Koniec – krzyknął głośno, ale nikt oprócz jego samego nie mógł go słyszeć. Chyba, że jeden z cierpiących na bezsenność sąsiadów o słuchu nietoperza (wielce wątpliwe). Zakrzyknął w swojej nieugiętej pysze i wykonał kilka nie pozostawiających złudzeń czynności. Na tym koniec, koniec znajomości , koniec spotkań, udręki kontaktów z kobietą, która już nie jest i nie chce być jego. Nie kocha go, więc nie będzie miała nawet najmniejszej jego cząstki ( wątpliwe czy w ogóle chciała by posiadać choć najmikroskopijniejszą z nich – wątpliwe po raz wtóry). „Zaczynam nowe życie, bez niej” – pomyślał. Wiedział, że będzie mu kurewsko ciężko. Nawet nie dlatego, że kochał ją bardziej niż swoje własne życie, ale dlatego, że dzięki niej zrozumiał kim jest w istocie. Ona pokazała mu drogę przepaści i drogę chwały, choć sama nie chciała mieć najmniejszego udziału w procesie wyboru.