chyba dziś ktoś w podróż pojechał
torba na stole leżała, i znikła
chmury poczerniały, pies niespokojny
a muzyka nocnego przyjęcią umilkła
szedł dumny, z czarnym parasolem
moje widmo ukochane, zaczekaj
szedł sam, tym maków polem
tym co w tedy, jego ciało mówiło
"pamiętaj"
to był jeden z tych dłuższych tańców
wybrał złą partnerkę do tanga
ja mówiłam, prosiłam, ale to na nic