
Jan Erypis
Użytkownicy-
Postów
27 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
nigdy
Treść opublikowana przez Jan Erypis
-
Allena napisałaś pod swoim imieniem „zawodowo potrafię leczyć nawet duszę”. Czy leczysz, i po co? Czym jest to co potrafisz leczyć? Człowiek nie jest dokończony. Jest już kimś (nie jest nicością –zerem). Człowiek dokonany, pełny (zamknięta całość – jedność), bez potrzeby doskonalenia się świadomego lub nieświadomego (doskonali człowieka napotkany los: choroby, cierpienia itd.) jest celem dążenia. Pytanie „po co?”, to może stwierdzenie, że życie nie ma sensu. Wielu pyta dlaczego? Dziwi się z fenomenu życia. Pyta się siebie „kim jestem?”.
-
Czerwony żółty niebieski razem i nie to tylko tęcza
-
Szybszy od myśli zanim pomyśli już jest myślący człowiek
-
Zero za mało jeden to już za dużo poszukaj siebie
-
Ava mirabell napisała. „rzeka ta sama, jednak wody inne, każda jej kropla niejednorodna a o nurcie nie wspomnę, bo i po co ?... „ Poezja to rzeka życia. Zawsze ma koryto. Jednak niewdzięczna i niepokorna. Podrywa brzegi, zmienia kierunek. Nieuchwytna i uchwytna. Pasuje do krajobrazu, przez który właśnie się przetacza. Nie zostaje w nim. Szuka nowego za horyzontem. Czy gdzieś znajduje spokój, ujście dla przemijania. Słyszała nocą rozmowę flisaków na tratwie. Zaświadczyć mogą gwiazdy. Mówili o olbrzymich wodach łączących wszystkie rzeki świata, że z nich się one rodzą, powstają i przemijają. Każdej następnej nocy gwiazdy odbijające się w jej nurcie powtarzały, powstajesz i przemijasz. A wy dalekie gwiazdy, wielkie wody. Przyglądacie się. Czy mogłabym przemijać gdyby was nie było? Czy mogłybyście istnieć gdyby mnie nie było? Gwiazdy wspaniałe jestem waszym lustrem. Wielkie wody jesteście moim początkiem i końcem. Jestem waszym życiem.
-
Przepraszam Bartosz za wypowiedź dotycząca Ciebie. Sądziłem, że zarzucałeś niedojrzałość wypowiedzi obecnych teraz na tym temacie. Jestem nowy. Ava mirabell pisze: "rzeka ta sama jednak wody inne, każda jej kropla niejednorodna....." Jestem nową kroplą w jej nurcie. Poranna mgła była moim domem. Tak szybko zatonąłem w rzece. Zagubiłem się i nie rozpoznałem co pisałeś Bartosz.
-
"Bartosz Cybula". Twoje imię i nazwisko(to w internecie) jest też wątkiem z identycznie brzmiących i wyglądających liter alfabetu. Napisz je inaczej w ramach protestu i chęci bycia kimś więcej niż inni a i tak będziesz tylko wątkiem jednej z obecnie żyjących istot. Nie powtarzaj się, dlaczego jesteś wciąż tylko sobą. Jeżeli zakreślasz innym granice poznaj najpierw swoje. Jeżeli ci się to przynajmniej częściowo uda, to również w sobie zauważysz coś niepowtarzalnie nowego. Będziesz bardziej szanował innych.
-
Poezja też jest Czymś więcej niż życie zastane Czymś więcej niż potrafię ująć to więcej Niedoskonałym zmaganiem sie z oczekiwana doskonałością W moim wykonaniu namiastką czegoś bardziej prawdziwego Chorobą niektórych ludzi Protestem wobec statystycznej normalności .............................................................. ............................................................
-
Panie Krzysztofie. Minęło już kilka dni, i ciągle nie napisałem do Pana odpowiedzi. Jeżeli nie zrezygnował Pan z zaglądania na tą stronę i właśnie czyta Pan tekst, to proszę na koniec podać odpowiedź w sprawie dalszego kontaktu. Było przez ostatnie dni trochę zamieszania. Chętnie wypowiem się na temat, który już wcześniej zobowiązałem się przedstawić. Chciałbym jednak najpierw się upewnić czy nadal zamierza Pan ze mną korespondować. Nie chciałbym się narzucać. Przedstawiam tu poglądy, z którymi się identyfikuję. Nigdy nie zamierzałem i nie zamierzam skłonić kogoś do tego co akurat dla mnie jest ważne. Czasem zdarzają się osoby, które mogą powiedzieć, to co ktoś mówi jest dla mnie bliskie. Wtedy rozmowa staje się bardziej sensowna i można ją dalej kontynuować. Jeżeli Pan szuka i zadaje sobie pytania w sprawach bardzo ważnych, to wcześniej lub później znajdzie Pan, naprowadzające na dalsze pytania, odpowiedzi. Gdyby nawet to co akurat ja pisałem okazało się dla Pana mało strawne i zbyt wczesne, znajdzie Pan to później, trafi na to w odpowiedniej dla Pana chwili i może będzie bardziej dostępnie przez kogoś innego przekazane. Pozdrowienia Jan Erypis
-
Szanowny Panie Wojtku. Pan wie to co wie i miesza kijem ciągle ten sam zasób Pańskich możliwości. Z perspektywy siebie widzi Pan wspaniale. Ale to jedynie Pańska perspektywa i wspaniałość a nie moja. Pana cytat: : "Cenie prawde (te ktora czuje) ponad wszystko. Pan prawde wymysla i chowa przed sloncem." Czyzby obawial sie pan, ze to co czuje jest wyzej niz prawda wymyslona? Tak - to wlasnie jest Bog, jesli Go czujesz nie musisz wymyslac o Nim bredni. Koniec cytatu. Ceni Pan prawdę którą Pan czuje ponad wszystko. Wygląda tak jakby Pan prawdę zagarnął na własność. Prawdy nie można zawłaszczyć, kupić. Można się jedynie do niej zbliżać. Tak jak zbliżać się możemy do Boga. Po drodze do Boga do Prawdy mamy jedynie swoje racje. Pan ma swoją a ja swoją. To walka nie o Prawdę ale o swoje racje uczyniła świat czasem bardzo nieznośny. Nietolerancja, wojny religijne. Pan ze swoją konsystencją duszy mógłby być również żarliwym wyznawcą islamu zwalczającym niewiernych. W moim osądzie jest Pan fanatykiem, to jest jedynie mój osąd, moja racja. Dusze nasze sądzone będą po śmierci przed promieniującym słońcem Prawdy. Proszę nie wydawać za szybko osądów w imię Pańskiego wyobrażenia i odczucia Prawdy. Niewiele Pan rozumie z tego co do Pana napisałem, tak po prostu musi być. W moich oczach nie jest Pan z tego powodu ani gorszy ani lepszy. Akceptuję ten stan. Nabieram jednak przekonania, że nasza wspólna rozmowa w najbliższym czasie nic nie przyniesie. Pana cytat: Czysciec - a co ma piernik do wiatraka? Gdzie sie podziala panska rzekomo wolna mysl? Koniec cytatu. O czyśćcu do Pana piałem wcześniej w zacytowanym tekście, który Pana bardzo wzburzył. Z tego tekstu wybrał Pan kilka wyrazów i domaga się ode mnie przyznania, oświadczenia, że jestem wyznawcą czarnej dziury. Wyjaśnienie tych kilku słów jakie Pan wyrzucił na stół z poczuciem, że skompromitował Pan mnie wymagałoby bardzo dużo czasu i wewnętrznego spokoju. Przypuszczam, że nie jest na razie Pan na to gotowy. Cytat z podanego przeze mnie tekstu o czyścu: Po śmierci fizycznej człowiek wżywa się stopniowo w otaczający go świat duchowy. W świecie tym istota człowieka pojawia się zrazu ze wspomnieniami ze świata zmysłowego. Mimo braku oparcia w ciele fizyczno-zmysłowym może ona żyć w tych wspomnieniach świadomie, ponieważ wcielają się w nie odpowiadające im żywe istoty myślowe. Dzięki temu wspomnienia owe nie wiodą już bytu cieni, właściwego im w świecie fizyczno zmysłowym...... Koniec cytatu. Człowiek po śmierci przepracowuje wszystko co czynił za życia. Wracają wspomnienia wszystkiego co myślał, czuł, echem wracają do niego krzywdy innych ludzi jakie im uczynił. Jest to świat bardzo żywych obrazów tworzonych przez istoty z hierarchii anielskich. W moim odczuciu, dochodzeniu do prawdy czyściec jest dla mnie faktem. Uważam, że uznanie przeze mnie takiego faktu nie ujmuje możliwości tworzenia wolnych myśli. Są ludzie, którzy w sytuacji zagrożenia np. niebezpieczeństwa utonięcia, obsunięcia się ze stoku góry podczas wędrówki nagle widzą w panoramie obrazy z całego swojego życia (jest to inne doświadczenie niż przeżycie czyśćca – przy przeżyciach czyśćca ciało astralne oddzieliło się już od człowieka). W nagłych niespodziewanych sytuacjach ciało eteryczne człowieka (ciało sił życiowych) częściowo oddzieliło się od ciała fizycznego. Wtedy doświadcza człowiek przeżycia w innym stanie świadomości. Widzi życie swoje w obrazach. Każdy z nas w momencie śmierci, gdy ciało eteryczne (ciało sił życiowych) zacznie oddzielać się od ciała fizycznego ma podobne przeżycia, widzi w obrazach panoramę swojego życia. Ciało fizyczne staje się zwłokami i podlega prawom materii nieożywionej ulega rozkładowi, mineralizacji. Panie Wojtku powiem Pana ulubionym zwrotem „ co ma piernik do wiatraka”. Co ja mam do Pana i co Pan ma do mnie. Jeden z nas jest piernikiem a drugi wiatrakiem. Tu pewnie również nasze prawdy ( racje), kto jest kim, są odmienne. Nie traktowałem naszego spotkania jako zawodów, kto zwycięży. To już Pana sprawa jak Pan się czuje wobec siebie i chce się czuć w oczach innych. Wszystko co dobre i niedobre ma swój koniec. Moja decyzja nie korespondowania dalej z Panem jest moim wolnym wyborem. Mam nadzieję, że uszanuje Pan to. W osobnym liście spytam Pana Krzysztofa czy zechciałby dalej ze mną rozmawiać. Oczywiście będę rozmawiał z innymi osobami, tak jak potrafię, na ten i inne tematy które uznam za słuszne i gdy na swobodną rozmowę będą odpowiednie warunki. Życzę Panu wszystkiego najlepszego Jan Erypis
-
Panie Wojtku. Czy jest Pan Pani Wojtku księdzem? Pytam, bo staram się zrozumieć osobę tak ostro atakującą, w stylu broszurek wyjaśniających co to jest okultyzm i inne czarnoksięstwa. Pana stwierdzenia: „nie wyprze się Pan”, „już za późno” pachną inkwizycją i wyrokiem bezwzględnego inkwizytora. Żebym mógł Panu powiedzieć, czy ja jako wolna istota ludzka, zgadzam się być postawiony na stosie o nazwie Okultyzm proszę mi najpierw wyjaśnić co Pan przez okultyzm rozumie. Powiedział Pan, że miał Pan cały semestr wykładów o okultyźmie. Przypuszczam, że wpojono Panu niepodważalny pogląd czym jest okultyzm i przedstawiono pewnie metody zwalczania go w głowach ludzi, którzy ewentualnie chcieliby dowiedzieć się coś na temat okultyzmu. Sądzę, może nie słusznie, że po studiach jest już Pan nie reformowalny. Pana cytaty: Mialem wyklady caly semestr z osoba, ktora szeroko poruszala problemy okultyzmu, egzorcyzmu, magii - prosze wybaczyc ale pan Jan w 100%-tach wyglada na czlowieka, ktory macza w tym palce. Powiem tak: Pan Jan jest nawiedzony - nie wiem tylko czy doslownie czy w przenosni. Nie wyprze mi sie pan - panie Janie, ze nie jest okultysta, a przynajmniej ze sie pan tego nie naczytal. Zbyt duzo slow pan na swiat wyrzucil tym nacechowanych - juz za pozno. Koniec cytatów Miał Pan pewnie też zajęcia o godności osoby ludzkiej. Czy dla Pana nie jestem już osobą ludzką. Czy w Pana duszy, lub w przestrzeni pomiędzy atomami materii w okolicy serca i głowy jeżeli duszy Pan nie uznaje, znajduje się tylko dobro? Co robi Pan ze śmietnikiem złych emocji i myśli. Jeżeli jest Pan tylko dobrem, to jaka jest w Panu możliwość wolnego wyboru między dobrem a złem. Może Pan tylko teoretycznie mówić o czymś złym bo jest Pan jedynie automatem, bez możliwości wyboru, produkującym dobro. Uznać godność istoty ludzkiej, to uznać również, że jest ona zawieszona pomiędzy Aniołem Stróżem i diabłem i że dokonuje samodzielnie wolnego wyboru. Pana cytat: Wlasnie - zyjemy w XXI wieku i ludzkosc zapomniala, ze diabel istnieje. Koniec cytatu Dodam od siebie. Żyjemy w XXI wieku i ludzkość zapomniała też, że każdy ma swojego Anioła Stróża. Zacytuję swój wiersz o marnej wartości artystycznej i z rymami częstochowskimi, ale jest produktem mojej osoby. Wiosna Dzień gwarny zmęczony zostawiasz w ciężar ciała opadasz głęboko coraz głębiej. Myśl jakaś przeleci ale już następnej nie wznieci też spada. Księżyc się wznosi jedynie To jego magiczna siła w tobie snem ożyła. Cicho cichutko sza ciało twoje śpi a ty leciutki niczym mgła poszybuj w poświacie księżyca mknij. Anioł przy tobie twój drogi niebieskie otwiera a w dali anielski chór owoce ziemi zbiera. Ty w dłoniach swoich też to co zebrałeś dzisiaj nieś u stóp anielskich złóż.... Widzisz kobierce róż Chrystus od ludzi zbiera to dobre czyny zakwitły teraz. Czy tylko Pan jest specjalistą od dusz ludzkich? Upoważniają do tego Pana odpowiednie studia? Z Pana słów wynika, ze świetnie sobie Pan radzi ze zdejmowaniem masek z twarzy innych. Demaskuje Pan niektóre istoty ludzkie i odsłania 100% prawdę w którą na 100% Pan wierzy. Cytuję Pana: Roznica miedzy nami jest taka: choc oboje jestesmy ograniczeni - moje ograniczenie ma otwarte oczy, nie moge powiedziec, ze panskie jest slepe, nie wierze, ze moglby pan byc az tak glupi, powiedzialbym raczej, ze panskie oraniczenie zaciska kurczowo powieki, bo jest uparte i samotne. Nie pierwszy i nie ostatni raz mam do czynienia z osoba panskiego pokroju. Koniec cytatów. Czy wierzy Pan Panie Wojtku w czyściec. Czy na 100% wierzy Pan, że trafi Pan kiedyś do nieba. Nie nam sądzić. Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby 100 % pewne według Pana sądy nad duszami innych, okazały się według Boskich wysłanników słuszne jedynie np. w 20% i trafiłby Pan w związku z tym na pewien czas do czyśćca. Pokora obowiązuje również w wydawaniu sądów o innych. Trudno jest spojrzeć w siebie. Wydać sąd o kimś to już prawie rutyna, prawda. Okultysta, diabła ma za skórą, dla jego dobra najlepiej go spalić, żeby nie siał zarazy XXI wieku. Pana cytat: Niech pan zaprzeczy, ze z okultyzmem nie ma nic wspolnego. Ale to chyba i tak bezsensu, bo slowa mowia za siebie. Nie wymaze ich pan. Chyba jednak pan sie zdemaskowal Koniec cytatu. Stworzyliście olbrzymi worek o nazwie okultyzm. Wrzuciliście do niego potworne praktyki i obrzędy wysłanników szatana z którymi również i ja na swój sposób walczę. Cytuję mój nieudolny wiersz. Dwa cienie On i kumpela na czacie wysyłają w przestrzeń wirtualną równie realną realne duszy sprzedanie Radośni, w niemocy spętani jemu resztką tchu człowieczego oddani Biją bębny piekieł otchłanie płacz i zębów zgrzytanie Czują nie siebie w nie sobie potężni biedni zatraceni Błękit nieba nad kołyską Matki nadzieja ... przyszła niejedna jesień a potem zima nadzieja błotem zabrudzona a ona, dusza człowiecza gdzie ona Krzyk rozdziera ciszę Zniszczyć, zdeptać, nie słyszeć Falą niesiony w ścianę skalną rzucony A ona płacze Matka miała syna Matki nadzieja... gdzie ona nadzieja porzucona Na fali łódka jeszcze się kołysze ........................................ On i kumpela na czacie wysyłają w przestrzeń wirtualną równie realną realne duszy sprzedanie Wrzuciliście do tego samego worka również wszystkich, którzy są oddani Bogu i którym postrzegalny świat materii nie wystarcza. Cytuję Pana: Mowi pan o moim wiezieniu a czym sa te zwroty: "swiat duchowy", "astralny" i "eteryczny" "eteryczno-fizyczny", "mysl kosmiczna", "duch"? To panskie zwroty, lecz one nie sa panskie i nie spadly z kosmosu, nie odkryl pan ich tez w sposob imanentny - one maja swe zrodlo i wiadome ludzkie znacznie. Jesli chce pan powiedziec cos boskiego, radze zamilknac. Koniec cytatu. Dla Pana wystarcza świat Materii i niezachwiana wiara w Boga. Dla mnie i dla wielu innych, nie jestem sam, nie chcę również nikogo namawiać do czegokolwiek, szanuję wolność wyboru, i wierzę ze w człowieku zwycięży dobro okupione cierpieniem i błądzeniem bo one są wpisane w naszą wolność, dla mnie i dla wielu innych poza materią i Bogiem, tak daleko wypchniętym z naszego świata, że jest jedynie Bogiem transcendentnym, istnieją światy Chórów Anielskich: Serafiny, Cherubiny, Trony, Kyriotetes, Dynamis, Exsiusai, Archai, Archangeloi, Angeloi i na dole Człowiek. Świat jest o wiele wspanialszy niż Pan go rysuje. Nie przekreśli Pan wspaniałości świata tylko dlatego że nie jest w stanie Pan dotknąć rąbka jego tajemnicy. Msza w kościele przy ołtarzu jest wspaniałym kultem. Jest białą magią. Czyni cuda w duszach ludzkich. Pewnie oglądał Pan we Florencji w Baptysterium przy Katedrze sklepienie z Chórami anielskimi. Jest wiele dróg do Boga. Nie tylko jedna. Proszę nie wrzucać innych dróg do Boga, do Chrystusa do worka o nazwie okultyzm. Coraz więcej ludzi ma pewne przeżycia przedostające się spoza zasłony świata umarłych. Wielu ma poczucie a nawet jakieś doświadczenia, że jest inny świat z którego przyszliśmy i do którego kiedyś odejdziemy. Cytuję: pozdr. Wojtek Koniec cytatu. Pana zbyt krótkie pozdr. z czego wynika Panie Wojtku, z nadmiaru szacunku czy z jego braku? We wcześniejszych listach pisał Pan pełnym wyrazem. Nazwałem siebie w ostatnim liście Bezdomnym, żeby odróżnić Pana od siebie, osądziłem wtedy, że Pan powinien nazywać się Domny. Zbudował Pan na swój użytek szczelny dom wiedzy i poglądów bez wątpliwości. Pisząc Bezdomny nie chodziło mi o zdobycie litości u czytelników. Napisałem również Trędowaty, bo takim Pan chciał mnie uczynić. Święty Franciszek nie bał się trędowatych. Kochał wszystkich, a nawet zwierzęta, Słońce i Księżyc. Pozdrawiam Pana Panie Wojtku. Jan Erypis
-
Panie Wojtku. Nie jestem wyznawcą Jehowa, który puka do bram Pana wspaniale zbudowanego, cegiełka po cegiełce, życia. W tej Pana budowli mieści się i buntowniczy Punk, egzystencjalne rozterki, i profesor filozofii. Nie pojawiłem się na forum jak błędny rycerz, z wypranym mózgiem, nafaszerowany wizjami człowieka, jego duszy i ducha, i jedynym moim pragnieniem jest Pana Panie Profesorze połknąć. Nie wykułem swojego oręża z tanich książek o okultyźmie i podobnych nonsensach zaśmiecających księgarnie. Najważniejszą chwilą w naszych rozmowach jest Pana ostatnia reakcja. Ona mogłaby Pana wiele nauczyć, gdyby zechciał Pan, a może stwierdzę pesymistycznie potrafiłby Pan, ocenić ją, wglądając w siebie. Najgorszym wrogiem ugruntowanej rzeczywistości są próżnie. Przerażają nas czarne dziury w kosmosie (do zakrzywionej przestrzeni zdążyliśmy już się przyzwyczaić za sprawą Einsteina). Są też takie próżnie które są bardziej próżne niż próżnia w kosmosie. Jest to negatywna przestrzeń, ujemna przestrzeń. Nie o takiej jednak próżni chcę się teraz wypowiadać. Pana barokowo rozbudowana świątynia wiedzy też nie znosi próżni. Jeżeli wypadłaby z niej może nawet jedna cegiełka z okolic fundamentów mogłaby runąć. Zbudowane mozolnie przez całe dotychczasowe życie poglądy cieszą nas, a nawet cieszą podwójnie i potrójnie gdy dostrzegamy w oczach innych uznanie równe z autorytetem. Pan Panie Wojtku nie jest bezdomny. Zbudował Pan solidny dom i nie wrzuci Pan do kominka, tak jak to czyni Pan czasem z wierszami, całej budowli. Kominek przecież należy do niej, jest kontrolowanym wentylem unicestwiania. Potrzebujemy ziemi, żeby po niej chodzić, musimy mieć pod nogami opór, podporę. Trudno byłoby nam chodzić po obłokach. Zbudował Pan swoją dla siebie wiedzę (a może celę). W niej znajduje Pan zawsze oparcie. Szczelnie i z odpowiednim wyprzedzeniem, wypełnia Pan ewentualne w niej pęknięcia, nie dopuszcza podświadomego a tym bardziej nadświadomego przerażenia. Ewentualne wątpliwości nie są groźne, mieszczą się w zakresie dopuszczalnym i zdrowego rozsądku. Być może przyczyną drobnej ryski była nasza rozmowa i Pana ostra reakcja. Już jest wszystko w porządku. Pan jako autorytet, oczywiście był zobowiązany przestrzec innych przed przypadkowym, a może celowym, wtargnięciem komety z innego systemu wartości, ciągnącej w ogonie zlepek okultystycznych nonsensów. Gdzieś na dnie duszy ludzkiej (słowo dusza tylko dla tych, którzy jeszcze niestety w nią wierzą) przez stulecia pojawiał się lęk gdy na gwiezdnym niebie dostrzeżono kometę, była czymś obcym. Będąc wiernym do końca sobie, takim jakim Pan się do tej pory ukształtował, nie wejdzie Pan na ten rozdział Forum, i tego listu nie przeczyta. Gdyby jednak Pan przez próżną ciekawość zajrzał właśnie z tego niechlubnego powodu, bądź wstąpił niechcąco między jednym posiłkiem a drugim, są święta i więcej wolnego czasu, by ujrzeć jakim uznaniem cieszy się Pana autorytet, i nawet pobieżnie przeczytał, na tyle na ile pozwoliło Panu słusznie żyjące w Panu wzburzenie, to zapraszam do dalszej dyskusji. Za bardzo wartościową Pana uwagę w początkach naszych rozmów uznałem Pana Prośbę, żeby z Panem Krzysztofem również podjąć wymianę myśli. Gdyby okazała się możliwa dla Pana rozmowa ze mną, z pewnością bardziej dynamiczna, to bardzo chętnie będę w niej uczestniczył. Zanim w średniowieczu zapłonęły stosy to byli tacy ojcowie kościoła, którzy prowadzili rozmowy z Katarami, Templariuszami i innymi. Jeżeli nie spłonąłem jeszcze w Pana oczach, to zapraszam do dalszej rozmowy. Trędowaty Jan Erypis Bezdomny.
-
Panie Wojtku. Nie jestem wyznawcą Jehowa, który puka do bram Pana wspaniale zbudowanego, cegiełka po cegiełce, życia. W tej Pana budowli mieści się i buntowniczy Punk, egzystencjalne rozterki, i profesor filozofii. Nie pojawiłem się na forum jak błędny rycerz, z wypranym mózgiem, nafaszerowany wizjami człowieka, jego duszy i ducha, i jedynym moim pragnieniem jest Pana Panie Profesorze połknąć. Nie wykułem swojego oręża z tanich książek o okultyźmie i podobnych nonsensach zaśmiecających księgarnie. Najważniejszą chwilą w naszych rozmowach jest Pana ostatnia reakcja. Ona mogłaby Pana wiele nauczyć, gdyby zechciał Pan, a może stwierdzę pesymistycznie potrafiłby Pan, ocenić ją, wglądając w siebie. Najgorszym wrogiem ugruntowanej rzeczywistości są próżnie. Przerażają nas czarne dziury w kosmosie (do zakrzywionej przestrzeni zdążyliśmy już się przyzwyczaić za sprawą Einsteina). Są też takie próżnie które są bardziej próżne niż próżnia w kosmosie. Jest to negatywna przestrzeń, ujemna przestrzeń. Nie o takiej jednak próżni chcę się teraz wypowiadać. Pana barokowo rozbudowana świątynia wiedzy też nie znosi próżni. Jeżeli wypadłaby z niej może nawet jedna cegiełka z okolic fundamentów mogłaby runąć. Zbudowane mozolnie przez całe dotychczasowe życie poglądy cieszą nas, a nawet cieszą podwójnie i potrójnie gdy dostrzegamy w oczach innych uznanie równe z autorytetem. Pan Panie Wojtku nie jest bezdomny. Zbudował Pan solidny dom i nie wrzuci Pan do kominka, tak jak to czyni Pan czasem z wierszami, całej budowli. Kominek przecież należy do niej, jest kontrolowanym wentylem unicestwiania. Potrzebujemy ziemi, żeby po niej chodzić, musimy mieć pod nogami opór, podporę. Trudno byłoby nam chodzić po obłokach. Zbudował Pan swoją dla siebie wiedzę (a może celę). W niej znajduje Pan zawsze oparcie. Szczelnie i z odpowiednim wyprzedzeniem, wypełnia Pan ewentualne w niej pęknięcia, nie dopuszcza podświadomego a tym bardziej nadświadomego przerażenia. Ewentualne wątpliwości nie są groźne, mieszczą się w zakresie dopuszczalnym i zdrowego rozsądku. Być może przyczyną drobnej ryski była nasza rozmowa i Pana ostra reakcja. Już jest wszystko w porządku. Pan jako autorytet, oczywiście był zobowiązany przestrzec innych przed przypadkowym, a może celowym, wtargnięciem komety z innego systemu wartości, ciągnącej w ogonie zlepek okultystycznych nonsensów. Gdzieś na dnie duszy ludzkiej (słowo dusza tylko dla tych, którzy jeszcze niestety w nią wierzą) przez stulecia pojawiał się lęk gdy na gwiezdnym niebie dostrzeżono kometę, była czymś obcym. Będąc wiernym do końca sobie, takim jakim Pan się do tej pory ukształtował, nie wejdzie Pan na ten rozdział Forum, i tego listu nie przeczyta. Gdyby jednak Pan przez próżną ciekawość zajrzał właśnie z tego niechlubnego powodu, bądź wstąpił niechcąco między jednym posiłkiem a drugim, są święta i więcej wolnego czasu, by ujrzeć jakim uznaniem cieszy się Pana autorytet, i nawet pobieżnie przeczytał, na tyle na ile pozwoliło Panu słusznie żyjące w Panu wzburzenie, to zapraszam do dalszej dyskusji. Za bardzo wartościową Pana uwagę w początkach naszych rozmów uznałem Pana Prośbę, żeby z Panem Krzysztofem również podjąć wymianę myśli. Gdyby okazała się możliwa dla Pana rozmowa ze mną, z pewnością bardziej dynamiczna, to bardzo chętnie będę w niej uczestniczył. Zanim w średniowieczu zapłonęły stosy to byli tacy ojcowie kościoła, którzy prowadzili rozmowy z Katarami, Templariuszami i innymi. Jeżeli nie spłonąłem jeszcze w Pana oczach, to zapraszam do dalszej rozmowy. Trędowaty Jan Erypis Bezdomny.
-
Andrzej i Stefan są już za lustrem. Teraz podczas życia na Ziemi, mało kto potrafi przejść przez lustro. Reportaż z dalszej ich wędrówki dużo powiedziałby nam o ich i naszym życiu. Pewnie się spotkają ponownie w podstawówce i w odpowiednim czasie pewnie postanowią coś z tym spotkaniem zrobić. Może nie wyszło tak jak mogłoby się stać. Może Stefan za często żartował z Andrzeja. A może to Andrzej był za bardzo zamknięty i nie znał się na żartach. A może było jeszcze inaczej. Oni będą widzieć dokładnie jak między nimi było i postanowią też coś zrobić dalej. Czy odnajdą się kiedyś ponownie na Ziemi mieszając w przypadkach o możliwości jeden do miliarda. Czy za którymś razem, a może za pierwszym mijając się „przypadkowo” na ulicy w Nowym Jorku ona potrąci nieuważną dziewczynę z Indii. Może wywiąże się rozmowa i zaprosi ją do pobliskiej kawiarenki. .......... Zdecydowałem się zamieścić poniższy cytat. Jest to ryzykowna decyzja. Jest ostatni dzień roku. Czas szczególny. Między Świętami Bożego Narodzenia a Świętem Trzech Króli jest trzynaście świętych nocy. Jeżeli poniższy cytat uznany zostanie za nielogiczną fantazję, za treść sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem, za coś wręcz niepokojąco obcego to też jest odpowiedni czas na to, żeby nie czytać tej treści uważnie, żeby ją odrzucić jak najszybciej, i nie zaprzątać sobie głowy czymś podobnym w następnym Nowym Roku. Powinienem go zacytować znacznie później albo wcale nie pisać. Nie wszystko z tego tekstu może się za pierwszym razem ułożyć w logiczną całość. Należałoby wcześniej wiele przeczytać i dosyć długo dyskutować jego rozumienie przez każdego z nas. Piszę go Panie Wojtku ze względu na Twojego Andrzeja i Stefana. Piszę go Panie Krzysztofie ze względu na Pana prośbę, żeby przedstawić w jakim kierunku zmierzam w moich wypowiedziach. Do spotkania lub nie, w Nowym podobnym do innych minionych już lat lub Nowym Nowym roku. Erypis Cytat: Gdy dusza przeżywa siebie w swym ciele astralnym i ma za otaczający świat żywe istoty myślowe, to wie, że znajduje się zarówno poza ciałem fizycznym, jak i ciałem eterycznym. Wówczas czuje jednak również, że jej myśli uczucia i wola należą do pewnej ograniczonej dziedziny świata, podczas gdy ona sama swym prawłasnym jestestwem mogłaby ogarnąć więcej niż to, co przypada jej w udziale w tej dziedzinie. Dusza, która stała się jasnowidząca może powiedzieć sobie w świecie duchowym: „W świecie zmysłowym jestem ograniczona do tego, co ciało fizyczne pozwala mi obserwować; w świecie żywiołów ogranicza mnie ciało eteryczne; w świecie duchowym jestem ograniczona przez to, że znajduję się w pewnym sensie na kosmicznej wyspie i wyczuwam mój byt duchowy jedynie do jej brzegów. Dalej jest świat, który mogłabym postrzegać, gdybym tylko przebiła się przez zasłonę tkaną przed mym okiem duchowym przez czyny żywych istot myślowych.” Dusza zdoła przebić się przez tę zasłonę, jeśli będzie coraz bardziej rozwijać w sobie zdolność oddania potrzebną już wcześniej do życia żywiołów. Będzie musiała coraz bardziej wzmacniać siły wyrosłe z przeżyć w świecie fizycznym, by uchronić się w światach nadzmysłowych przed przytłumieniem, zmąceniem czy wręcz unicestwieniem świadomości. W świecie fizyczno zmysłowym, by móc przeżywać w sobie myśli, dusza potrzebuje jedynie tej siły, która została jej dana w sposób naturalny, bez wkładu pracy z jej strony. W świecie żywiołów myśli ulegają stłumieniu do przeżyć przypominających sen, przeżyć, które powstając natychmiast popadają w zapomnienie – to znaczy w ogóle nie docierają do świadomości – o ile dusza przed wkroczeniem w świat żywiołów nie pracuje nad wzmocnienie swego życia wewnętrznego. Musi ona w tym celu szczególnie rozwinąć siłę woli, gdyż w świecie żywiołów myśl nie jest już tylko myślą; posiada ona wewnętrzna ruchliwość, własne życie. Należy ją przytrzymać wolą jeśli nie ma umknąć z obszaru świadomości. W świecie duchowym myśli są w pełni samodzielnymi żywymi istotami. Jeśli mają pozostać w świadomości, dusza musi się na tyle wzmocnić, by w swym wnętrzu mogła sama rozwinąć siłę, którą w świecie fizycznym rozwija za nią ciało fizyczne, zaś w świecie żywiołów sympatie i antypatie ciała eterycznego. Z nich wszystkich musi ona zrezygnować w świecie duchowym. Przeżycia świata zmysłowego i świata żywiołów są tam dla duszy obecnie tylko niczym wspomnienia. Ona sama zaś znajduje się poza obrębem obu tych światów. Otacza ja świat duchowy. Z początku nie wywołuje on w ciele astralnym żadnego wrażenia. Dusza musi nauczyć się żyć swymi wspomnieniami sama dla siebie. Treścią jej świadomości jest zrazu tylko to: Istniałam a teraz stoję wobec nicości”. Gdy jednak przyjdą wspomnienia przeżyć duszy nie będące jedynie odzwierciedleniem zdarzeń zmysłowych lub zdarzeń należących do świata żywiołów, lecz pobudzonymi przez nie wolnymi przeżyciami myślowymi, w duszy rozpocznie się myślowy dialog pomiędzy wspomnieniami a rzekomą „nicością” duchowego otoczenia. To zaś co powstanie jako wynik owej rozmowy, stanie się światem wyobrażeń w świadomości ciała astralnego. Siłą jakiej dusza potrzebuje, w tym punkcie swego rozwoju, jest siła, która uczyni ją zdolną do tego, by stanąć na brzegu świata, będącego dotychczas jedynym jaki znała, i znieść swe zetknięcie się z rzekomą nicością. Z początku owa domniemana nicość jest dla duszy najzupełniej prawdziwą nicością. Ale bądź co bądź dusza ma za sobą świat swych wspomnień. Potrafi się ich niejako mocno uchwycić, potrafi w nich żyć. Im bardziej w nich żyje tym bardziej wzmacnia siły ciała astralnego. Od ich zaś wzmocnienia rozpoczyna się rozmowa pomiędzy minionym bytem duszy a jestestwami świata duchowego. W trakcie tej rozmowy dusza uczy się odczuwać siebie jako jestestwo astralne. Używając wyrażenia odpowiadającego dawnym tradycjom, możemy powiedzieć: „Dusza ludzka przeżywa siebie jako jestestwo astralne w obrębie kosmicznego słowa”. Przez kosmiczne słowo rozumiemy tu czyny myślowe żywych istot myślowych, mające miejsce w świecie duchowym niczym żywe rozmowy jestestw duchowych; w taki jednak sposób, iż dla świata duchowego owe rozmowy jestestw duchowych są tym samym, czym czyny dla świata zmysłowego. Dusza chcąc przejść do świata ponadduchowego, musi siłą własnej woli wymazać wspomnienia, jakie ma ze świata fizycznego i ze świata żywiołów. Może tego dokonać tylko wtedy gdy rozmowa jestestw duchowych dała jej pewność, iż nie utraci całkowicie swego bytu wymazując w sobie wszystko to, co dotychczas dawało jej świadomość owego bytu. Dusza musi rzeczywiście stanąć nad duchowa przepaścią i stojąc nad nią wysiłkiem woli zapomnieć o swym chceniu, odczuwaniu i myśleniu. W swej świadomości musi wyrzec się swej własnej przeszłości. Decyzje która jest tu konieczna, można nazwać sprowadzeniem siłą własnej woli – nie zaś dzięki warunkom istniejącym w ciele fizycznym i eterycznym – całkowitego snu świadomości. Przy czym decyzję tę należy sobie wyobrażać tak, że jej celem nie jest ponowne przywrócenie tej samej świadomości co przedtem, po okresie braku świadomości, lecz tak, że wskutek postanowienia duszy świadomość owa rzeczywiście pogrąży się w zapomnieniu. Należy mieć na uwadze to, że proces ten jest możliwy tylko w świecie duchowym, nie jest zaś możliwy w świecie fizycznym ani w świecie żywiołów. W świecie fizycznym możliwe jest zniszczenie, które jawi się jako śmierć; w świecie żywiołów śmierć nie istnieje. Człowiek na tyle, na ile należy do świata żywiołów, nie może umrzeć może się jedynie przeobrażać w inne jestestwo. W świecie duchowym w ścisłym znaczeniu tego słowa, nie jest możliwe także radykalne przeobrażenie, gdyż w cokolwiek by się istota ludzka przeobraziła, przeszłość którą przeżyła jawi się w świecie duchowym jako jej własny świadomy byt. Jeżeli ów byt wspomnieniowy ma zniknąć w świecie duchowym, to dusza sama decyzją swej woli musi pogrążyć się w zapomnieniu. Świadomość nadzmysłowa może podjąć taką decyzję, o ile zdobędzie potrzebną do tego siłę wewnętrzną. Gdy to nastąpi z zapomnienia, jakie świadomość nadzmysłowa sama spowodowała, wynurzy się prawdziwe jestestwo „ja”. Wiedzę o nim da duszy ludzkiej otaczający ją świat ponadduchowy. Podobnie jak świadomość nadzmysłowa może przeżywać siebie w ciele eterycznym i astralnym, może ona również przeżywać siebie w prawdziwym „ja”. Prawdziwe „ja” nie jest wytworem oglądu duchowego; istnieje ono w głębi każdej duszy ludzkiej. Świadomość nadzmysłowa przeżywa jedynie – zdając sobie z tego sprawę – to, co dla każdej duszy ludzkiej jest faktem, wprawdzie nieuświadomionym, ale należącym do jej istoty. Po śmierci fizycznej człowiek wżywa się stopniowo w otaczający go świat duchowy. W świecie tym istota człowieka pojawia się zrazu ze wspomnieniami ze świata zmysłowego. Mimo braku oparcia w ciele fizyczno-zmysłowym może ona żyć w tych wspomnieniach świadomie, ponieważ wcielają się w nie odpowiadające im żywe istoty myślowe. Dzięki temu wspomnienia owe nie wiodą już bytu cieni, właściwego im w świecie fizyczno zmysłowym. W określonym momencie pomiędzy śmiercią a nowymi narodzinami działanie żywych jestestw myślowych otaczającego świata duchowego jest tak silne, że bez impulsu woli ze strony duszy ludzkiej wprowadza opisany wcześniej stan zapomnienia. Wraz z nim wyłania się życie w „prawdziwym „ja””. Świadomość jasnowidząca dzięki wzmocnieniu życia dusznego dokonuje jako wolnego czynu duchowego tego, co jest poniekąd naturalnym wydarzeniem w życiu pomiędzy śmiercią a nowymi narodzinami. .......................
-
Panie Krzysztofie. Pisałem o zdziwieniu jako o stanie mojej mej duszy w pewnych sytuacjach. Zdziwienie było dla mnie motorem do poznania czegoś nowego. Towarzyszy mi ono od młodości. Nie chce oceniać i opisywać czym jest zdziwienie. Pisałem, że do zdziwienia przyznaję się jak do czegoś osobistego. Każdy ma swoje osobiste zdziwienie. Inne treści które wyrażam są moimi przemyśleniami. Mogłem się jedynie upewnić co do ich, w mojej ocenie, słuszności. Treści tych jednak sam nie wymyśliłem. Piszesz: czy jednak wychodząc z tego, że myśli przychodzą do człowieka nie zależnie od niego, to jego wybór jest z góry już zdeterminowany, a więc staje się wola Boża, by człowiek właśnie wybierał te myśli a nie inne,.... Próbowałem opisywać zdarzenia które świadomość nasza może jeszcze ogarnąć, utrzymać w polu uwagi. Należało się jedynie uwolnić z odruchowych przyzwyczajeń. Niejako odsugerować je. Gapiąc(celowo piszę gapiąc, jeszcze przed zadziałaniem myśli) się na coś rozpoznajemy że jest to róża. Gapiąc się jeszcze wiele razy w to samo miejsce powiemy róża. Z określonym postrzeżeniem związane jest określone pojęcie. To rozpoznanie powstaje w ułamku sekundy. Pojawienie się w polu mojej świadomości pojęcia róży jest zależne ode mnie, od tego gdzie skieruję oczy. Możemy dalej pytać, czy to co widzę jest różą. Przecież są różne róże. Mają różne barwy. Jedne dopiero co wyrosły. Inne już przekwitły. Goethe był także badaczem przyrody, botanikiem. Pisał o praroślinie w której zawarte są wszystkie rośliny. Czy określenie praroślina ma sens? Gdzie ona jest. Nie może mieć jednego określonego kształtu, określonej wielkości, bo nie byłby już prarośliną. W tym samym sensie możemy spytać gdzie jest róża. Są tacy, którzy powiedzą ,że takiej róży niema. Z pewnością nie jest ona dostępna któremuś z pięciu zmysłów. Proces poznawczy człowieka jest szczególny. Pojęcie róży wypływa z wnętrza człowieka. Uczestniczy w tym aktywność myślenia. Jednak pojęcie to jest w nas mało intensywne jest prawie cieniem, śladem pojęcia odciśniętym w naszym mózgu i przekształconym w martwe wyobrażenie. Mogą być istoty posiadające zdolność postrzegania żywych pojęć, idei. Ich organ postrzegania musiałby być tej samej natury co sama idea. Idea róży jest natury duchowej. Jest manifestacją żywych myśli ciągle przekształcających się przelewających się z jednej formy w inną. Żywe idee nie przynależą do czasu i przestrzeni. Trudno jest sobie wyobrazić żywe przekształcające się dynamicznie formy a jednocześnie nie przestrzenne. Posłużę się pewna pomocną analogią. Dusza też nie jest przestrzenna. Gdy przeżywamy radość dusza jednak się rozszerza, gdy smutek czujemy jak się zamyka. A więc występuje tu pewna nie przestrzenna dynamika. Z powodu naszej budowy również materialnej, przebywania w rzeczywistości czasowej i przestrzennej w świecie materii. żywe myśli obumierają w naszym mózgu. Możliwym staje się jedynie poznanie oparte na pięciu zmysłach i myśli dotykającej tego co objawiają zmysły. Panowie Krzysztofie i Wojtku wysyłam to co napisałem. W następnym liście nawiążę do dalszej bardzo ciekawej wypowiedzi Pana Krzysztofa cyt. .....myślę, że odkrywcza myśl, stan natchnienia czy jak to nazwalibyśmy jest "pusta", "bezbarwna", nawet nie wiem jak tu ją nazwać, i to od człowieka zależy jak wykorzystać tą siłę myśli. postaram się dać taki przykład: nigdy jakieś wielkie odkrycia nie stały się przypadkowo, do nich idzie się stopniowo, nigdy zwyczajny rolnik nie zrobił zaskakujących odkryć w fizyce itp. człowiek świadomie idzie ku temu odkryciu, zbiera wiedzę o tym, koncentruje myśli na tej dziedzinie, jakby całą swoją istotą pogrąża się w nią. Pozdrawiam
-
Witam Panie Wojtku i Panie Krzysztofie. Próbowałem moje myśli kierować na opis fenomenu doświadczania świata. Myślałem, że krok po kroku eksperymentując ze światem i sobą (istnieje w nas naturalne odruchowe poczucie oddzielenia, ja i świat) czynić będziemy podobne odkrycia. Zmysły przekazują mi jedynie część dostępnego mojej świadomości świata. Są to postrzeżenia pięciu zmysłów. Postrzeżenia są na początek chaosem. Biorąc na początek zmysł wzroku muszę myślą niejako dotknąć chaotycznego świata postrzeganego i wydzielić z niego określony kształt, kolor i to coś co zaczęło dla mnie istnieć ( w chwili doświadczania) nazywam różą. Jest to proces poznania dostępny człowiekowi w formie jego istnienia takiej jaką właśnie posiada. Muszą być zmysły. Musi być materia na której zmysły znajdują opór. Teraz wybiegam poza fenomen doświadczania i daję pewien upust wyobraźni. Czy mogą być inne światy i inni inaczej poznający. W naszym świecie mamy wyraźne granice postawione przez zmysły i poznającego w obrębie świata zmysłów. Próbowałem wskazać gdzie jest możliwe ewentualne wyjście z naszego świata. Wskazałem na myśl. Na specyfikę myśli. Potem niestety się rozpędziłem i na skrzydłach entuzjazmu, ze znalazłem bratnią duszę poczyniłem zbyt wielkie kroki i zerwałem więzi zespalające naszą rozmowę. Na cytat Schopenchauera odpowiedziałem cytatem z prologu do Ewangelii Świętego Jana. Zacząłem mówić o Logosie, myśli kosmicznej itd.... Powstały nieporozumienia. Chętnie kontynuowałbym myśli rozpoczęte bo nie wychodzą one z żadnego systemu religijnego. Wychodzą z mojego zdziwienia wobec świata, mnie jako indywiduum. Oczywiście to gdzie i kiedy się urodziłem ma wpływ na mnie. Jednak to co z tego we mnie powstaje nie jest mną, jest jedynie pomieszczeniem w którym mogę się poruszać, mogę coś zestawiać przemeblowywać czynić coś z tym w sposób indywidualny. Nie jestem jedynie przyglądającym się pewnej projekcji zdarzeń a nawet myśli. Nawet bierne przyglądanie się ma charakter indywidualny. Z jakiegoś powodu którego jeszcze nie znam coś widział będę dokładniej a czegoś nie zauważę. Gdzieś we mnie są moje indywidualne zbawienne ułomności. Projekcja nie może się przyglądać sobie samej. Nawet Bóg dopiero w siódmym dniu mógł zobaczyć, że to co stworzył jest dobre. Prawdziwe imię Boga jest „Jam Jest”. Bóg nie jest bezosobowy. Świat postrzegalny i niepostrzegalny składa się z istot i procesów tworzonych przez istoty. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa mówiono o hierarchiach anielskich. Czy one umniejszają boskość Bogu. Współcześnie hierarchie anielskie stały się dla nas martwą abstrakcją. Usunięto ich nazwy z „Wyznania wiary”. Czy świat materii, czy wygnanie z Raju, czy możliwość wyboru między dobrem a złem, czy próba przekraczania granic w jakie zostaliśmy wstawieni, czy wszystko to umniejsza boskość Boga. Wiara jest bardzo ważna, wiedzą o tym też magowie. Wiara góry przenosi. Ale najważniejsza jest Miłość. Kto może rozwijać Miłość. Czy zastępy anielskie patrzące w twarz Bogu i będące jego emanacją. A może w całym Kosmosie jedynie może ją tworzyć ułomny człowiek, niepewny swej egzystencji, wybierający ciągle między dobrem a złem, rozdarty wewnętrznie, przyglądający się jak przez palce przelatują mu kolejne dni, wołający gdzie jesteś Boże, Boże czemuś mnie opuścił. Nie jestem wyznawcą Kosmicznej religii czy jakiejś innej wywodzącej się spoza Europy .Tak jak Pan wzrastałem w religii katolickiej. Nie odcinam się od korzeni. One też należą do mojego życia rozwijającego się w czasie. W Boga nie muszę wierzyć, jego istnienie jest dla mnie oczywiste. Najważniejszym wydarzeniem w dziejach ludzkości jest Misterium na Golgocie. Chrystus połączył się z ewolucja duchową ludzkości. Niezależnie od tego jakiego ktoś jest wyznania, jakie ma niedoskonałości, każde ludzkie Ja jest wszczepione w Chrystusa. Jest tylko kwestią czasu, kiedy ktoś odnajdzie w sobie Chrystusa i będzie mógł doświadczyć „nie ja lecz Chrystus we mnie”. Przeżycia Świętego Pawła w drodze do Damaszku uczyniły go Chrześcijaninem. Piszę to wszystko co jest poza początkową częścią tego ostatniego listu, po to, żeby na nowo uczynić możliwą mozolną pracę myślową i na nowo zawiązać więzy wzajemnego zrozumienia wypowiadanych myśli. Mój entuzjazm dużo mnie kosztował. Mówiłem nawet o siedmiomilowych krokach. A stało się coś innego, zasłoniliśmy się własnymi poglądami i być może wystawiliśmy nawet spoza nich działa żeby bronić swoich racji. Chętnie wrócę do wzajemnych opisów myślowych doświadczania świata i siebie. Nie muszę być wtedy wyznawcą jakiejkolwiek religii, materialistą, agnostykiem czy kimś innym z tej kategorii rozróżniania. Coś z tego może we mnie jest ale jedynie jako pewne zabarwienie ubrania. „Ja” każdego z nas jest więcej niż cokolwiek innego. Czy ten temat w forum niedługo zgaśnie? Jakoś dziwnie przesunął się na sam dół. Co wtedy? Jestem początkującym w tym forum. Jest możliwe stworzenie nowego tematu w forum, w którym moglibyśmy kontynuować rozmowę? Może dla Panów jest to łatwiej uczynić. Pozdrowienia Panie Wojtku i Krzysztofie Ten list nawiązuje przede wszystkim do wypowiedzi Pana Wojtka. Przesyłając tą wypowiedź zauważyłem, że są kolejne dwa listy. Do nich odniosę sie później a głównie do tego co Pan napisał Panie Krzysztofie. Ciesze się, że w trójkę możemy rozmawiać.
-
Krzysztofie Rozpisałem się, bo widzę w Wojtku osobę z którą możliwa jest wymiana myśli wzajemnie się uzupełniających. Postaraj się spokojnie prześledzić, bez uprzedzeń, nasze rozmowy. W zrozumieniu naszych myśli prawdopodobnie przeszkadza Ci mocne przekonanie, że w twoim poglądzie na świat trudno jest coś zmienić. O Bogu mówisz bardzo ogólnie. Bóg jest życiem. I to ci wystarcza. Należy zawierzyć Bogu. I to Ci wystarcza. Piszesz: „....wierzę, że Bóg lepiej zna, co nam potrzeba do szczęścia i prawdziwego życia,...” Są ludzie, może bardziej ułomni, którym nie wystarcza wiara wyrażona w kilku słowach. Pytają o sens życia. W ich wnętrzu jest miejsce na wiarę, ale i na coś jeszcze. O tym coś jeszcze próbujemy rozmawiać z Wojtkiem. Krok po kroku staramy się tworzyć w sobie nowe wyobrażenia. One ze spokojem przemyślane tworzą podstawę do tworzenia kolejnych wyobrażeń. Jeżeli bym nagle zaczął pisać o Archaniołach i ich zadaniach w świecie człowieka słusznie mógłbyś uznać mnie za niepoczytalnego. Zapraszam do spokojnej i otwartej rozmowy. Sądzę, że na rozmowę o "przeznaczeniu" jest jeszcze za wcześnie. W międzyczasie musimy coś w sobie wspólnie ugruntowywać.
-
Panie Wojtku Muszę na początku zacytować Pana cytat. Drugie zdanie to słowa Schopenchauera, mówi on: "mogę myśleć, ale nie mogę wymyślić myśli, to myśl mnie wymyśla" Prolog Ewangelii Świętego Jana Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie się stało, Co się stało. Słowo – Logos, twórcza kosmiczna myśl. „....., to myśl mnie wymyśla” (Schopenchauer). Z kosmicznego Słowa wszystko powstało i powstaje. Cały świat powstał i powstaje z kosmicznych stwórczych myśli. W pierwszej mojej wypowiedzi na forum zacytowałem:„Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. My pomyślani przez Boga w akcie stwórczym żywego Słowa posiadamy również zdolność wypowiadania słowa przez myśl. Jaki jest związek naszej myśli z boską myślą kosmiczną. Kolejne nasze kroki w rozmowie mogą być siedmiomilowe. Świat żywych kosmicznych stwórczych myśli nazywany jest światem ducha. Nazwałem w poprzedniej wypowiedzi myślenie progiem, granicą. Jak możemy przejść przez próg. „Człowiek traci siłę myślenia w niszczącym nurcie czasu”- jest to prawie cytat. Jak możemy dotrzeć do sił myślenia, do tego co w nas myśli, do świata ducha. Jaki jest udział naszego „ja” w tym procesie. Są myśli dla których potrzebujemy czasu żeby w nas dojrzewały. Takie dojrzewanie pewnych myśli w nas nazywają medytacją. Panie Wojtku jeżeli odnajdujemy się w naszych myślach jest to znak, że nie mówimy o czymś obcym dla nas. Przepraszam, że nie odniosłem się do wszystkich Pana wypowiedzi. Cytat Schopenchaura poruszył mnie. Dlatego w tym kierunku rozwijałem dalsze myśli. Pozdrowienia
-
Szanowny Panie Wojtku. Dziękuję za odpowiedź. Cieszę się, że odnajdujemy miejsce na wspólną prawdziwa rozmowę. Nie jestem jakimkolwiek autorytetem. To co piszę wynika z moich przemyśleń i nie tylko. Na pewno czymś osobistym, moim, jest zdziwienie wobec świata. Jeżeli mogę ocenić, Pana myśli idą we właściwym kierunku. Odnajdywanie właściwego kierunku można by było nazwać roboczo intuicją. Nagle pojawia się w panu, we mnie, w kimś jakiś pomysł, który okazuje się później, po konfrontacji z innymi rozważaniami, mieć dużą wartość. Chcę się powołać na to co Pan nazywa „wyobraźnią” i „jeden zmysł więcej”. Uważam, że są to określenia, które wynurzyły się intuicyjnie z Pana głębi ( dopuszcza Pan nazwanie tej głębi duszą? Jeżeli tak to w dalszych rozmowach będę używał tego określenia). To co w większości będę dalej wypowiadał wynika z moich przemyśleń tego co ktoś kiedyś napisał i wypowiedział. Posiadamy zdolność tworzenia wyobrażeń. Jeżeli posiadalibyśmy jedynie zdolność postrzegania zmysłowego to nie bylibyśmy w stanie w obszarze pola widzenia rozróżniać jednych kształtów od innych, rozróżniać różnicy barw, odległości. Byłoby to jedynie „bezmyślne gapienie się”. W tym określeniu zawiera się coś bardzo ważnego, coś tak bardzo oczywistego o czym zapominamy. Tym czymś jest czynność myślenia. Czy bez myślenia byłoby możliwe nasze porozumiewanie się. Czy możliwe byłoby najprostsze obcowanie ze światem. Warto zastanowić się nad właściwościami myślenia. I tu pojawia się pewien próg, granica. Mogę myśleć o swoich uczuciach, o wspomnieniach. Mogę myśleniem dotykać tego co postrzegam. Nie mogę jednak myśleć o myśleniu które w danej chwili się odbywa. Oczywiście mogę myśleć o tym co pomyślałem. Ale jest to już nowa czynność myślenia. Obiektem który dotykam myślą jest myśl lub zespół myśli wcześniej pomyślanych. Przez chwilę jeszcze o zdolności tworzenia wyobrażeń. Postrzegam świat zewnętrzny. Z chaosu barw i kształtów wyodrębniam przy pomocy myślenia coś określonego. Dziecko leżące w kołysce dla tego czegoś nie miałoby jeszcze „wyobrażenia”. Ja natomiast mam i to coś określam „szklanka”. W moim wnętrzu istnieje świat wyobrażeń. Można się pytać w jakim związku pozostaje wyobrażenie szklanki do szklanki, wyobrażenie róży do róży. Może wystarczy. Trochę dotknąłem obszaru „wyobrażeń”, z którym oczywiście ma związek „wyobraźnia”. Żeby mówić o „jednym zmyśle więcej”, i to mówienie nie stało się przeszkodą w swobodnym i twórczym kształtowaniu myśli, powinniśmy w międzyczasie stworzyć nowe wyobrażenia umożliwiające dalsze porozumiewanie się. Pozdrowienia
-
Szanowny Panie Wojtku Bezdomny. Rozumiem, Pana wzburzenie. Jednak umacnia ono Pana jeszcze bardziej w Pana racji. Powoływanie się na autorytety utwierdza, że jestem w błędzie. Stan Pana wnętrza nic nie wnosi do tematu. Na podstawie jakiej wewnętrznej czynności wie Pan tak dużo o świecie. Dlaczego cokolwiek o czymkolwiek wiemy. Skąd ta wiedza znajduje się w nas. Dlaczego mówimy: drzewo, szklanka, czerwony, ...... Czy np. kamień ma podobne właściwości do nas. My potrafimy rozróżniać i rozróżnione nazywać rzeczami. Nie trwonimy czegoś rozróżnionego w następnej chwili. Zachowujemy to i wydobywamy w innej chwili z siebie z obszaru który kiedyś rozpoznaliśmy i nazwaliśmy pamięcią. To jest mój kolejny krok w dyskusji. Tworzymy wiele teorii a zapominamy o czymś najważniejszym. W tym najważniejszym widzę na początek pewną niemożliwość, a więc granicę, którą być może kiedyś będziemy w stanie przekroczyć. Ludzie mają różne zdolności. Nie chcę przesądzać. Nie wiem na ile do tej pory ukształtowana Pana osobowość stworzyła z Pana niewolnika w pewnym obszarze. Rozumiem to jako niemożliwość uwolnienia się od pewnych przyzwyczajeń myślowych i emocjonalnych. Nie znamy się i być może jest Pan bardzo elastyczny w myśleniu i posiada zdolność tworzenia całkiem nowych wyobrażeń. Wtedy nasza rozmowa nabierze rumieńców. Jeżeli nie wyjdzie z Panem to może z kimś innym. Jest to przecież forum dyskusyjne i pozostałe osoby uczestniczące w nim nie są z pewnością dokładnie tacy sami jak Pan lub ja. Pozdrowienia
-
Przepraszam za potrójny wpis tego samego tekstu. Myślałem, że się nie pojawił, gdyż zerkałem jedynie na koniec strony pierwszej a nie czwartej. Przepraszam za poczynione błędy.
-
„Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. Człowiek tworzy Boga (wyobrażenie Boga) na obraz i podobieństwo swoje(wyobrażenie siebie). Zakładamy, że jest możliwa tylko jedyna świadomość. Taka jaką właśnie posiadamy. Zbuduję pewien obraz wskazujący przez analogię na kierunek tego co zamierzam przedstawić. Jakaś figura płaska posiadająca jedynie świadomość płaskości, dwuwymiarowości (figury oczywiście nie posiadają świadomości) poruszać się może tylko po powierzchni kuli. Jak oceniałaby swój świat. Nie wiedziałaby, że jest płaska. Świat (powierzchnia kuli) byłby dla niej nieskończony i jedyny. Co powinna zrobić figura? Wyjść ze swojego świata? Jak może doświadczyć, że jest płaska, że należy do świata trójwymiarowego, że jest częścią świata trójwymiarowego. Co poczynił świat trójwymiarowy tworząc powierzchnię kuli? Czy świat człowieka ma granice o których nie wiemy. Jeżeli ma to gdzie jest ta granica? Uświadomienie sobie, że istnieje może nas potem skłaniać do chęci jej przekraczania. Są to początkowe pytania. Ich rozwinięcie może nas prowadzić dalej do na razie rozumowego doświadczania boskości i do częściowego rozpoznania czym jest przeznaczenie. Chętnie będę dalej uczestniczył w rozwijaniu tej dyskusji, w którą się włączyłem.
-
„Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. Człowiek tworzy Boga (wyobrażenie Boga) na obraz i podobieństwo swoje(wyobrażenie siebie). Zakładamy, że jest możliwa tylko jedyna świadomość. Taka jaką właśnie posiadamy. Zbuduję pewien obraz wskazujący przez analogię na kierunek tego co zamierzam przedstawić. Jakaś figura płaska posiadająca jedynie świadomość płaskości, dwuwymiarowości (figury oczywiście nie posiadają świadomości) poruszać się może tylko po powierzchni kuli. Jak oceniałaby swój świat. Nie wiedziałaby, że jest płaska. Świat (powierzchnia kuli) byłby dla niej nieskończony i jedyny. Co powinna zrobić figura? Wyjść ze swojego świata? Jak może doświadczyć, że jest płaska, że należy do świata trójwymiarowego, że jest częścią świata trójwymiarowego. Co poczynił świat trójwymiarowy tworząc powierzchnię kuli? Czy świat człowieka ma granice o których nie wiemy. Jeżeli ma to gdzie jest ta granica? Uświadomienie sobie, że istnieje może nas potem skłaniać do chęci jej przekraczania. Są to początkowe pytania. Ich rozwinięcie może nas prowadzić dalej do na razie rozumowego doświadczania boskości i do częściowego rozpoznania czym jest przeznaczenie. Chętnie będę dalej uczestniczył w rozwijaniu tej dyskusji, w którą się włączyłem.
-
„Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. Człowiek tworzy Boga (wyobrażenie Boga) na obraz i podobieństwo swoje(wyobrażenie siebie). Zakładamy, że jest możliwa tylko jedyna świadomość. Taka jaką właśnie posiadamy. Zbuduję pewien obraz wskazujący przez analogię na kierunek tego co zamierzam przedstawić. Jakaś figura płaska posiadająca jedynie świadomość płaskości, dwuwymiarowości (figury oczywiście nie posiadają świadomości) poruszać się może tylko po powierzchni kuli. Jak oceniałaby swój świat. Nie wiedziałaby, że jest płaska. Świat (powierzchnia kuli) byłby dla niej nieskończony i jedyny. Co powinna zrobić figura? Wyjść ze swojego świata? Jak może doświadczyć, że jest płaska, że należy do świata trójwymiarowego, że jest częścią świata trójwymiarowego. Co poczynił świat trójwymiarowy tworząc powierzchnię kuli? Czy świat człowieka ma granice o których nie wiemy. Jeżeli ma to gdzie jest ta granica? Uświadomienie sobie, że istnieje może nas potem skłaniać do chęci jej przekraczania. Są to początkowe pytania. Ich rozwinięcie może nas prowadzić dalej do na razie rozumowego doświadczania boskości i do częściowego rozpoznania czym jest przeznaczenie. Chętnie będę dalej uczestniczył w rozwijaniu tej dyskusji, w którą się włączyłem.
-
Historia człowieka
Jan Erypis odpowiedział(a) na Jan Erypis utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Błyskawica grzmot przerażenie ogień ucieczka schronienie w jaskiniach odbity krzyk istnienia przez wieki pośród skał echo wtóruje historii człowieka niepewny jutra niepewny siebie niepewne oczu wzajemne spojrzenia zagubiona na peryferiach wszechświata historia człowieka pędzący myśliwi za stadem gazeli tupot nóg serca bicie tętent rytm nagle nic wypada z czasu stracił życie zostało ciało i forma ciała forma zginęła proch jedynie wiatr rozwiewa w prochu zapisana historia człowieka