Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Nenya

Użytkownicy
  • Postów

    2
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez Nenya

  1. hmm... miałam bardzo dużą styczność z osobami chorymi na Anę, szczególnie w szpitalach... cóż... bardzo dziwi mnie fakt, że lekarze tak szybko z niej zrezygnowali i pozwolili jej wrócić do domu... w rzeczywistości nigdy nie pozwolili by jej wyjść ze szpitala w takim stanie, po drugie, gdy jej stan by się ustabilizował napewno musiałaby zaliczyć wizytę w psychiatryku... to najgorsza kara... tam nie mam mowy o dietach, wspólnych ćwiczeniach i takich tam... oczywiście są sposoby, ale to bardzo trudne... z resztą po pierwszej wizycie w osychiatryku (bo zwykle trefia się tam nie raz) najwyższym celem (poza oczywiście byciem chudą) jest to, by już nigdy tam nie trafić... podoba mi się to, że ujęłaś ją jako osobę wrażliwą, osobę pełną sprzeczności, chwijną emocjonalnie... ale wydaje mi się, że zbyt mało jest w tym agresji, wyrazistości... widzisz... zaawansowana Ana to stan skrajnego wyczerpania, sytacja ekstremalna... ciągła walka z głodem... takimi osobami targają skrajne emocje, po fali łagodności, lub słabości, przychodzi atak gniewu, nawet szału... anorektyczki mimo braku sił, potrafią być agresywne... wiem, że dla normalnych ludzi to niezrozumiałe, ale to tak jakby traciło się cześć człowieczeństwa... zadużo jest chyba pięknych poetyckich opisów... na początku owszem... są dobre... ale w końcowych fazach najczęściej mówi się tylko o żyganiu i jedzeniu... o tym co "najważniejsze"... nie patrzy się na otaczający nas świat z taką uwagą, liczy się "Ja" i tylko ono jest ważne, chłodna spekulacja, przeliczenia... czesto pomieszane w używkami, które mają łgodzić stany depresyjne, lub też ataki gniewu... zastanawiające jest też to z jaką ciekawością u uwagą bohaterka przyjmuje opowieści Anny... anorektyczki odbierają wszelkie próby wpłynięcia na ich zachowanie jako atak na ich osobę, dlatego rozmowy z nimi są bardzo ciężkie... są bardzo nieufne w stosunku do ludzi, którzy chcą im pomóc, zamykają się w sobie, pomimo tego, że z takim uporem i zaciętością szukają miłości, akceptacji, zrozumienia, które wyrażają przez dążenie do utopijnych ideałów... hmm... to trudna choroba, niemalże nieuleczalna... można zacząć żyć inaczej... można przytyć, ale anorektyczką zostaje się na całe życie i wystarczy jedno załamanie, by zacząć całą zabawę od początku... to bardzo niebezpieczna zabawa igrać ze śmiercią... dlatego jeszcze niewiele wiesz o tej chorobie, zamało widziałaś... telewizja i ksiązki nie pokazują obrazu dziewczyn na granicy obłędu, które podcinają sobie żyły i przypalają się papierosami, wyrywających sobie włosy, zrywających paznokcie, czy też drapiących się aż do krwi tylko po to, żeby ukarać się za to, że coś zjadły, a czasem po prostu pomyślały, że mogłyby coś zjeść... nie widzi się na codzień obrazów dziewcząt, a tekże chłopców(o czym trzeba pamiętać), którzy biją się po brzuchu i wkładają palce do gardła, żeby wywołać wymioty, po nikłym posiłku... nie pokazuje ludzi żygających krwią... walczących z każdym dniem... aż wreszcie nie pokazują przerażliwie chudych ludzi, którzy trafiają to psychiatryków, bo ponakłuwali się szpilkami, żeby wypłyną z nich tłuszcz, albo takich którzy próbowali sobie sami ten tłuszcz wyciąć... to straszna choroba, której nie chciał by przeżyć nikt... twoja historia przypomina mi raczej amerykańskie filmy w których wszyscy są piękni i mili dla siebie... gdzie każdy chce każdemu pomóc..., że jednak bohaterka przechodzi przemianę pod wpływem kogoś, kto heroicznie podaje jej pomocną dłoń... nie! życie wygląda zupełnie inaczej... mało o tym wiesz i lepiej, żebyś nie wiedziała... przepraszam, że piszę tu bardzo brutalnie, ale to nie jest tak płytki temat, to temat bardzo złożony i bardzo niebezopieczny... podejmując go musisz liczyć się z krytyką, tymbardziej, że nigdy tego nie przeżyłaś... w każdym razie Twoja wypowiedź na temat any powyżej jest wyjęta z pierwszej lepszej stronki, czy czytałaś kiedyś jakąś bardziej ambitnę książkę o anorektyczkach, zawirającą wyniki badań i takie tam? [pozdrawiam i życzę powidzenia na przyszłość:]
  2. hmm... miałam bardzo dużą styczność z osobami chorymi na Anę, szczególnie w szpitalach... cóż... bardzo dziwi mnie fakt, że lekarze tak szybko z niej zrezygnowali i pozwolili jej wrócić do domu... w rzeczywistości nigdy nie pozwolili by jej wyjść ze szpitala w takim stanie, po drugie, gdy jej stan by się ustabilizował napewno musiałaby zaliczyć wizytę w psychiatryku... to najgorsza kara... tam nie mam mowy o dietach, wspólnych ćwiczeniach i takich tam... oczywiście są sposoby, ale to bardzo trudne... z resztą po pierwszej wizycie w osychiatryku (bo zwykle trefia się tam nie raz) najwyższym celem (poza oczywiście byciem chudą) jest to, by już nigdy tam nie trafić... podoba mi się to, że ujęłaś ją jako osobę wrażliwą, osobę pełną sprzeczności, chwijną emocjonalnie... ale wydaje mi się, że zbyt mało jest w tym agresji, wyrazistości... widzisz... zaawansowana Ana to stan skrajnego wyczerpania, sytacja ekstremalna... ciągła walka z głodem... takimi osobami targają skrajne emocje, po fali łagodności, lub słabości, przychodzi atak gniewu, nawet szału... anorektyczki mimo braku sił, potrafią być agresywne... wiem, że dla normalnych ludzi to niezrozumiałe, ale to tak jakby traciło się cześć człowieczeństwa... zadużo jest chyba pięknych poetyckich opisów... na początku owszem... są dobre... ale w końcowych fazach najczęściej mówi się tylko o żyganiu i jedzeniu... o tym co "najważniejsze"... nie patrzy się na otaczający nas świat z taką uwagą, liczy się "Ja" i tylko ono jest ważne, chłodna spekulacja, przeliczenia... czesto pomieszane w używkami, które mają łgodzić stany depresyjne, lub też ataki gniewu... zastanawiające jest też to z jaką ciekawością u uwagą bohaterka przyjmuje opowieści Anny... anorektyczki odbierają wszelkie próby wpłynięcia na ich zachowanie jako atak na ich osobę, dlatego rozmowy z nimi są bardzo ciężkie... są bardzo nieufne w stosunku do ludzi, którzy chcą im pomóc, zamykają się w sobie, pomimo tego, że z takim uporem i zaciętością szukają miłości, akceptacji, zrozumienia, które wyrażają przez dążenie do utopijnych ideałów... hmm... to trudna choroba, niemalże nieuleczalna... można zacząć żyć inaczej... można przytyć, ale anorektyczką zostaje się na całe życie i wystarczy jedno załamanie, by zacząć całą zabawę od początku... to bardzo niebezpieczna zabawa igrać ze śmiercią... dlatego jeszcze niewiele wiesz o tej chorobie, zamało widziałaś... telewizja i ksiązki nie pokazują obrazu dziewczyn na granicy obłędu, które podcinają sobie żyły i przypalają się papierosami, wyrywających sobie włosy, zrywających paznokcie, czy też drapiących się aż do krwi tylko po to, żeby ukarać się za to, że coś zjadły, a czasem po prostu pomyślały, że mogłyby coś zjeść... nie widzi się na codzień obrazów dziewcząt, a tekże chłopców(o czym trzeba pamiętać), którzy biją się po brzuchu i wkładają palce do gardła, żeby wywołać wymioty, po nikłym posiłku... nie pokazuje ludzi żygających krwią... walczących z każdym dniem... aż wreszcie nie pokazują przerażliwie chudych ludzi, którzy trafiają to psychiatryków, bo ponakłuwali się szpilkami, żeby wypłyną z nich tłuszcz, albo takich którzy próbowali sobie sami ten tłuszcz wyciąć... to straszna choroba, której nie chciał by przeżyć nikt... twoje histori przypomina mi raczej amerykańskie filmy w których wszyscy są piękni i mili dla siebie... gdzie każdy chce każdemu pomóc..., że jednak bohaterka przechodzi przemianę pod wpływem kogoś, kto heroicznie podaje jej pomocną dłoń... nie! życie wygląda zupełnie inaczej... mało o tym wiesz i lepiej, żebyś nie wiedziała...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...