milczenie - drży w mej krtani waga słów niewypowiedzianych,
jak liście na wietrze, jak kręgi na wodzie,
tak znaczących, zmiennych, a jednak bezszelestnych,
jak pszczoła walcząca, lecz zatopiona w
miodzie.
w owocu swej pracy pogrążam myśli,
próbując określić własny sens liryczny,
czy mam adresata? do kogo wołanie?
pytania rodzą nieskończone otchłanie
bić się z myślą, czy dać jej wolno płynąć?
nie walczyć o wolność, w wiecznej klatce
zginąć?
brnąć wiecznie do przodu,
czy trwać w bezsilności?
poddać się życiu, złożyć broń,
nie wyjść nigdy z młodości?
nie zobaczyć kontynentu obcego,
nie usłyszeć ostatnich skrzypiec,
nie zaznać dotyku innej, ni innego,
nie myśląc zbyt wiele, w ręce śmierci
wybiec?
lecz chciałabym owocu mego nektar spić,
list wysłać ciotce, zobaczyć następny lipiec,
znów poczuć słońce, na plaży piach wybiec,
zaznać choć raz, że i mi warto żyć.