Gdy ogrzewał mnie odległy płomień
Gdy ogrzewał mnie odległy płomień,
Ktoś go dla mnie zgasił,
I choć znów czułem chłód
I choć znów czułem chłód,
Wyczuwałem ludzki chód.
Nie powiem, że mi go brakowało,
Nie powiem, że mi go brakowało,
Ale jego dźwięk szczęście mi dawało,
Uczucie to już kiedyś doznałem,
Tak, tak kiedyś tego doznałem,
Ale mądrzejszy się nie stałem,
Ale mądrzejszy się nie stałem,
Bo światło znów stało się bliższe,
I jeszcze milsze,
I jeszcze milsze.
I gdyby nikt go nie zgasił,
I gdyby nikt go nie zgasił,
Przed panem Bogiem był się łasił,
Łasił o wybaczenie i szanse kolejną
Prezentowałbym się postawą chwiejną,
Prosząc o szansę kolejną.
Tamte zmarnowałem okropnie,
Nie pomyślałem roztropnie,
I zmarnowałem je okropnie,
Dlatego gdyby ktoś płomienia nie zgasił
Teraz na pewno bym się łasił,
Teraz na pewno bym się łasił,
Dlatego dziękuje za zgaszenie
Dziękuje za zgaszenie,
I nie pozwolenie,
Dziękuje za nie pozwolenie do skrócenia
Nie pozwolenia męk skrócenia,
Nie pozwolenia męk skrócenia.
24.08.2010 r.