W okowach własnej podświadomości
Tkwię marnie jakoby dusza zbłąkana
Na parapecie tańczy deszcz przenikliwości
I pyta - gdzie jesteś - i pyta
Myśli uciekają tym dalej jak szukasz
Tym prędzej jak dociekasz
I gubiąc się w tej nieznośnej lekkości
Zatapiam ego w dolinie nicości
Psyche domem stagnacji
Ułudą siły, mirażem dominacji
Kruchym obrazem próżności
Czy wyrazem wrażliwości?
Zwierciadła moje pusto błądzą
Po sali upstrzonej wiedzą
Kiedy deszcz pyta
Lecz jego głos nie dociera