Stała i płakała. Deszcz wcale jej nie przeszkadzał, lecz wprost przeciwnie. Pomagał w ukryciu łez, które rozbijał na tysiące kawałeczków niszcząc dowody jej bólu. Tylko oczy, tylko one nie mogły ukryć prawdy. Po chwili uklękła i z braku sił położyła się na trawie. Deszcz przestał padać, opuścił swą towarzyszkę. Chmury odeszły razem z nim, pozostawiając niebo pokryte gwiazdami. Jej ciało powoli wtapiało się w wilgotną trawę, zaś jej dusza w coraz większą otchłań rozpaczy. Jej oczy stanowiły zwierciadło nieba. Tak samo jak ono iskrzyły milionem iskierek. Każda z osobna stanowiła nadzieje. Tak spalały się jedna za drugą. Rozmyślała o wolności, którą miała wkrótce utracić. Aż w końcu o najważniejszym, o jej nadziei na spotkanie prawdziwej miłości, namiętnej i spełnionej. Ta iskierka tliła się największym płomieniem pożerającym ją od środka. Miała tyle planów ile tylko może mieć młoda kobieta, u progu dorosłości, a teraz wszystkie one runęły...