Fale zdawały się tańczyć w głębokim uniesieniu. Ich srebrzyste grzbiety ciągnęły ku nieskalanym niebiosom. Ponad oceanem łabędzie , jakby z zazdrością, chciałyby uczestniczyć w tym przebudzeniu. Gdzieś na linii horyzontu doskonały obserwator ujrzałby grubaska, nad którym powiewały złote listki.
Spośród fal wynurzyła się postać, w środku której poczułbyś ten srebrzysty ocean, łabędzie, taniec czy owego grubaska. Ow brązowy robaczek, bo onim mowa, z wyglądu przypominałby każdego brązowego robaczka, gdyby nie to, iż jest to "brązowy robaczek z opadającą rzęsą na prawy policzek.
Przechodząc przez złotą plażę i trawiastą polanę, ów robaczek spostrzegł przed sobą ogromny, lśniący but na wielkim, również czarnym obcasie. Z okienka owego buta, mieszczącego się prawie u jego szczytu, ukazała się ryba srebrzysta, śliska a lśniąca, ze szminką cieknącą jej z warg. Szminka spływała tak obficie, iż robaczek postanowił trzymać nad sobą ogromny liść zielony, choć przezroczysty.
-Skąd przybywasz szlachetny panie?!
- Jakiż tam szlachetny panie, ino wędrowiec przybyły z dalekiego lądu, zmoczony oceanem, lecz w waszym słońcu schnę doskonale.
- A więc wędrowcem jesteś szlachetny panie. A gdzież Twój orszak? Wszak to niewygodnie z dalekiego lądu przybywać bez dworzanina, czy choćby pachołka.
- Pani, jam jest ubogi wędrowiec, którego bogactwem jest to na co spojrzę, poczuję. Wszędzie gdziem jest , jestem wolny. Każde miejsce to mój dom.
W tym czasie ów brązowy robaczek musiał czynić szybkie skoki, niezręcznie panując nad owym parasolem, robiąc uniki przed czerwoną szminką.
- Tak więc panie, cały ten świat należy do Ciebie!!!
- Poniekąd , lecz ująłbym to....
- Pozwól panie, że do Niego zejdę.- ukłoniła się niezdarnie i zniknęła za firanką.
Po chwili przed robaczkiem ukazała się rybia postać. Gdy tak stała, robaczkowi zdawało się, że nagle mieni się czerwonością ( nawet on sam, stracił brązowość, którą miał nadzieje odzyskać, lecz nie teraz). Rybka z kolei nie widząc tej przemiany wprowadziła robaczka do " lśniącego czarnego buta z równie czarnym obcasem"
Zaczęło zmierzchać, a świat wydawał się tonąć w blasku zachodzącego słońca. Robaczek miał nadzieje ujrzeć słońce czerwonym, zapowiadający oczyszczający deszcz.
Gdy brązowy robaczek miał wyruszyć w dalszą drogę, "rybka z cieknącą szminką z warg" zatrzymała go u progu. Uśmiechnęła się sprytnie acz jadowicie, ukazując tym samym brak prawej górnej piątki.
- Ów szlachetnego pana czeka daleka podróż , a noce o tej porze roku zimne.
- Rzeczywiście, chłód jest niesamowity. Gdybym był ślepcem zapewne nie pomyślałbym, iż tu również wschodzi słońce.
- Może, szlachetny pan, weźmie pelerynę. Należała kiedys do pewnego czcigodnego rycerza, lecz biedaczek zmarł walcząc o moje dobre imię. Jakiż był silny, a jakże sprytny! Nawet kret z pobliskiej norki powiedział mi szczerze, że do siebie pasujemy.
Peleryna była czerwona. Czerwona to tego stopnia iz wokół zamazywała herb rodu rycerskiego. A i mole zrobiły swoje.
c.d.n.