Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marzipan

Użytkownicy
  • Postów

    25
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez marzipan

  1. @Myszolak Choć pierwsza strofa jest najmocniejszym punktem i właściwie mogłaby stanowić samodzielny utwór - skupię się na drugiej zwrotce, bo jej odczyt wcale nie musi być taki oczywisty: Konkretniej wyszczególnię fragment "„kocham", ale nigdy między wierszami". W domyśle "między wierszami" oznacza, że wyznanie miłości to tylko słowa - nie przejawiają się one w czynach, zachowaniu Adresatki względem Podmiotu. Ale gdyby tak "między wierszami" odczytać dosłownie? Wtedy słowo "kocham" nie funkcjonuje na powierzchni życia codziennego, a jedynie umownie, w wierszach Adresata (przez niego napisanych lub cudzych - skierowanych do Podmiotu). Tytuł "W niedopowiedzeniu" sprawia, że ramy ich relacji wydają mi się płynne i nieokreślone, a między nimi jest wiele... no właśnie - niedopowiedzeń. Czytając ten wiersz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w tym utworze przedstawiona została historia znajomości internetowej. Zamiast po imieniu, Adresatka zwraca się "zdrobnieniem" - może nickiem? "Palcami rysujesz serca w powietrzu" - wysyła do peela serduszkowe emotki. "nie da się odbić w rozbitej szybie" - widzą siebie poprzez (popękany?) wyświetlacz, nie twarzą w twarz. "Owijam brudne ściany kolorową tapetą. Nigdy nie zauważyłaś, jak w wielu miejscach odchodzi." - Kolorowa tapeta to mogą być barwne historie, podtrzymywanie atmosfery wesołości i lekkości tej relacji, pod którą skrywają się rzeczy niekoniecznie atrakcyjne, a które nawzajem przed sobą ukrywają, choć są świadomi ich istnienia. Podmiot stwierdza, że to on owija ściany i rzuca oskarżenie względem kobiety, że ta nigdy nie zauważyła warstw pod spodem. Dziwi mnie zachowanie Podmiotu, bo... sam przyczynia się do zakrywania "brudnych ścian" - a ma pretensje do niej, że nie widzi - lub nie chce widzieć - co znajduje się pod "kolorową tapetą"... Czy kobieta naprawdę nie widzi, naprawdę nie chce...? A może zdrobnieniami i serduszkami okleja te ściany razem z Podmiotem, bo uważa, że skoro on to robi, to jest to pewnego rodzaju warunek konieczny do podtrzymania tej znajomości? I tak sobie żyją "w niedopowiedzeniu"... :D
  2. @vioara stelelor To proste. Pogodzić się z brakiem wpływu lub jego ograniczeniem na okoliczności z zewnątrz. Przyjąć, że te okoliczności mają wpływ i jak najbardziej są w stanie człowieka kształtować. Być tego świadomym - samego procesu i wywołanych przez niego zmian. Nie pozostawać biernym. Przeciwdziałać i dążyć do tego, by stawać się kimś, kim chcielibyśmy być. Przytoczona maksyma autorstwa Junga jest zbyt radykalna, chyba że jej jednostronność jest bardziej stylizacją aforystyczną. Bo w ostatecznym rozrachunku to nasze wybory świadczą o tym, kim jesteśmy - nie to, co nas spotkało. Ale to co nas spotkało, miało również siłę oddziaływania. Warto o tym pamiętać.
  3. @vioara stelelor Krasnoludek: rozmiar dziecka, wygląd staruszka. Figura wewnętrznego dziecka, które nie dorosło, ale zestarzało się bardziej, niż wiek podmiotu by to sugerował. Podmiot już na początku w pełni przyjmuje na siebie odpowiedzialność za samego siebie. Nie wiem, czy słusznie.
  4. @vioara stelelor Nadal do końca nie wiem, jak odczytać ten wiersz. Tym razem wstawię proces mojej analizy bez żadnych wniosków końcowych, bardziej dla uporządkowania myśli swoich - i może innych Czytelników? 1. TYTUŁ: "Uwolnienie" - od czego? 2. TRZY GŁÓWNE WARIANTY INTERPRETACYJNE: czysta metapoezja w ujęciu egzystencjalnym metapoezja WRAZ z wątkiem relacyjnym metapoezja jako metafora relacji 3. OPIS "WIERSZA": "wiersz, którego (podmiot) szczerze nienawidzi, najmocniej ze wszystkich" "Kunsztowny, piękny, z krwi i kości" "Czytelnicy byli zachwyceni" "rozciął pełnię na dwie połowy - jasną i ciemną" 4. PODMIOT: nienawidzi jednego wiersza próbuje go unicestwić w innych wierszach jest "zaledwie hologramem przemierzającym sterylne przestrzenie twojej obecności" "karmi łąki" "ludzką skórę zakopał pod jabłonką w ogrodzie" 5. ADRESAT: występuje jedynie "poprzez podmiot": "przemierzającym sterylne przestrzenie twojej obecności" "na liściach macierzanek pod twoimi stopami nadal żyje mój oddech" 6. MACIERZANKA: "na liściach macierzanek pod twoimi stopami nadal żyje mój oddech." WEDŁUG INTERNETÓW: "matka wszelkiego ziela" symbolizuje ochronę przed złem, chorobami, złymi urokami oraz miłość, wierność, płodność służyła do rytualnego oczyszczania domu po wyniesieniu ciała nieboszczyka po czuwaniu - jej naparem skrapiano wszystkie progi i framugi w starożytnym Egipcie używana do balsamowania zwłok 7. "NAWIĄZANIA"??? "Karmię łąki czerwienią, fioletem; mogę być motylem, kwiatostanem" - cytat w klimacie innego wiersza Autorki pt. "Wtuliłem się w łąkę" Dodana data pod wierszem - 08.02.2026 - tego dnia Autorka wstawiła na forum wiersz "mądrość gawronów"... ...pod którym z kolei zamieściła datę - 05.02.2026 - a tego dnia Autorka wstawiła na forum trzy utwory: "geody nocy", "Kim jestem" oraz "z troski o ciebie" Czy wiersz, o którym mówi podmiot, jest autentycznym wierszem z repertuaru Autora? Jeśli tak - czy jest to któryś z powyższych utworów? Czy w ogóle jest zamieszczony na forum? - Któż to wie...? A tak na marginesie - nie mogę wyrzucić z głowy tego fragmentu: Ten wiersz sprawia, że chcę się nad nim szczegółowo pochylić, a jednocześnie... wzbraniam się od ujęcia go w ramy jednego obrazu.
  5. @Myszolak A ja dla jakże miłej odmiany widzę tu podmiot jako osobę opresyjną. - "Gdy nie byłaś przy mnie, nie byłaś prawdziwa"? - czyli sama obecność podmiotu stanowi potwierdzenie lub nawet ustanowienie autentyczności Adresatki? Podmiot to wazon, Adresatka to kwiaty - czyli dzięki wazonowi kwiaty stanowią bukiet, ale bez Podmiotu Adresatka "rozsypuje się"? W tym momencie Podmiot uświadamia sobie podmiotowość Adresatki, jej odrębność i możliwość samostanowienia. ZDUMIEWA SIĘ TYM. Podmiot był poduszką, do której Adresatka mogła się wtulić, znaleźć oparcie, ale... jednocześnie owa poduszka stanowiła źródło (co najmniej) dyskomfortu. Podmiot w tym fragmencie wykazuje się posesywnością. Chce posiadać - ubolewa nad tym, że kobieta obok nie należy do niego. W tym kontekście to obiektywnie pozytywne zakończenie. Adresatka nie wypija herbaty, nie wchodzi w stałą, toksyczną relację z podmiotem - a on pozwala jej odejść. Tytuł wiersza to... "Zapomniana herbata". Ale spokojnie, mam na to wytłumaczenie. Podmiot wciąż oszukuje samego siebie, że został "zapomniany", "niedostrzeżony", a kobieta "nie wie, co traci"... Przecież wróci, gdy nadejdą upały - wystarczy dodać kostki lodu :D
  6. @Toyer Mnie kusiłoby zatytułowanie utworu "dyktando" lub bardziej sarkastycznie w opozycji do treści wiersza "pod dyktando". Obudować je jeszcze dyktą, włączyć dyktafon - tak to można dyktować :D Do tej pory uszło mojej uwadze, że żyje się przez "ż", a umiera (umrzeć) przez "rz". Sytuację ratuje w tym przypadku słowo (którego nie ośmielę się odmieniać) "rzyć"... W wierszu brakuje mi trochę obecności znaków interpunkcyjnych, które zostały wspomniane. Nawiasy, kropki, myślnik... Ale odbieram to jako wyraz buntu przeciwko nim.
  7. @monon Osiedlowy teatr absurdu. W trakcie lektury zupełnie wypadł mi z głowy tytuł, dlatego rozszerzenie miejsca akcji z bloku na osiedle - dopuszczenie innych bloków do głosu - było dla mnie zaskakującą ekspansją. Jednak dopiero zdanie wypowiedziane przez kosz na śmieci na końcu wiersza: uzmysłowiło mi, że rzeczy codziennego użytku przedstawiają redukcję człowieka do przedmiotu - ograniczenie jego podmiotowości na rzecz funkcjonalności. Kosz na śmieci dobitnie to potwierdza. Poczuł się "czymś" (kimś istotnym, użytecznym), bo ktokolwiek do niego przychodził, choćby i "przy okazji" wyrzucał do niego odpadki własnych zgryzot. Sam przyznaje, że nikt go nie słuchał - czyli nie mógł liczyć na wzajemność. Jednak zamiast pretensji okazuje wdzięczność...
  8. @leszek piotr laskowski Przyjemny manifest poetycki. Jakiekolwiek nadać ramy poezji - ona przede wszystkim zdaje się być wolną przestrzenią. Poeta sam decyduje, do czego ta przestrzeń ma posłużyć, jak chce ją urządzić, kogo do niej zaprosić. Jednak warto zachować ostrożność z jej zapisem na odwrocie paragonu - po drugiej stronie czai się cena za te słowa :D
  9. @vioara stelelor Nie widzę tu metapoezji, ale wyznanie niewystarczalności wobec jednej konkretnej osoby. Podmiot - poeta - uznaje, że cokolwiek by nie napisał, nie zrobi na adresacie takiego wrażenia, jakie miał w zamierzeniu. W trzech ostatnich utworach Autora dostrzegam jedną oś (wciąż zbieram się do napisania paru słów do "Uwolnienia", ale to... skomplikowane). Kojarzę bohatera Twoich wierszy w stanie permanentnej projekcji i idealizacji. Od "Uwolnienia", przez "exegi monumentum" do tutejszego "coś poszło nie tak" coś uległo zmianie. Peel dokonuje ekspozycji własnej niepewności, obaw, niemocy. Nareszcie. Dla podmiotu mam pewną sugestię. Nie tylko twórca staje się pomnikiem w napisanym wierszu. Jego adresat, inspiracja... również. Paradoksalnie im piękniej poeta o kimś pisze, im wyżej go stawia, tym bardziej umieszcza go poza granice osiągalności. "Pióro czy serce?" - absolutnie źle postawione pytanie. Jedno i drugie jest integralną częścią podmiotu.
  10. @Myszolak Gdy w oczach kobiety widzę cień, myślę o zmęczeniu (cienie pod oczami), poczuciu winy, zmartwieniu lub... strachu. Cień pojawia się na widok podmiotu. Światło z światłocienia - może być projekcją samego podmiotu, że ta kobieta wciąż go kocha, podziwia, cieszy się na jego widok. A podmiot wcale nie musi być dobrym partnerem - może po prostu estetyzować uczucia, za którymi nie idą czyny. Szarość, cień... podbite oko? Zdaję sobie sprawę, że kreuję tutaj absurdalną historię, ale to wina tego światłocienia!
  11. @Myszolak A ja na to powiem, że człowiek szuka w drugim człowieku punktu odniesienia, potwierdzenia wartości i rezonansu z nim. Osobiście nie uważam, by twórcę do publikacji dzieła popychała jedynie próżność - to, że przeglądamy się w lustrze (opiniach, wrażeniach, konstatacjach innych ludzi), nie oznacza, że czynimy to wyłącznie, by podziwiać swoje odbicie. Jest to po prostu... zmiana punktu widzenia, która może wnieść nową perspektywę. Spróbuję to zobrazować. Załóżmy, że słowa to ubrania, a poeta to stylista. Osoba, która skomponowała zestaw nie zostawia go w szafie - ale wkłada na siebie (czyli zapisuje wiersz). Dlaczego ma w tym nowym stroju zostać w domu? - Naturalnie może, ale jeśli pokaże światu stylizację - poszerza zakres modowych możliwości, wnosi świeżość, inspirację czy po prostu - cieszy oko. Lub... nie. I to też ma wartość, bo klaruje estetykę innych ludzi. Mój poprzedni komentarz intencjonalnie miał dosyć radykalny charakter, by ktoś... mógł się ze mną nie zgodzić. Dlatego niezmiernie cieszy mnie Twoja wypowiedź - stawiasz mi opór, choć nie odrzucasz całkowicie mojego punktu widzenia - pogłębiasz go. Dziękuję.
  12. @Florian Konrad wiem. to pytanie to żart :D
  13. @Florian Konrad Nie ma co się dziwić @vioara stelelor - to brzmi jak żart, że ten wiersz to żart - nawet jeśli miałeś jak najlepsze intencje, by tak to wyszło :D Utwór ma charakter groteski, absurdalnej biografii w pigułce, wobec której podmiot próbuje zdystansować się byciem "ponad tym". Czytam z przymrużeniem oka, zwłaszcza że "niewidzialnina" jest dla mnie zdecydowanie najwidzialniniejsza. Brawo za ten neologizm. Nurtuje mnie jednak tytuł "Świecht". Bo dlaczego nie "śmiecht"? :D
  14. @vioara stelelor Jest w tym pewna... przewrotność? Autorka pisze wiersz, w którym podmiot - "poeta" - uznaje piedestał za przekleństwo swego życia - po czym... wstawia go na forum, na którym utwór ów zbiera oklaski :D Próżność to zarówno pięta achillesowa jak i siła napędowa każdego człowieka, zwłaszcza artysty - choć nikt nie jest tak łasy na słowa uznania jak poeta. No... może poza jego krytykiem? Absolutnie nie jest to przytyk, wręcz przeciwnie - treść wiersza (i jego zamieszczenie na forum) dobitnie obnaża paradoks natury ludzkiej i koegzystencję sprzeczności w niej ukonstytuowanej. W tym kontekście ostatnia strofa nabiera tragicznego wręcz wydźwięku: Te słowa to tak bezradna kapitulacja. Zastanawiam się jednak, czy dla peela nie jest za późno? Choć przypominam sobie, że posągowi Szczęśliwego Księcia pękło ołowiane serce, bo - jak się okazało - był zdolny do miłości. Ten wiersz silniej przywołuje mi właśnie Wilde'a niż Horacego... "Objawić sztukę, ukrywać artystę - oto cel sztuki." - a ostatecznie sztuka okazuje się być punktem "wyjścia", nie "wejścia". Słowa uznania dla @Berenika97 - świetna analiza. Prawie nic nie zostało mi do napisania... :D
  15. @Myszolak niebo? nie... bo szaro :D Ten (światło)cień na widok podmiotu niesie z sobą element wzbudzający niepokój. Nie wiem, czy nie poszukać w tym wierszu drugiego dna... Kontrast zapewne ma źródło w zestawieniu głębi szarości oczu z blaskiem miłości, ale... kto wie? :D
  16. @monon Powyższy wiersz jest jak scena z thrillera. Czuć ogromne napięcie, duszność. Utwór opowiada historię o wstąpieniu na drogę zemsty, ale zamiast konfrontacji otrzymujemy skradanie się myśliwego do zwierzyny. Punktem kulminacyjnym jest ujrzenie przez podmiot śpiących "Maleństw". W tym momencie w kobiecie coś pęka. Przecież była martwa. Miała być wyrokiem. A jednak... płacze. Wcale nie jest martwa. Żyje. Zemsta przestaje być koniecznością. Głód odwetu zaspokaja przekonanie, że rachunki zostaną wyrównane, choć może nie za ziemskiego życia. Z mojego subiektywnego punktu widzenia warto byłoby wyeksponować fragment: - poprzez stworzenie kontrastu między nagrodą a karą dla "Wielkiego Niedźwiedzia". Zestawienie w stylu: "ognie piekielne - miód na moje serce". Ogromnie doceniam zakończenie, ostatnią strofę + ostatnie zdanie. Strofa jest pieśnią - antykołysanką - dla dzieci ku przestrodze, ku zachowaniu czujności wobec nawet najmniej niepokojących dźwięków. A jednak: - brzmi mało uroczyście. Gdyby tak zacząć tę strofę od "oto"? Przykładowo: "Oto pieśń lasu. Wsłuchajcie się (...)". Zdanie: - to taki podpis, ostateczna deklaracja zejścia ze "ścieżki zemsty". W tym zwieńczeniu słowo "droga" sprawia wrażenie zbyt ogólnikowego. Skoro mieliśmy "polowanie na zwierzynę", to może warto skorzystać z tego motywu i zamienić "drogę" na "łowy"? "To ja i mój koniec łowów"? - Podmiot widzę właśnie jako boginię łowów - Dianę z łukiem, dziką, nieokiełznaną, nie do zatrzymania, która zstąpiła na ziemię w celu ukarania tego, kto ośmielił się jej ubliżyć. Ten wiersz jest znakomicie skomponowany - narracyjnie poprowadzony "filmowo", a Autor inteligentnie kształtuje słowem opowieść tak, by w ramach poezji nie odpłynąć w stronę roztkliwionego sentymentalizmu. Utwór jest ukończony. Moje propozycje to nie poprawki, ale alternatywy, na które warto zerknąć choćby po to, by upewnić się, że niczego zmieniać nie trzeba :D
  17. @Berenika97 Ten wiersz to studium samotności, ale specyficznego rodzaju. Jest to proces wymazywania samego siebie - dokładnie w ten sam sposób, jak treść paragonu blaknie wraz z upływem czasu - aż wreszcie... zanika. Przy okazji jednak warto nadmienić, że paragon to druk termiczny - czyli mamy coś, co powstało dzięki transferowi... ciepła (i... pieniędzy :D) List mówi nam o jakiejś relacji. Skoro nie ma na nim adresu, prawdopodobnie napisał go sam podmiot. Nie wysłał go, bo nie miał adresu albo dlatego, bo nie zamierzał go wysłać. W kontekście listu fragment "za słowa trzeba zapłacić" myślę - dosłownie - o cenie znaczka pocztowego :D A tak na poważnie - podmiot zmaga się z konsekwencjami słów. Prawdopodobnie własnych. W mojej ocenie ostatnia strofa jest niepokojąca. Bo wiersz mówi ogólnie o samotności, a precyzyjniej chyba - zapaści pod wpływem nieobecności konkretnej osoby. Podmiot wskazuje, że kiedyś wyjdzie (zniknie jak napis z paragonu), zostawi niezamknięte drzwi. Twierdzi, że "dom zawsze czeka" - już nie on sam (przecież wyszedł z domu), ale cztery ściany, pusta skorupa, pusty paragon. I tu należy powrócić do tytułu: "termin ważności" się przedawnił. Termin ważności - termin ważności relacji, uczuć, a może okres czasu, podczas którego podmiot jeszcze był zdolny postrzegać siebie w kategorii bycia ważnym? Jedno jest pewne - coś się przeterminowało.
  18. @Tyrs To... przedziwna metoda. Ostatni wers nie tyle jest zakończeniem wiersza, co adnotacją do tytułu, jego aktualizacją. Znakomitą uwagą był komentarz @Berenika97 Z tym że podmiot nie odnalazł odpowiedzi nie tylko w literaturze. Nie odnalazł jej w Bogu, kobietach, lekach, a z poczucia bezsensu rzucił się w wir hazardu, alkoholu, zaniedbał podstawowe obowiązki domowe, aż w końcu to całe życie położył na stos, zakrył "całopalnym kirem"... I tak jakby składa siebie w ofierze, chyba na przekór, po złości i z rezygnacji, bo wciąż nie ma tej chole...wnej odpowiedzi. Tytuł i epilog - tworzą... pętlę (na szyi?) wokół tego wiersza. Tytuł brzmi jak dedykacja, ale czy złożona jednej kobiecie, czy kilku... "Właściwie jej" "I sobie". Czyli ktoś stanowi w życiu podmiotu jakiś punkt odniesienia.
  19. @piąteprzezdziesiąte "Masz Babo placek..." - a raczej świetny wiersz :D Błyskotliwy koncept, skrojony na miarę dzisiejszego święta. Choć przewrotnie "baba" to w kilku językach... ojciec. Pokuszę się nawet na obsceniczną parafrazę: "baba z nosa, nozdrzom lżej" (wybacz)
  20. @Natuskaa To była nadinterpretacja z mojej strony, bo zbyt atrakcyjny był dla mnie kontrast tytułu z epilogiem wiersza. Ponadto słowo "pasztet" jest nie tylko potrawą, ale również określeniem kogoś "atrakcyjnego inaczej" - lub kłopotliwej sytuacji. Już tak mam, że robię wiwisekcję samego słowa, nawet gdy jest zbędna. Właściwie to bez znaczenia, jeśli jedyne co miałaś na myśli to ten "nieszczęsny" pasztet do jedzenia - bez znaczenia dla mojej oceny. Poniekąd może nawet... lepiej? Pasztet to szara masa - niczym szara rzeczywistość, z której chociaż myślami można uciec do kolorowej przestrzeni i... poniekąd nakarmić nim mózg, by ten miał energię na takie wojaże :D Całkiem prawdopodobne, że emocje, które widzę w tym wierszu, są w innej formie lub innych proporcjach względem siebie, ale wierz mi, że to, co miałaś w głowie - scenę - zostało pokazane. Tylko że czytelnik nie siedzi w głowie tej kobiety, dlatego ja widzę np. zmęczenie, zawieszenie, przeciążenie podmiotu, a Ty, jako Autorka - widzisz (i pod tym kątem tworzysz) chwilę jego zadumy, refleksji, zatrzymania w chwili styczności z pasztetem. Brak definitywnej odpowiedzi nad tym stanem sprawia, że jest to tak ciekawe.
  21. @Natuskaa Niebywałe. Wiersz zaczyna się od pasztetu, a kończy na kwietnym ogrodzie. A może i nie...? :D Gdyby jednak słowo "pasztet" odczytać jako brzydotę, a ogród z kwiatami uznać za określenie piękna, to podmiotka znajduje się pomiędzy - lub w ogóle poza nimi, gdzieś obok. Wiersz brzmi częściowo dysocjacyjnie, jakby peel był w stanie odrętwienia wywołanego zmęczeniem, zagubieniem, rozczarowaniem otaczającą rzeczywistością. Widzę tu opis momentu przeciążenia, kiedy człowiek niby ma co robić, ale w sumie sam nie wie co i trwa bezczynnie, trochę zabłąkany, a trochę zawieszony. I zastanawia się, dlaczego w ogóle utknął w tym stanie, w tym miejscu - z pasztetem - skoro mógłby przebywać w ogrodzie pełnym kwiatów. Na końcu wybrzmiewa nuta cichej rezygnacji. Nie z ogrodu. Z samego siebie. Utwór opisuje to wszystko w sposób niebezpośredni. Nie ma tu słowa o zmęczeniu, rozczarowaniu, smutku. Może to nawet błąd interpretacyjny z mojej strony. Jednak w wierszu Autor zapisał proces myślowy, który subtelnie sugeruje nam warstwy emocjonalne podmiotu. To jak scenografia bazująca na zaledwie kilku rekwizytach - i jedna scena jednego aktora, który w akompaniamencie tykania zegara potrafi pokazać widzom wszystko, co było do pokazania.
  22. @Florian Konrad Dlaczego blackijaż - a nie zwykły demakijaż? Przyznaję, że pierwszym skojarzeniem był negatyw. W negatywie to, co jasne, zostaje zamienione miejscem z tym, co ciemne. Ukochana świeci własnym blaskiem - w makijażu, bez makijażu, z "blackijażem", nawet w rozumianym przeze mnie blackijażu jako negatywie. Zatem w jakim celu podmiot zamierza zrobić jej blackijaż? Może dlatego, by w tych nowych ustawieniach sama mogła zobaczyć, jaki wpływ jej wewnętrzne światło ma na zewnętrzny świat - w tym przede wszystkim na niego? Jednak w tym "odwróconym", lustrzanym świecie to podmiot zakłada ciemne szaty i dźwiga ciężar roli bycia tym złym. Trochę w tym niepowagi, zabawy, niesłowności (braku słów) czy niedosłowności: ALE - w tym punkcie jaskrawie widać, że nie mamy od czynienia z igraszką, ale wspólnym procesem odreagowania, oczyszczenia, choć dla peela to kobieta jest źródłem tego "uzdrowienia" - i chyba nawet... motywacją to bycia lepszą wersją siebie. Dopiero po tej dekontaminacji - kiedy bohater czuje się "wystarczająco czysty" - może być mowa o dotyku, czułości, zbliżeniu się do siebie. Jednak ten blask zbyt łatwo umyka, świat "zanieczyszcza" go z powrotem, dlatego woli mieć zamknięte oczy, by pod powiekami ratować się nieskażonym obrazem kobiety, wspomnieniem jej blasku. To utwór... nietuzinkowy. Nasycony, wielowarstwowy i niejednoznaczny. Nie wiem, czy nie zasługuje na lepszy tytuł, choć ten kadruje plan wiersza pod odpowiednim kątem. #edit: uwagę o tytule odwołuję. Blaskodajna - czyli blask, który emituje adresatka, jest dla mężczyzny... życiodajny.
  23. @vioara stelelor Ucieczka. W rezygnację i przesunięcie punktu ciężkości - z wewnątrz na zewnątrz. W przeciwnym razie nie byłoby mowy o górach, o siarczystym od słońca(!) powietrzu, podmiot nie szukałby trudu i drogi pod górę, a na koniec dnia - nie oczekiwałby zmęczenia. Jest to proces odbudowy siebie, ale już po autotomii. A to... kosztuje. Pozostaje peelowi życzyć jednego: a niech go "SZLAK" jasny trafi! :D
  24. @A.Between Punktem wyjścia do interpretacji utworu jest ‌ten oto fragment: Cokolwiek autor miał na myśli, w kontekście wiersza odczytuję zieloność poprzez takie idiomy jak "być zielonym" i "nie mieć zielonego pojęcia". Czyli mamy do czynienia z niewiedzą, brakiem doświadczenia i niedojrzałości obojga bohaterów. To wyjaśnia, dlaczego zieloność zamknęła im usta. Nawet jeśli finalnie oznacza to przypływ młodzieńczej namiętności, to ten pocałunek jest czynnością zastępczą, formą ucieczki, która - paradoksalnie - oddala ich od siebie. Podmiot wskazuje na przesunięcie rangi słów - one nie mają "nazw" - mają "imiona" - dostają własną tożsamość, żyją własnym życiem. Niestety widzę w tym akcie oddanie przez peela tym "imieniom" własnej sprawczości. Bo on miał do zaoferowania tylko słowa. Nic więcej. Łudził się, że "burzliwe okoliczności" same z siebie przyniosą w końcu szczęście i harmonię. Że ścieżka zwęża się, bo cel (sen?) jest bliski i osiągalny. Ona szukała pocieszenia w bliskości, nie samej bliskości, on szukał snu - a sen jest równie ulotny jak to ciepło, którego ślad jeszcze jest obecny, ale z całą pewnością ten "kubek po wypitej herbatce" szybko wystygnie.
  25. @vioara stelelor Mam pytanie dotyczące tego fragmentu. Dlaczego po "jestem" są trzy osobne kreski - dywizy? Ma to na celu odwzorowanie procesu oddychania wspomnianego w poprzednim wersie? wdech-wydech-wdech-wydech-wdech? - czyli "jestem - oddycham - trwam"? Ciąg kresek przywodzi mi na myśl kod Morse'a. Trzy kreski przy sobie to litera "O", ale tutaj mamy je oddzielone od siebie. Pojedyncza kreska to litera "T". Przewrotnie widzę w tym momenie wiersza wyznanie, które ledwo przechodzi przez gardło: "jestem tfu-tfu-twój" :D Wiersz sam w sobie urokliwy. Ma o wiele więcej wdzięku niż inspiracja tego wiersza - przynajmniej w moim odczuciu. U Leśmiana widzę maki, tutaj - oddech.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...