Kwiat trwania marźnie pod błękitnym głazem
Gdzieś za murami szum żywych ludzi
Płomienne niebo wśród szarej chwały
Ogniem swym jak berłem na twardym filarze
Rozprasza lament królewskim żarem
Lament ludzi co za odległe patrzą przestrzenie
Ku myślom cudzych żyć, do których przez śmierć powrócą
Skrzydlata armia w dworskim orszaku
W korzeniach władcy swego przysiada
I dzielnie śpiewa na cześć żyjących
Dając odwagę.
Odwagę do niepewnego stąpania.
Tak patrząc na ten szlachetny Buk
Z którego iskra co chwilę spada
Wśród lip nucących żałobną pieśń
Odległa wizja wśród chmur upada
Wtedy ruszam.
I idę dalej, by wrócić tu gdy głos mój będzie jak trzask gałęzi
a włosy moje będą jak szwy na popękanej głowie
By spocząć tutaj.
Pod jego spokojnym płomieniem.