ten duch co szedł ze mną przez ciemność, gdzie ten duch co pokazał mi wieczność? Odszedł, zniknoł, zaginoł w walce, w środku czuje jagbym maczał w tym palce. Gdzie ten duch co dał siłe sercu, gdzie ten duch co gniótł innowierców? Odszedł, zniknoł, zaginoł w walce, w środku czuje jagbym maczał w tym palce. Gdzie odszedł duch, ten co dawał siłe? Za bramami pomyłek, kopaliśmy mogiłe mu. Nieświadomie, bez łez, półprzytomnie. Walka z ogniem, parzyła od środka. Chciał się wydostać otworzyć nam oczy po czym skonał bezwiednie i krwią broczył w oku. Nie jeden z bloków poczuł jego brak lecz, z nami stał jak żeśmy go chowali żywcem. Tempo szybsze adrenalina w nas, to jedna z jazd o które chcesz zapomnieć, nie czuć wspomnień, od zaraz żyć spokojnie. To jak na wojnie, złe i dobre strony. Bądź pozdrowiony i zapomnij coś widział, nie jeden krzyczał i ze szczęścia ryczał że koszmary odeszły ale taki już ich zwyczaj. Tyle z życia co zdołają zapomnieć. Ktoś podbił do mnie, mówił że dobrze się stało, że zapomniał całość, że nic nie zostało, mało nie płakał jak łgał mi prosto w twarz. Miał te przebłyski tak samo jak i ja! Gdzie ten duch co szedł ze mną przez ciemność, gdzie ten duch co pokazał mi wieczność? Odszedł, zniknoł, zaginoł w walce, w środku czuje jagbym maczał w tym palce. Gdzie ten duch co dał siłe sercu, gdzie ten duch co gniótł innowierców? Odszedł, zniknoł, zaginoł w walce, w środku czuje jagbym maczał w tym palce. Słyszałem że wrócił i jest tu, przyszedł po dusze swoich oszczeńców. Zgubiłem sens już stres grał pierwsze skrzypce, wśród niemych dźwięków, serce biło szybciej. Wszystko płytkie, świat zgubił swą głebie. Przyjdzie pewnie, instynkty poza kontrolą. Myśli bolą bardziej niż dotychczas, bez mowy o pięknie raczej o szczęścia rysach. Nie jeden dyszał jak usłyszał o tym, marzeń wzloty teraz stąpniecie po tym. Nie jeden skoczył wierząc że wyrosną skrzydła, nie jeden igrał mysląc że to nie prawda i że wygra nawet bez krztyny wsparcia. Każdy wariant jak wariat łapał, gdy ogarniał go złaszał i zapał ale taki już ich zwyczaj, nikt nie obliczał ile jeszcze zostało nam wśród tulu fa odnośnie jego powrotu, nie jeden ćpał szukając tam antidotum a ja siedziałem sam wśród stresu i potu. Wśród stresu i potu. Gdzie ten duch co szedł ze mną przez ciemność, gdzie ten duch co pokazał mi wieczność? Odszedł, zniknoł, zaginoł w walce, w środku czuje jagbym maczał w tym palce. Gdzie ten duch co dał siłe sercu, gdzie ten duch co gniótł innowierców? Odszedł, zniknoł, zaginoł w walce, w środku czuje jagbym maczał w tym palce. I przyszedł po mnie, usiadł na długopisie, wewnętrznie czułem, że walcze o życie. Patrzał na mnie, uśmiechał się skrycie. Odczytał mą pamięć i wskoczył na ramie. I cicho szeptał że nic się nie stanie, że ma pytanie czemu go odrzuciłem, że nie zabije że przyszedł wybaczyć, że nic nie wybaczy że rozumie po częśći. Ściskałem pięści za oknem deszcz i półmrok, straciłem czujność, on mówił krótko. I kazał mi wybierać, decydować teraz, czy ma we mnie żyć, czy zniknąć do zera. Zaraz nie jeden esperat by się pod tym złamał, myślą chwała on czekał przy mym uchu. Daj wersą tą siłe! A on trwał bez ruchu. Tchnij w wiersze życie i przebacz mi duchu! I osiadł w podmuchu wiatru na papier. Zaczoł krócjate, szliśmy wspólnym szlakiem. Już bez napięć i poczułem dreszcze, wreszcie odżyłem, słowa płyneły z deszczem. Gdzie ten duch co szedł ze mną przez ciemność, gdzie ten duch co pokazał mi wieczność? Odszedł, zniknoł, zaginoł w walce, w środku czuje jagbym maczał w tym palce. Gdzie ten duch co dał siłe sercu, gdzie ten duch co gniótł innowierców? Odszedł, zniknoł, zaginoł w walce, w środku czuje jagbym maczał w tym palce.
  19. "Ona czeka biegnąc" Ona czeka biegnąc a ja na nią jest w gonitwie za swym szczęściem i sam nie wiem kiedy czas nadejdzie nawet nie wiem kim ona jest lecz wiem że ma oczy piękne że jej włosy są brązowe że ma piękny uśmiech że się nie zdziwię że nie pożałuję że nic nie zepsuje się że nic się nie stanie że nadejdzie chwila którą już zegar odlicza i chwili koleżanka która nosi imię - miejsce połączy nas przez miłość połączy nasze wspólne serce
  20. "Jak się stoczył artysta?" toczy się toczy od dziecka do artysty toczy się toczy i stacza swój żywot biegnie przed siebie na patrząc na światła biegnie przed siebie zapominając o braciach smuci się smuci i czas mu ucieka smuci się smuci i ciągle narzeka umiera w końcu i nastaje świt w umysłach umiera w końcu a ci dalej czerpią chcą z niego korzystać
  21. "Dojrzałość wyborów" tyle ludzi wybiera z czym pójdzie pod pachą jeden człowiek bierze Boga drugi pasję, trzeci wiersze czwarty łopatę i która z tych drug najlepsza jak każda z nich ważna może da się je połączyć we własne pasma może ułożyć własny styl życia gra w otwarte karty nie opierać się na jednym wziąć wszystkie razem lecz tak się nie da trzeba wybierać i grać jedną kartą co ma wływ na każdą
  22. "Sztuko, zgubna miłości" sztuko, sztukmistrzyni piękne jest imię twe a jeszcze bardziej kiedy my we dwoje sztuko, jesteś dana głupcom i mądrym tego świata Ty masz nawracać a młodzi, w muzyce przebierają Ciebie za prostytukę smutne, bardzo smutne jesteś dobra, bo kochasz ich jak siebie samą nawet, gdy obleja Cię kawą egoistom i samotnikom dajesz siebie tyś dobra i uczynna niech świat o Tobie nie zapomina stoisz Ty u piątej bramy tego świata zwą Ciebie - Sztuka i Kultura bardzo cenna jesteś taka Tyś dla poety pisana a talent jego jest kluczem sztuko, przecie w Tobie można się zakochać lecz pamiętaj ten co trzyma długopis ma Ciebie nauczyć a miłość do sztuki - może Zgubić
  23. "Ile Prawdy" jedzie, toczy się powoli brnie biała maszyna przez białe przeszkody a ja wewnątrz niej patrzę przez okno i widzę nieba plony każdy jest inny i każdy ma swój kształtu płomyk a źródlane niebo jest jego domem czy ich ilość potwierdza jedną tezę ona może być w przeciwnym ciele ile prawdy trzeba ile czasu trzeba ile myśli trzeba by dostrzec chociażby jej część a ja odjechałem tym wozem a kto jest rozumny niech i innym powie
  24. "Grzech" o bezseonności co powiesz mi gdy senność zaburza Ci sny o senności pozostawiasz tylko smutek grasz cichą, smutną nutę wiem, że mogę Cię uniknąć o bezsenności jesteś dłużna więc zapal radości świecę o bezsenności przerwij nic senności niech bezsenność zniszczy senność niech poleje się krew i drewniana ściana eksploduje beczki z bęzyną wybuchną od kul - ma się rozumieć a ten efekt przeniesie mnie do snu ... życia Amen.
  25. http://www.youtube.com/watch?v=erkb3fN9qq0 Chyba umieram od środka, gasnę jak świeca, bo obiecał mi ten świat mniej, niż niosę na plecach. Gdzieś na marginesach kartek życia stawiam inicjały, by nie pozostały po mnie tylko banały. Ten list, w nim cały smutek zawarty we mnie. Idzie noc, jest co raz ciemniej i coraz mnie mniej i wszystko blednie, jednak wewnątrz czuję, że kiedyś przyjdziesz do mnie, bo to rozumiesz. Nawet jeśli zepsuję wszystko inne jak zwykle, to jak tylko przyjdziesz, ten cały ból zniknie i w tym labiryncie znajdę nitkę i pójdę wzdłuż niej, by ujrzeć światło i Twój uśmiech. Myślę, że to słuszne by po prostu odejść (stąd), zabić egoizm i nie znaleźć go w sobie i rozpalać ten ogień, idąc pod prąd w tłumie, kiedyś do mnie dołączysz, bo to rozumiesz. I wiem, że muszę unieść, by słuchać tej melodii, krzyku samotnych serc, rzuconych na chodnik. Byłem taki głodny uniesień, doznań, uczuć, że dziś ktoś moje serce musi podnosić z bruku. Mówią: pokutuj, gdy nienawiść odżyła, z liną na krtani, lub żyletką na żyłach, życie to chwila, więc biegniemy ku niej, a ty znajdziesz mnie w tym biegu, bo to rozumiesz. A wokół deszczu strumień zwiastuje jesień, leżą z cichą wiarą, że ktoś je podniesie, a wokół zimny wiatr unosi liście, leżą, tętniąc bezsilnością istnień, a wokół zimny bruk staje się domem, leżą, obumierają, to nieuniknione. Dla mnie przyjdzie moment, gdy krew zapulsuje, ogrzejesz me serce w dłoniach, bo to rozumiesz. Wiesz, dziś się snuję po ruinach, które zbudowałem, to smutny finał, wyrwij ze mnie kamień. Wina w oceanie łez, weź nakarm sercem szaniec i tylko cisza, wiesz, tylko cisza pozostaje w Nas. Każda klisza, leżą ponadpalane teksty, na ulicy niepozałatwianych spraw, znowu festyn, a ja piszę te wersy, jakby z moich myśli ujęć, a Ty tak dobrze widzisz je, bo to rozumiesz. To kalejdoskop posunięć, szkiełko to uczucie, zbyt wiele tych istotnych, aby pozwolić im uciec. Minuta po minucie, ukrywam to wewnątrz na dnie, piszę, bym nie zapomniał, jakie to jest ważne. Tym bardziej, że nie kończąca nadzieja na zmiany sprawia, że rozrywam zasklepione rany. Kiedyś zostaniemy sami, cała zawiść wokół runie, a ja będę taki dumny, bo to rozumiesz.. Obiecuję..obiecuję..
×
×
  • Dodaj nową pozycję...