Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Pergamin

Użytkownicy
  • Postów

    3
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez Pergamin

  1. bo nie chcę patrzeć na ust potłuczonych tanie i krzywe w lustrze odpicia stadem jaskółek w burzę spłoszonych zdjęcia klękają – martwe przeżycia bo nie chcę słuchać szeptu zegarów śmiechu pogrzebów idących do nieba więzić w pigułkach nocnych koszmarów czy życia czy śmierci – nic mi nie trzeba bo nie chcę składać słów w równą kostkę przy łóżku je kładąc co dzień się zginać stać się człowiekiem - taką drobnostkę gdy mnie nie będzie chciałbym wspominać bo nie chcę słuchać muszli szumiącej - głowy co ciszą gdy głośno zamiera pytania wraz z falą na świat niosącej wciąż nowe bramy przede mną otwiera bo nie chcę znaleźć tęczy frywolnej - by się ukazać za długo czeka żeby człowieka zrodzić nie zdolnej jedynie człowiek się rodzi z człowieka nie znajdę siebie w słońca zenicie nie klaszczę w dłonie z radością bo nie ma mnie w chmurach na świata szczycie człowiek zamieszkał gdzie jego dno
  2. Ubytek chwili w list się spakował W pustej butelce o pomoc wołaniem Przez sekund swych dzieje wiecznością chorował Pękniętą wskazówką odszedł świtaniem Morzem o nurtach nieznanym czasom Strącając z nieba słońcem obłoki Popłyną ku dziurom ich czarnych masom By wpłynąć do śmierci pustej zatoki Tam za chwilami trwania niewiarą Oraz gdzie w pustce czas się zaczyna Za światłem jawy a cienia marą Tam miejsce swe miała ubytku przyczyna Niestarannością zawsze znaczony Zawsze o chwile dalej do chwili Przez czasu ostrogi pędem naglony W za krótkim czasie go wyrzeźbili Do sekund rytmu nie pasujący Nie chcący się poddać logice ciągu W inne wymiary na ukos sunący Zaklęty pędem w żywym posągu Bezruchem stawał w chciwej szybkości Cofał się biegnąc do przodu łukiem Ubytkiem znikał luką w całości Stykając się z szarym przeszłości brukiem Tamom w zatoce przyszłość odgrodził Nie znalazł miejsca w wieczystym trwaniu Umierał będzie i zaraz się rodził Ubytkiem chwili w nie przemijaniu
  3. Niektórzy już wiedzą co jutro ich czeka Otchłań niezmierzona – niemądra kaleka Gdzie fotel bujany jeszcze się kołyszę Skrzypieniem modlitwy jeszcze słychać ciszę Jeszcze cienie skrzydeł w pośpiechu falują Freski z białej ściany oddechem zdejmują A zapach łąk żywych policzki twe gładzi Nastrój otępiały chwasty dłonią sadzi Muzyka spokoju jeszcze usta głaszcze Lecz wpada i milknie gdzie pożółkłe chaszcze Gdzie wszystko zastygło ucieczki pośpiechem Kroki jeszcze słychać stawiane półśmiechem Jak strzałą zatrutą wiatr ci głos przeszywa Moje puste imię westchnieniem odpływa A ty już odbiciem z lustra odpowiadasz Zwłoki naszych rozmów na ręce me składasz Pękasz na diamenty kalecząc podłogę Echem odpowiadasz – w wieczną skręcasz drogę Usypiając z lekka krańcem pieśni trwania Budzi się gwałtownie zaczątek płakania Ptaki rwą przestworza przed burzą w panice Na gwoździe zabite oczu okiennice Słońce już zachodzi zakrwawioną chustą Firanki już zdjęte - w niebie cisza pusto
×
×
  • Dodaj nową pozycję...