Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Winged

Użytkownicy
  • Postów

    13
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez Winged

  1. Brak jakiegokolwiek rytmu. Cały wiersz schematyczny. Osobiście uważam, że sama interpretacja może być tak naciągana jak całość. Chaotyczny, nie wnoszący nic, stworzony po to tylko, chyba żeby skraść tym którzy go przeczytają czas. SŁABO :/
  2. Być chodź raz na chwilę Unoszonym wiatrem pyłem Kończącym dniem zachodem Ulewą gwiazd, pocałunków skryciem Być choć raz, innym życiem Czymś cenniejszym dla świata Nie być, tylko Byciem
  3. Będę Ci poił na pustyniach płatki Twe łzami By nie traciły dłużej czerwieni i nie cierpiały Będę dbale przycinał zaschłą łodygę w obawach że przeminiesz Czas zazdrości piękna co z upływem mija Pozwól więc Cię wiecznie zachować tak blisko Ciało pochować w ukochanych stronach I za każdym razem za sprawą myśli Zwracać Ci piękno w krótkich mignięciach oka
  4. Chciałbym być latawcem gnanym po niebie Rzeźbić chmury palcami płoszyć oddechem Moczyć dłonie w barwach Zachodu Mieszać nadawać innego koloru Bywać w Niebie miedzy Dziadkami i Rodzicami Ale być wciąż latawcem Tak łatwo na ziemię sprowadzanym
  5. Z kącików spękanych ust Rozchodzi się w wyrytych korytach Ranek wiosny tnącym oddechem zimy Tym smakuje pocałunek Życiem innym
  6. Bądź mi falą wzburzoną Co wraca stale na nowo Pierzyną zawstydzonego Słońca Owocem grzechu wiatru i morza Tylko kim miałbym być ja Oceanem czy plażą Do kogo tak naprawdę wracasz Za każdym razem
  7. O taki mały, miedziany Jak stąd do tond, centymetr nie cały Gdzieś go zostawiłem Może na mokrym piasku plaży w kołysanej trawie polany, pod doniczką fikusa, w szufladzie biurka, Pojęcia nie ma, a tyle znaczy To on sercu do serca otwiera bramy
  8. Wtedy dopiero ,Przeżywać naprawdę zachód Słońca, pojąc się wschodem I krok stawiać bez desek skrzypienia Do białego płótna, wschodów myślenia
  9. Tą kredkę jasną Rozbielono czerwoną W odcieniu błękitu Wpadającą w fusy szarości Zatarłeś tworząc Niebo poranne Zapomniałeś? Temperówek Raczej tam nie mają Gdybym wiedział Spakowałbym ją Tobie Miałeś być I jeszcze czekać A Ty zasnąłeś
  10. Odkurzę me serce Lokal ten pusty Cena niewysoka widok z okien - nadludzki Gwiazdo jasna! Dawna duszo ludzka! Nie poznałem Cię w życiu Daj się kochać, po życiu Kij zbyt krótki Nim Cię nie strącę Zeskocz w me ramiona W objęcia miłosne Ty mym marzeniem Szeptanym w Ikarowym locie lecz Ty umierasz gaśniesz istnieć przestajesz Już za późno, nie ocalę Widać, świat ten dla ludzi Mury spękane Gwiazda nie żyje, po raz drugi
  11. Drabina Byle jak najdłuższa Niepoliczona Oprę ją o chmurę Wysoko stworzoną Położę się W miękkiej Żółto złotej, czerwonej pościeli Popatrzę wyżej Gwiazdy policzę zrozumiem Jak się w Niebie żyje
  12. Szeptem ulic betonowych W cieniu lamp Przebiegają głucho Uciekają Te, one Nieme z urodzenia Wiecznie zawstydzone Dniem białym - płoszone Miłości niespełnione
  13. Te, targane chęcią stworzenia – jak nie moje Wyciągnę je do góry, wysoko Na nieuczęszczany stopień drabiny do Nieba Teraz już tylko delikatnie, delikatnie, delikatnie Pochwycę dłońmi chmury kłębiaste Te, szare dzieci roznoszące ciągły brud Krzyczące… Po co? – pytasz…. By Niebo na nowo odtworzyć po burzy…
×
×
  • Dodaj nową pozycję...