DawidMotyka
Użytkownicy-
Postów
35 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez DawidMotyka
-
ptaki mają swoje górne ptasie loty nie to co jak my ludzie upadki no i wzloty lecą ponad wszystkimi swymi problemami żyją swojskimi jak przystało na siebie ekosystemami interesują się ciągle nowym pożywieniem gdzieś je sobie odnajdzie to wygrzebie interesują się ziemią czysto płodnie rolną siłą są dla siebie aby wolną my ludzie musimy jednak chodzić pieszo wszyscy się gdzieś przez to ciągle ciągle spieszą jednak gdybyśmy tak mogli dostać skrzydeł moc dotknęlibyśmy niebo nawet wszystko ten najwyżej płot my ludzie jednak używamy sobie drabiny samoloty i żywej trampoliny które wynoszą nas na czubka jakby nos taki to nasz życia obłędny tli się los
-
2
-
chcę przenieść góry pagórki i łąki chcę dostać się do mojej ukochanej biedronki chcę bażanta widzieć w pełni krasie i w wiosennym budzić się to czasie chcę kochać ptaki na rzewnym niebie i wszystko dotykać co rośnie wokół w siewie motyle i pszczoły zawsze pielęgnować chcę modry naturę, i drzewa o las próbować chcę rzeką spłynąć niczym morzem tańczyć w kwiatach z młodym zbożem chcę Tulipany wąchać i je głaskać od róży miłości chcę ciągle wzrastać chcę powiedzieć jak cię lubię że w mych myślach się nie chlubię że poemat wietrzy czułą nową dłoń to miłości ze spojrzeniem moja skroń
-
w drzwiach otworu stoją dwie siły jedna że mocno z biedy drwiły druga zaś piękną dobrocią spływa do zmian na ziemi powoli wzywa gdyby te ciało i pożądanie nie było ważniejsze jak pomaganie to świat stałby się ludzkim zaklęciem gdzie z niczego już tak wiele przybędzie pieniądze szczęścia nie chcą dawać lecz potrzebne trzeba do życia wkładać one otworem nie tylko dnia naszego ale i tego słabszego osamotnionego dzielmy się ludzie tym co jest dobre co serce czyste jest i czcigodne bo wiara w drugiego człowieka rośnie pnie się ku górze niczym my ku wiośnie
-
Moja najdrożej moja kochana w świat cyrkonii już ty do tańca jesteś ubrana będziemy kochać to co się dzieje niech nam się zewsząd wszystko się śmieje moja najdroższa wtulona w miłość okruszkiem chleba tkwi w tym zawiłość bo jesteś miłością mojego przyrzeczenia odnajdę ciebie z posępnego nakarmienia kochana moja i ty Lilii pierwsza zaraz do tańca się zejdzie z wiersza znajdę twą czułość w mojej Piwonii już ją przykładam do twojej dłoni a na koniec różą ciebie całuję w jej miłości dno twe odnajduję kocha cię szczerze i tuli wszędzie teraz już moja i twoja na zawsze będzie
-
i nadchodzi ta wiosna w której słychać ptaków liryczny śpiew wiosna ta kolorem drzwi odmłodzi co otwiera na oścież wiesz niebem ona taka kobaltowo pycha taka schludnie całkiem miła a na powitanie ciebie mocno znowu radość w wiosny łyk w blask polubiła ta wiosna to zimy jak co roczne zapomnienie to czarodziejskie nowo to miłosne odmłodzenie wszystko kwitnie no i łąki też w końcu swą piersią zaśpiewają bo serduszkiem promienie słońca tudzież nas witają będzie piękny kwiecień no i rodny złoty maj dorodny w las kotek mi tu ładnie teraz proszę aby graj lecie głodny będzie dużo kwiatów naj tych nośnych ulic drzewach i ptaszyny co mi raj doraźnie dłoń podgrzewa a w marcu jak w garncu coś się jakby poruszy rzucimy marzannę no i sen o wiośnie się nam wzruszy to ten który nosiliśmy tej zimy ochłodzeni a on rodnym okiem bladym świtem świat nasz w końcu zmieni jeszcze kaczeńce się podniosą w tych młodych miłosnych glebach jeszcze wierzby zapłaczą w letnich podniebnych siewach jeszcze Krokusy i fiołki olśniewają swym dorodnym plonem wiosennie woń dobywają jeszcze Tatry pokażą swą złotą wiosny naturę co zboże blaknie miłości w lecie które zwierzyna odrodzi się z zimowego zapomnienia wszystko rozchodzi się bez trosk do życia i zwątpienia bo te liście które brodzą potem będą sobie ssać to co było deszczem co im można było latem grać na fortepianie i na mandolinie i akordeonie ta wiosna tak szybko nie minie ona płonie
-
zapraszam cię do mojej duszy.., ona jest okrętem, które żagle niosą dłonią swą w niej się wszystko śniegiem w lepsze prószy przeze mnie o modlitwy dla was ciągle chcą zapraszam cię do mojej duszy.., ona wzniesie cię do podniebnych chmur i alei róż w niej się wsłuchasz w przestrzeń co każdy się uczy zagram więc dla ciebie z tych Słowiańskich mórz zapraszam cię do mojej duszy.., ona poskromi liczne a wołania twe przez nią wszystko się coś w tobie ruszy nawet i ta miłość, która tak skorzystać chce zapraszam cię i do mojego serca.., toż to wianek z słońca co to Bóg tu tkał będziesz kochać tak bez końca ja do ciebie będę dużo tej miłości słał
-
2
-
możemy kochać tak bezustannie florą nakrywać się łatwo palnie możemy w sklepienie niebieskie zanurzyć ląd kropić się deszczem i chodzić boso pod prąd możemy kochać się tak bezgranicznie przyglądać się sobie dotykać ślicznie i tańczyć w kniei pośród wiosennych gwiazd aby w twych oczach widnieje jaśniejszy blask możemy kochać się tak oczywiście przyozdobić codzienne łono natury i śpiewać jak w owoc zamiast w mikrofon soczyście i zjadać go w naszym Edenie z całej góry możemy kochać się najbardziej i rodzić myśli splecionych dłoni z radości możemy przytupać najtwardziej me wnętrze przez afekt do ciebie łzy roni kochaj kochaj kochaj i spełniaj się zawsze kochanie niech łubianka pełnej miłości najgorliwiej się tobie stanie kochaj kochaj kochaj niech światło pada tylko na ciebie ty jesteś mym akwenem i niebem niech ptaszek podfrunie za mnie gdy będziesz znowu w tym rajskim śpiewie
-
spieszmy się kochać ludzi są dla nas jak na wyciągnięcie ręki każdy z nich niech się w życiu nie trudzi przez wspólne dobro nie będziemy mieć w życiu razem udręki spieszmy się kochać ludzi dziś są a jutro ich nie ma dla nich się świat zawsze budzi pielęgnować wzajemnie się trzeba spieszmy się kochać ludzi otwarcie ziarno owocne im zasadzimy wszystko co tworzy się oczyma zwarcie napełniajmy w tym świecie co go umilimy bo światło się rodzi z marzenia o nowym lepszym pokłosie z przyjaciółmi nie ma błądzenia wszystko się mieści w naszym tym czułym głosie spieszmy się kochać ludzi możliwie bo świat bez nich byłby samotny wierzmy, że razem możemy mieć wszystko sprawiedliwie najważniejsze żeby nikt nie chodził głodny śpieszmy się kochać by nam wiele zostało tak dużo pogodnych i szczęśliwych chwil aby serce nam ciągle promieniało niech nas nie dzieli kilometr ani żaden mil
-
2
-
czymże jest miłość czy to latający latawiec pośród traw a może taniec, który zabiera nas do wytrawnych spraw czymże jest miłość czy to rozterek kilka czy może łódka pływających kwiatów co zabiera do dwóch zakochanych światów czymże jest miłość czy to morze pełnych fal i tajemnic gdzie zabiera aby siebie wielbić czymże jest miłość czy to ona radość i pojednanie co wieje wiosennym wiatrem nie tylko mi, ale i mamie najszczęśliwszą pośród gwiazd jest miłość nie tylko w snach to siebie doczekanie, jak na zawołanie najpiękniejszą poezji wymową to serca dotykanie głową co jak liść wędruje po świecie kochać to być kochanym, ale to już wiecie czymże jest miłość może skraplaniem deszczu na łące co śpiew ptaków czuje i w biedronce....
-
dosięgła mnie twoja pupa będzie smakować mi jutro zupa jest ona ładna, zgrabna i śliczna spośród tych dziewcząt taka nieliczna wokół niej wszystko się układa zgrabniej jak Wenus z milo rzeźba pozuje przykładniej jest taka miękka i okrąglutka w ten weekend będzie smakować mi wódka potrafi swym dźwiękiem mnie oczarować jedynie do tego trzeba nos przypudrować jak się porusza to gwóźdź na ścianie obraz już ten zawieszam mamie gdyby tak dotknąć ją delikatnie na pewno stałbym się mocnym w matmie ona na prawdę emanuje się pięknie już się mój pies ani kot nie zlęknie chciałbym ją posiąść na własność lecz mam swoją aby zasiąść jednak ja wolę mieć ją dla siebie ona wynosi mnie w luminarz w chabrowym niebie
-
pieniądze szczęścia nie dają, ale
DawidMotyka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
szerzy się życie odblask nadziei pracujemy w końcu od soboty do niedzieli codzienne obowiązki musimy znieść wszystko to po to, abyśmy mieli co zjeść ciągłe problemy i wieczne rozterki na pocieszenie zjadamy sobie gumisie albo cukierki gdy to jest mało kupujemy zachcianki pyszne pączusie, kremówki, albo eklerki i w kawusie dzbanki i tak chodzimy od pracy do domu odpoczywamy, czasem pijemy po kryjomu bo to jest życie przecież jedno nie szkodzimy nigdy nikomu, działamy w sedno gdy jest impreza chodzimy na czworakach zawsze to z nami jest wielka draka za to przy stole częstujemy wino a w weekend zapraszamy na świetne kino gdy nie ma pieniędzy bo ich brakuje to moją żonę jakby coś kłuje biorę się za nią to oczywiste to w łóżku przecież igraszki jedynie czyste na koniec dnia idziemy spać nabrać znów sił, nie możemy się jutro niczego bać gdy żona zechce się przytulić do mnie a ja ją pogłaszczę jakby przytomnie i na koniec muszę jutro wstać bo dużo pieniędzy nowych trzeba brać-
2
-
kiedy niebo jak ołowiany wór w krwisto tłumi wrota spiętrzonych głów gdy z cienia niemrawy odór rodzi ból barbarzyńsko się wolno wlecze w rów kiedy powietrze nabiera stęchlizny nabrzmiałej skąd umiera chciwość ten parszywy wróg jak pajęcze myśli w złość zaradcze chyli się to w chwałę rozwesela swą twarz o kamienny róg gdy słońce z zaćmienia robi więzienie i kraty nabierają ostatnie tchnienie zapomnienia i na sztormie w swe sidła rozprzestrzenia swe cierpienie żywy diament co mieścił swe padliny ze zranienia krzyże nagle z uskrzydloną ponętnością się zwalniają posyłając wątły cios anioła jak poganie co od czeluści się to drwiną a zmagają i nocami narzekają na los kościoła a w belce oko zaś spleśniałe w bezludnym dźwięku ktoś tu jęczy w mojej twarzy schyłek znów przegrałem mieczem zatykam groźny lęk co dręczy
-
1
-
już tylko w ciebie wierzę w tym afekcie dla miłości różę ślę dla waloru w ciebie mierzę barwić amarantem oczy twe tylko ciebie czuję tworzyć szeptem szczęścia łyk jak wisienki już próbuje toż oblekę cię w ten jeden pstryk bo słoneczko warzy blask rychło budzi swe stworzenia najjaśniejsza z pośród gwiazd pieści iryzacją swe dążenia już me serce pozostało onomatopeją i miłością niczym miód nic mnie więcej nie bolało w tym erosie czuję głód
-
1
-
dni policzone są tylko na cmentarzu wybrukowane to podniebnym pałacem kości nadają sens zapieczętowanego istnienia nadzieja się tutaj nigdy nie złości cmentarna aleja chłonie powoli jak orszak sunie mężnie licznie nade w przód możemy tu sobie zawczasu poleżeć do woli stęchlizna wznieca ten wątły chłód dzwony już biją jedynie na alarm strąconych liści od stu brzemiennych głów rzucamy delikatnie na siebie talar jak kładzie się do ziemi nasz wątły tułów orchidee przybywają licznie męskości owianych tajemnych skał ta trumna mieni się życiem prze ślicznie ostatni kogut już będzie namiętnie piał już nie ma cię chłopcze na tym świecie sztafeta dobiegła końca już pamiętasz byłeś rezolutny w tym słowikowym lecie zalewa to łono dziś furtka z mórz obrzmiałe są twoje wyniosłe wspomnienia lecz o nich już nikt nie pomyśli bo wszystkie te twoje najskrytsze wierzenia w tej trumnie sobie już jedynie ziści
-
kolorytem nieba i błękitem morza dnem oceanu zachłyśniętym stworzeniu serca wigoru i najskrytszym podniebieniem budzi rytm nieba ku okrzątaniu memu bladość życia i spowiły blask padają na żyzne kości cudze łona nosi się najlżejszy alchemika wrzask co w objęciach rąk kwiatem jest spłodzona schody piekła już roznoszą pył sekret dziarski nie zna nawet siebie ubolewa czym to pośpiech czerstwy drwił moczy łzę w utułanym chlebie jeszcze rola nie chce odejść spostrzeżenia patrzą wartko w pruderyjny tył zmusił w sobie jakby w blask odmieniec tym co znaczył i marudził sobie kpił ta sztafeta nie zna wojen pamięci ulic ani wiejskich pól nie chce karmić poić ani gnoić tylko melancholia tworzy blady wzór puść to drzewo które trzymasz skrzętnie myśli pełzają się po twym jurnym dnie czy wyśnione myśli chowasz opieszale budzą zawiść w nocnym śnie
-
2
-
jestem twoim snem miłością i bytem staję się twym oblubieniem co drży me serce z uwielbieniem skrytem jestem twoją ostoją apokaliptycznego życia przenikliwym kołysaniem siebie nadętym wyrazem bycia co od zawsze usłanym czekaniem w śródziemnomorskim niebie chcę pragnąć cię kochać i wielbić i słać ci róże twe nie mogę dłużej tej samotności zdzierżyć do ciebie chce przyłożyć serce swe bo moje rany krzyczą ostatnie pukają do twych drzwi me wdzięczności do ciebie liczą przy tobie me serce tkwi
-
o miłości! największa tyś bez jakżeż uszczypliwości ty najlepiej na świecie pielęgnujesz dbasz o czyjeś serce, wnętrze nigdy nie próżnujesz, nie rujnujesz o uczucie! dotykasz najjaskrawszym spojrzeniem kochasz tym ujmujesz chuchasz w niego jedynie z westchnieniem, utęsknieniem o namiętności! ty żarze nabrzmiałej czułości przykładasz usta swe jedynie całować, przytulać chcesz o kochanie! niech się nam miłość a stanie ty zasługujesz na nade wszystko bądź zawsze mnie tylko blisko kochaj i bądź kochanym wielce najżarliwiej wybranym pielęgnuj to co nosisz i dostań w zen to o co prosisz kochaj i wygrywaj swoje serce nigdy nie skrywaj ono wyniesie cię na szczyty, wzgórza choćby była największa z kar i burza dlatego dla ciebie ta słodko winna, anielska róża.... 🌹 niedościgła: o wiaro! tyś nie bądź moją karą zostań na mym szczycie aż zrodzę się obmycie i nadgorliwa: o nadziejo! ty nie bądź nigdy w lewo twoją wytrwałością stanę się z wykwintną doskonałością gdzie trzy cnoty moralne tam drzwi otworem sakralne one stworzeniem nieba złotem co mi potrzeba one są skarbem nabrzmiałym siłą strumienia wielce wytrwałym którym to znając sztukę życia jest właśnie taktem dla spożycia
-
bogate Magnolie sercem co sobą wyrywa kwiaty i z łąki spragnionych dobywa jak liczne korony unosi na swym poniewiercu tak złote plony widzi w swym wieńcu o najdroższa co wybrzmiewasz w swą nietuzinkowość silna niczym owoc niczym postać obrazkowo szukasz idealnego miejsca do swego spełnienia a twe warunki jedynie ciało zmienia o mistyczna w urodzaju kwieciem słowem liczysz w maju ślesz wianuszkiem po swych słodkich marzeniach jesteś w ich potrzasku uniesieniach o cudowna glorio czymże tobie światło bodło to co nosisz na swym cudnym łonie me serce dobitnie płonie
-
dokąd zmierza świat zbłądzony kuluarów i wapiennych wzgórz toż to sztos tych wróżb zbłądzonych rozprzestrzenia się z granitem fal i mórz zwiędłych myśli i padołów spocznie pierś na czyimś łonie twa braterska siła płonie złączy w jedną myśl te dłonie tu bez zdrajców i bez kar mocne pięści swych potomków wielu ludzi co tuś miał powrzucali do tych worków dotknij nieba dotknij siebie ołowiane dźwięki tudzież ścielą to armatni piętrzy kurz co w niebie co wojenni to widzieli glebą złote sidła złotych ciał na wojenkę szli niemrawą poszli w kłody cierpkich pał po rozstaniach w noc kulawą niech ich nie chce nawet sąd nośne ciała błotem prysły od strumieni trupów wyszedł błąd w końcu do wolności przyszły jeszcze tylko jeden ruch dzieli ich od zwyciężenia na rozdrożu srogich wzgórz mieści się ich siła kat marzenia bo kadzidło tylko świeci w noc zbawienną opieszałą dla walecznych sobie biedzi w chwilę spocznie siłą tą wytrwałą pańska myśl jest na rozstaju woła o pomstę do nieba zakazane jak to w baju wszystko się w myśl onieśmiela nie chciej ryczeć nie chciej płakać żądło skarbu smród wydziela bardzo wątło jest tu wracać szukać ciebie co niedziela bo nadzieja jest ostatnia miłość nie chce wierzyć w cierń który miażdży poniewiera nocną twarz co rodzi pień
-
2
-
miłość jest odblaskiem naszej czułości darem nieba dla swej wdzięczności jest poebą spadających gwiazd nieboskłonem, który ciągle raczy nas miłość jest lekarstwem do wszystkiego ozdobą światła dla życia lepszego jest podaną na dłoni szlachetnością więcej nadprzyrodzoną okazałością miłość daje duże życiowe skrzydła aby się nigdy nikomu nie zbrzydła daje poczucie wielkiej obecności dlatego umacnia się w swej zwięzłości miłość nigdy nie zawiedzie choćby była w dużej życia biedzie miłość się zawsze sama obroni tylko do siebie trzeba ją omieszkać niczym do dłoni szczera miłość nie trzyma nas na smyczy nie ma, że się z nami policzy ona wszystko zrozumie, przeczeka ubarwia jedynie człowieka największym dla nas spełnieniem jest miłować z własnym marzeniem to dwie siły się umacniające świecące niczym pieszczotliwe słońce ....[gdzie słowem wspomniane miłości wtrącają się z bezduszności to miłość zaczyna kamienieć tracąc swój blask i rumieniec gdzie miłość godzi w bliźniego zło zamiast radość szerzy się jego bo nie ma już słusznej racji bytu i miłosiernej demokracji] dlatego miłość trzeba pielęgnować jak lazur i złoto ciągle próbować ona otwiera wszystkie drzwi na oścież podnosi do góry zaspany kołnierz kochaj jak tylko już możesz tym sobie na pewno pomożesz opieka obopólna w miłości jest najlepsza każdy na nią dlatego ciągle czeka więc życzę ci tego abyś ją miał abyś nad wyraz kogoś kochał abyś się spełnił w tej miłości i nigdy nie miał jej w rozwiązłości i życzę ci abyś się spełniał miłość co dziennie siłą napełniał aby troszczyła się o ciebie jak Bóg w niebie
-
bławatek chce śmiać się dorzecznie tu dźwięcznie tu tudzież grzecznie a kaczeńce nie chcą się kłaniać tu miłość się musi doganiać bratek zaś kocha się zawzięcie do rąk oczywiście pnięciem a Lilie są słodkie niczym miód ożywcze jak to cud jeszcze te Konwalie chcą sobie śpiewać miałczeć i ciepłem dogrzewać jeszcze i róże wołają się na wskroś chcą sobie pachnieć dostrzegać niby coś a Tulipany nie chcą tej nagany za swój byt wybrany zaś Krokusy są złotem przykryte swym żółtym bytem a ten pan co złapał Jelenia szuka kwiatów od korzenia szuka miłości i radości aby się w cieple nosić z wdzięczności bo rodzi się moc dojrzewania taka to ludzka słoneczna mania bo rodzi się duża cierpka moc miłosna jak stokroć z stu proc i jeszcze stokrotka onieśmiela płatkiem zboża się wybiela jeszcze jej futerko zakochało wielki uśmiech darowało
-
2
-
jak kwiat Orchidei który nie więdnie bo czuje cud boskości tak ptak Słowiański leci obłędnie w swej doskonałości jak liść brzozy co spocznie na swym nocnym wersalu tak drzewo radości popłynie do wiosennego balu gdy tęcza zahaczy o pojezierza na Mazurach zabłyśnie swym promieniem o zboża w nizinnych Wzgórzach jak wiatr co pędzi z wielką ochotą porywczości tak świat zabarwia się z poranną kawą swej skłonności gdzie schody idą do swoich pól na piedestale tych malowniczych wiślanych gór co płoną stale tak łuna co w gwiazdy wleci już jest na swym niebie obłoki nam światłem świecą dotykają jedynie siebie ....[ciepłem stroń matczyna zaraza owianych tajemnicą to wieczna zmaza bo drętwy zgiełk otacza się w niechcianych chmurach a stronniczy śpiew zatacza w murach wielkie to pastwiska w urodzajnym lecie gdy wiara i miłość się dobrze wiedzie wielkie to śpiewy akwarelowe gdy pańskim słowem wystaje w mowę] jak słońce co gorzką łzą zapłacze ten świat plącze się niebiańskim chlebem ja go haczę jak złota rybka co słono słodko lubi zatańczyć a mama swe dziecię chce aby sobie niańczyć jak parasolem otwieram swe ludzkie wrota do drzwi które wypowiem brzmi sobie ta słota jak dach nad drzewem koroną się to czai kocham te łąki co wolno o sarnę odwiedza swój gaj
-
gdy gra muzyka i wszystko się zapieka organy chcą wyrzucić z siebie grząską toń płaszcz z swetrem się ciągle biadą zwleka dopływa do szerokich ulicznych pustynnych dłoń ta era znienacka się zapiera piszczy dnem z własnego musu co to przez ego cholera już mnie wielce tak poniewiera do serca złote liście się tną co to jest w lewo wydają góry purpurowe brzmienie i ołowianym losem tną swe wyżyny waleczność się ze sobą rwie po niczyim lesie stukając jak armata w te ciągłe miny ukrywa się szturmem los sponiewieranych chwalebna cisza napaja smutkiem swój gniew bożyszczem jest już ten typ rozeznany promieni gdy głuchy skamieniały niczyi latarni śpiew pokrywa bałwochwalna zamienia się w rytm dociera do granic swych pustych możliwości pantera zabiera swoją jasną zgubę w tonącą myśl uwiera skąpymi baletami z uścisłości gdzie grzmi struktura i pada się w woń Chimera obumiera w swej litej naturze a serce dotyka swą miłą do zera skroń wszystko zakrywa płaszcz w swej dzikiej chmurze dlatego walcz mieczem o stół i o gwóźdź aby radosnym to słonko powlekało za bardzo się burzy ten mocny ruszt co spocznie jedynie stęchliźnie zabrało i wiara nadzieja i miłość chce dotykać anielskiego roztropnego człowieka bo rozkosz za bardzo się budzi tłem zaczyna powoli dotykać się nocna powieka
-
2
-
gdy życie nie chce cię wyrozpieszczać stań oko w oko z tym co ma do powiedzenia to nowa szansa nowa twarz która się w wzgardliwie jedynie zmienia gdy życie nie chce ci dać prezentu a ty ciągle tak stajesz na głowie bądź silnym jak z diamentu i powtarzaj jestem coś wart to ciągle sobie bo gdy życie nie zechce cię umilić oddaj się chwili aby nosiła cię na piedestale z gwiazd i chwale a gdy życia zacznie ci brakować nie tylko pracą czuj to co pielęgnować bo te chwile odpoczywane są najbardziej potrzebnie postrzegane
-
1
-
żyj abyś w świetle swoim tkwij
DawidMotyka opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
mam dla ciebie kilka nowych rad abyś dobre życie wiódł i zgadł żyj bez recepty i dla przyjemności abyś wiele dobrego wnosił i się nigdy nie złościł żyj jak ci marsza kiszki głodne zaśpiewają ażeby wszyscy od ciebie w końcu to lepiej się mają żyj aby każdy jak cudowny był to dzień nowy zdobywany od serca do cierpliwej głowy żyj aby każda chwila była już a tylko wyjątkowa czuj się silniejszy jak ta ludzka zawiść i odmowa żyj aby nowy dzień nie był niczym zmarnowany abyś był dalej w swym celu mocno znany żyj aby praca ciebie na rękach ponosiła i nakarmiła dawaj z siebie więc wszystko aby w ciebie ludzkość wierzyła żyj jak potrafisz najładniej i najtrafniej noś się zawsze do swego celu aby zgrabniej żyj aby spełnienie było zawsze jako oczywiste napełniaj więc torfem te donice aby kwiaty rosły błyszne bo każdy dzień jest nowym przykładem jak zdobyć świat z namacalnie wyczekanym układem bo każdy dzień jest nową ulubioną szansą rzucaj więc kościami do gry i bądź z nową planszą bo każdy dzień zanosi nas o wytrwałość i wiarę nie lubi mieć żadnej katastrofy ani nic za karę bo każdy dzień staje się jakby kolejną nowinką czy to z plotkami czy z sensacją nie będziesz z złą minką staraj się więc spełniać ku możliwie swemu abyś bez błądzenia żył już jak i ku bliźniemu zawsze masz moc i nową siłę na wytężone najlepsze wygrywaj więc jak pyszne danie i sól z pieprzem