bo nie chcę patrzeć na ust potłuczonych
tanie i krzywe w lustrze odpicia
stadem jaskółek w burzę spłoszonych
zdjęcia klękają – martwe przeżycia
bo nie chcę słuchać szeptu zegarów
śmiechu pogrzebów idących do nieba
więzić w pigułkach nocnych koszmarów
czy życia czy śmierci – nic mi nie trzeba
bo nie chcę składać słów w równą kostkę
przy łóżku je kładąc co dzień się zginać
stać się człowiekiem - taką drobnostkę
gdy mnie nie będzie chciałbym wspominać
bo nie chcę słuchać muszli szumiącej
- głowy co ciszą gdy głośno zamiera
pytania wraz z falą na świat niosącej
wciąż nowe bramy przede mną otwiera
bo nie chcę znaleźć tęczy frywolnej
- by się ukazać za długo czeka
żeby człowieka zrodzić nie zdolnej
jedynie człowiek się rodzi z człowieka
nie znajdę siebie w słońca zenicie
nie klaszczę w dłonie z radością bo
nie ma mnie w chmurach na świata szczycie
człowiek zamieszkał gdzie jego dno