Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Maciek_G

Użytkownicy
  • Postów

    11
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez Maciek_G

  1. - Pa. Idę. Koniec patrzenia na siebie na dzień dzisiejszy. Wychodzę z autobusu. Już mnie nie ma. Widzisz? Znikam, więc nie widzisz. The Great Disappearance. Adieu. Wyszła. Albo wyszedł, albo wyszło, dla tej powiastki nie ma to znaczenia. Nie ma tego już, a to drugie zostało w autobusie. Na zewnątrz pada, światło rozpryskuje się w kroplach. Szczególnie w pędzących kroplach, stawiających opór wiatrowi próbującego zepchnąć je z szyby. Jakiż renesansowy ten wiatr czyniący próby, a one same są urocze. Mokre smugi na szybie, na całej szybie, nic dokładniej nie widać. Prawdopodobnie stąd bierze się piękno smug i prób. Wszystko jest na tyle zniekształcone, że trzeba utworzyć własny, nowy obraz rzeczywistości, który w istocie jest trochę lepszy, zgodniejszy z przekonaniami Stwórcy. Lub stwórcy. Widział przez tą osłonę zarysy rzeczywistości i idącą chodnikiem postać osoby, z którą przed chwilą rozmawiał. Szła, a on odjechał. - Zaraz wejdzie na klatkę. Drzwi zamknięte. Czeka na zewnątrz, bo zapomniała klucza, a poza tym, zawsze były otwarte. Zadzwoniła do męża. Albo żony, albo kota, to dalej nie ma znaczenia. Owy wybawiciel przyszedł i drzwi otworzył. A ona dźgnęła go nożem. Jego ręka zacisnęła się na klamce i upadł, zamykając drzwi. Nie mogła wejść, bo nie miała klucza. - Teraz pewnie idzie po schodach. Biegła po schodkach prowadzących w dół górki. Gdyby pobiegła po ziemi, wywróciłaby się, nie miała butów terenowych. Obcasy tępiły się przy każdym schodku, a może po prostu wbijały się w piętę. Mogłaby zjechać po barierce, ale nigdy nie umiała. Poza tym, to nie jest dobry sposób na pozostanie niezauważonym. - Otwiera drzwi. Weszła do kawiarenki. Czuć było słodkością, ustawiła się w kolejce. Poprosiła o malutką filiżaneczkę kawy, po odebraniu której przysiadła się do pewnej atrakcyjnej osoby. Atrakcyjna osoba podobała się osobie-zabójcy, tak samo osoba-zabójca podobała się się tej atrakcyjnej. Rozmowa kleiła się tak dobrze, że po kilkunastu minutach atrakcyjna osoba przeszła do konkretów, i, poprzedzając to pytaniem: czy masz męża? może żonę? albo kota?, oświadczyła się. Zabójca się zgodziła i postanowili wziąć ślub. Uroczystość była raczej kameralna, bez przyjaciół ni rodziny, jednak był urzędnik, był organista i tyle osobom wystarczyło. Cztery osoby to już i tak bardzo dużo jak na związek monogamiczny, trudno sobie wyobrazić sytuację konkretnego wesela. Potem pojechali do nowo kupionego domu. Atrakcyjna osoba przeniosła zabójczynię, albo na odwrót, przez próg. - Już leży na łóżku. I także wtedy miał rację przyjaciel. Położyli się na wspólnym łożu w ich pierwszym małżeńskim uścisku. Zazwyczaj jednak kiedy myślisz, że osoba z którą jechałeś autobusem po wejściu na klatkę znajdzie się w swoim mieszkaniu, popełniasz jeden z poważniejszych błędów swojego życia. z [url]http://sonetypruszkowskie.blogspot.com/[/url]
  2. Nareszcie spadam. Spadam w spadającym samolocie. Bardzo dziwne były te myśli ogarniające umysł. Może nie dziwne, ale rzadko w ten sposób się myślało. Niewiele ludzi w spadającym samolocie użyłoby określenia "nareszcie", a jednak on to zrobił. - Hej, wszyscy dookoła, spadamy. Nareszcie! Koniec bajzlu. Spadamy. Nie nasza wina. Jego głęboki głos będący gwarantem rozsądku przemówił. Wszystkim ulżyło, zrozumieli że fatalna kolej rzeczy prawdopodobnie obróciła się na ich korzyść. Ile bowiem razy człowiek zastanawia się, jak bardzo będzie niedołężny, gdy stanie się starym, tyle razy dochodzi do wniosku, że zbyt dużo jak na dawkę akceptowalną dla przeciętnego stworzenia. Nawet kot ma godność. Nie, to bardzo zły przykład. Przede wszystkim kot ma godność. Potem dopiero jest człowiek, koń, wilk, lis, mysz, owca, a na samym końcu pies. Psu brakuje godności. Może to wynikać z niewiedzy o jego nieograniczonych możliwościach, o horyzontach przysłanianych jedynie osobą człowieka, jednak wiele ludzi uważa, że psy to najinteligentniejsze stworzenia, a nie chcąc z nimi polemizować, mówię, że tak, prawda, aczkolwiek w takim wypadku brakuje im honoru. W człowieka zaś, istotę posiadającą godność, coś ograniczającego godzi. Boi się tego. Straszna jest kolej rzeczy. Z każdym dniem mniej poczucia własnej wartości, kolejny kryzys: młodzieńczy bunt, dojrzałe pogodzenie się z tym, że prawdopodobnie nie zostanie się prezydentem, wieku średniego, zdziecinnienie. Każdy tylko gorszy. Niepewność. Powinno się być perfekcyjnym podczas każdej fazy, bo nigdy nic nie wiadomo, i to jest ta część najbardziej niepokojąca. Trzeba budować sobie spiżowe pomniki co krok, a jak raz się zapomni, to zapamiętają go, jako "tego bez pomnika" - i zapomną. Dlatego w spokoju pozostawiła go wieść o spadającym samolocie. Był przed kryzysem wieku średniego. Dosyć znany człowiek, dosyć bogaty. Miałby jeszcze szansę dużo osiągnąć, ale cóż, był na najlepszej drodze do sukcesu - to nie jego wina, że już nic nie zrobi. Rozsiadł się w fotelu. (z [url]http://sonetypruszkowskie.blogspot.com/[/url])
  3. szminka na usta jest, ojej wyjechałem szminką poza usta, ojej coś nie tak wyjechałem końcówka zła musem jest poprawić albo to sprawa Kalwina i jej nie zmienię tak, już wiem, że jej nie zmienię co ze szminką cicho szminka, teraz kalwin a on nie chciał, wyraźnie się temu sprzeciwiał w pewnym dziele, którego tytułu nie pamiętam ale było przetłumaczone na mnóstwo języków bo mówił "nie dla szminki szmince koniec więcej szminki w tym wierszu ma się nie pojawić" co poradzić na kalwina i "em" w "wyjechałem" nie jestem pewien, czy to "wyjechałem" już zaistniało, czy jeszcze istnieje możliwe, że zaistniało I istnieje I będzie istnieć TERAZ DOKŁADNIE W TYM MOMENCIE ale wtedy teraz traci sens nie ma po co być "teraz" ani "moment" te słowa są/były/będą zakurzone, nie dotykać, bo są mistyczne nie wiem jakiego użyć czasu w poprzednim zdaniu ale wiem że to już wiadome
  4. tak oto ostał się ino jeden jedyny najjedyńszy najbardziej jedyny słupek metalowy czarny z żółtą główką na środku pustyni a nad pustynią nie było nieba słupku, za sprawą fatamorgany będziesz wszystkim czego zapragnę pokocham cię słupku i pić ze cię będę i będziesz mi niebem nad pustynią i będziesz wszystkimi moimi słowami jakich potrzebuję słupek słupkowi słupkiem słupku słupka
  5. co nie ma JAK DLACZEGO? i po co ja jeajjseja przepraszam, zaciąłem się mam tak czasem „ostatnio częściej i nawet o tym ostatnio myślałem” ok, od początku po co ja no nie mogę po co ja jestem ja tutaj zostałem tylko dla tego istnienia, którego teraz nie ma co nie ma jak to nie ma to takie oczywiste kiedy się mówi nieoczy wiste kiedy się przemyśli jestem jak Bóg chociaż tylko jedna rzecz czyni mnie do Niego podobnym jestem sam a wokół mnie nic i nikogo muszę kogoś stworzyć może w swoim umyśle a może naprawdę stworzę, bo skoro nie ma niczego (i nawet nie widzę własnego ciała) wszystko to, co stworzę będzie częścią tego jedynego świata nawet jeśli ja byłem rzeczą stworzoną z niczego jedynie myślą kogoś innego która urwała się z łańcucha umysłu, teraz już nikomu i niczemu nie podlegam bo zostałem jedynie ja samotność to przyświecało stworzeniu
  6. rzeczywiście, chyba powinienem to jeszcze kilka razy przeczytać przed wstawianiem. dziękuję za krytykę, będzie na przyszłość!
  7. wielka żółta piramida pełna piasku zrobiona z cegieł zbudowana oblana krwią i potem tabliczką uwieńczona z tym właśnie banałem górująca nad ziarenkiem piasku które leży u jego stóp ślepy który nie widział piramidy jej nie doceniał bo jako że miał inny sposób postrzegania, którego nie możemy doświadczyć w miejsce piramidy widział ciemność i w miejsce ziarenka widział ciemność a nawet w miejsce słońca widział ciemność próbował niekiedy podejść do piramidy i się nią zachwycić ale nie mógł uzyskać efektu większego niż w przypadku normalnego domu żal wszystkie wysłuchane opowieści opisy anafory powtórzenia i wykrzyknienia w które kiedyś tak wierzył i im ufał, stały się nieważne i dosyć śmieszne bo były chwile (jeszcze potem) kiedy on siadał i słuchał po raz kolejny o piramidzie wtedy tak trochę się wyłączał i uśmiechał się słysząc okrzyki zdumienia okrzyki podziwu i ogólnej czci dla geniuszu owej budowli czuł się wtedy jakby lepszym i odczuwał politowanie do tamtych, których podniecenie było w jego odczuciu słodkie bo on tam był, przekonał się miał już dystans, nic specjalnego
  8. Stałem naprzeciw niej Podłoga się kołysała i trzęsła Nie pamiętam tej twarzy tylko impresje Wyciągnęła telefon i zaczęła rozmawiać A ja udawałem, że z tobą piszę i na nią zerkałem Nawet jej buty robiły na mnie wrażenie A ona na pewno to zauważyła Wysiadamy na tej samej stacji (Wiem, mówiła przez telefon) Zaraz wyjdziemy I pójdziemy w tę stronę Wyszliśmy Ona w lewo ja w prawo upewniłem się tak w lewo
  9. nie piszę jeszcze erotyków
  10. Idealny kwadrat idealnymi literami napisany Umieściłem królika w tym kwadracie i nie mógł wyjść bo kwadrat był idealny I nie chciał wyjść bo kwadrat był idealny
×
×
  • Dodaj nową pozycję...