Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Stanisław Lewowicz

Użytkownicy
  • Postów

    16
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez Stanisław Lewowicz

  1. nie chodzi o to zeby "zamykać gębe" ale nie zawsze długośc świadczy o jakości i przemyślanej konstrukcji tudzież pomyśle. tak mi się przynajmniej wydaje. Pozdrawiam
  2. od ilu linijek jest proza?
  3. taką małą apokalipsę Drogi Panie
  4. no nie...czyżby próba zdemaskowania? ale jakim cudem ? Panie Romanie jakim cudem ? co na te tory Pana sprowadziło? cholera jasna. Ps. czy ja wiem czy czkawka od balona do balonów nie jest daleko. a pale redy :) i czym się słodkośc objawia? POzdrówka
  5. niby krótkie a tak bardzo przekombinowane, "płótno skupionych ciał" - zastanawia mnie trafnośc słowa "skupionych"- w sensie stanu skupienia fizycznego czy meafizycznego ? jakoś nie widzę pomysłu - może jakas ciekawa pointa - na miniaturkę,. Pozdrawiam
  6. hmm tani komantarzyk. jaki Pan taki kram.:)
  7. byka za rogi, babe za nogi boga za jaja czy jakoś tak
  8. a co by napisał gdyby odpisał na temat ?
  9. ?? uwłaczałoby Jego Godności?
  10. to czemu nie zacznie od warsztatu albo działu dla poczatkujących ? :)
  11. literowy błąd w drugim wersie nie rozumiem powtórzenia pewnych" czy jest nieognisty żar?! możnaby popracowac nad tekstem pozdrawiam
  12. takie pytanie do auytora, czy uważa że ten tekst to poezja współczesna ? krótko tak/nie.
  13. błąd w tytule winno być dont, pozdrawiam
  14. cześc oyey, myślałem ze już nigdy nie wrócisz znasz to ??? czemu Pani dorota nie piecze ciast ....??! Pozdrawiam
  15. kolejna ruda nie spojrzy mi w oczy nie uśmiechnie się blondyna z naprzeciwka straciłem prestige i image - nie będzie już po francusku jeszcze wczoraj przed podrzędną knajpą myślałem, ze boga za jaja złapałem a został mi tylko cynizm resztki intelektu i sprane portki tak bardzo wyblakłe, że lepią się do dupy przodem w kolejce po zasiłek taki bukowski na mniejszą skalę
  16. Spotkaliśmy się w średniej klasy barze. Zielona tapeta wyraźnie za nic miała czerwone dywany. Tak. Czuliśmy się jak gwiazdy. Ja i ona. Miedzy wyżerającym płuca dymem, spojrzeniami zboczeńców i miejscowych meneli wymienialiśmy uśmiechy. Jestem pewien, że na ulicy jeszcze nigdy nikt się za nią nie obejrzał. Ale nie tu. Tu była wydarzeniem. Była kimś. Szybko zamieniałem wysuszony tytoń na kłębiaste chmury potęgując tym samym efekt płonącego pokoju. Dodawałem sobie animuszu strosząc się jak paw, masturbowała mnie świadomość , że jestem zdobywcą. Bez zbędnych ruchów, niewygodnych min delektowałem się czystą rozrabianą pewnie przez barmana w proporcjach pół na pół z wodą. Chodzi o to, że nie zamieniliśmy ani słowa a wiedziałem, że mógłbym ją mieć – jak większość kobiet z którymi nie spałem. Wóda roztapiała mi żołądek delikatnie masując krtań. Rozgrzewała. Dlaczego w tych pieprzonych barach puszczają amerykańskie piosenki. Nie rozumiem ich tak bardzo jak braku pieniędzy na następną kolejkę. Albo ochoty na nią. Podeszła i najbanalniej na świecie pocałowała mnie w ucho prześlizgując się delikatnie po udzie, brzuchu, torsie i prawym ramieniu. Bawiła się mną. Patrzyła prosto w oczy. Wzrok miała zalany albo smutny – było w niej coś czego nie rozumiałem. Nie mogłem przewidzieć. Tak samo mogła zaraz zaciągnąć mnie do łóżka jak dać w ryj. Zaczęliśmy tańczyć i wtedy tak naprawdę czułem że mam wszystko w dupie .Byłem pijany, miałem za sobą sto tysięcy kroków a każdy z nich przenosił mnie głębiej- zapominałem się. Była spokojna, nie zdradzała zdenerwowania choć oboje wiedzieliśmy że ta noc skończy się w łóżku. Nie zamieniając ani jednego słowa. Uśmiechała się. Wypiliśmy jeszcze po dwie kolejki przegryzając piwem i wyszliśmy na zewnątrz, okolica była tak samo obleśna jak ta speluna, ani jednej żywej osoby tylko ciemność, ciemność, ciemność i jej zadarta sukienka,. Miała nieprzyzwoite nogi i nie w długości tkwiło ich piękno a w smukłości i idealnych gabarytach. Z odlewu jej kształtów można by stworzyć tysiące figur woskowych uśmiechających się do zadowolonych turystów gdzieś w dusznym pomieszczeniu, autonomii rządzącej się prawami piękna martwoty. Sapiący z podniecenia erotomani, podglądacze i zboczeńcy zostaliby ukarani .Ich fantazje nie miałyby nawet szansy na spełnienie. Położyła się przodem na ścianie zgięła wpół ale nie wulgarnie. Romantycznie. Syciła mnie delikatna skóra z wątkami drżenia. Była podniecona. Czasami myślę, że tylko ciało potrafi wyrazić piękno a w połączeniu z perfekcyjnie skoordynowanymi ruchami najdziksze rządze. Przycisnąłem jej nagą dupę do siebie. Mocno. Jeszcze bardziej ugięła się pod moim naporem. Pieprzyliśmy się. Przecież te kurewskie figury nie miałyby duszy, nie można byłoby z nimi porozmawiać a i tak by się podobały. Pieprzeni wzrokowcy. Wydymaliby własne matki gdyby miały o dwadzieścia lat mniej. A gdzie miłość? Ot co. Było ich trzech. Chcieli żebym postawił im kolejkę albo mi wpierdolą. I wpierdolili przy okazji wzięli się też za nią. Podobno odeszła już po pierwszy uderzeniu. Zastygała a oni zmieniali się jeden za drugim, jak wosk.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...