ja gram
moje życie to teatr,
moją sztuką; komedia
wy, wy jesteście tylko marnymi pionkami, które nic dla mnie nie znaczą, kiedy przestajecie być potrzebni, zgniatam was jak błędnie zapisana kartkę papieru kancelaryjnego....
jestem chłodna i nie boje się tańca śmierci
zdrada
jest jedną ze scen w mojej sztuce...
pisze o niej: jest skazą i złem
mówię; jak mogłeś
całuje jego usta, mówiąc; kocham Twoje
on jest chwilowo potrzebny
opuszczę go wtedy gdy tylko przypomnisz sobie swój tekst
lecz teraz wciąż trwa
jego monolog...
ja gram
gram cierpienie
udaję ból, wmawiam gwałt....
lecz ja już nie chce grac życia
ja chcę umierać...
pozwolę mu wejść do mojego wnętrza
nagle moje serce przestanie bić
wszystko wytłumaczę
jego śmiertelnością
on mnie zabił
udaję żal
chce alby czuł się źle i błagał ostatkiem sił o pomoc...
patrzę tempo przed siebie
udaje ze nie słyszę
kiedy zaczyna płakać
wybucha we mnie histeryczny śmiech!
jestem silna
to był mój debiut, już po premierze
sala była pusta, nie oświetlona
na scenie tylko ja
wkoło rozciągnięte czarne płótno,
po mojej bladej twarzy spływa kropla krwi, czarnej, słodkiej krwi
schylam głowę w dół a z ostatniego, niewidocznego rzędu
rozbrzmiewają pojedyncze oklaski...
tam siedzisz ty.... tylko ty wytrwałeś do końca, nawet ja zwątpiłam
ty we mnie wierzysz
jesteś moim aniołem, który ma czarne skrzydła
kocham Cię...