Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

bogumiłjoachim

Użytkownicy
  • Postów

    6
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez bogumiłjoachim

  1. Cierpkolepkie dłonie karmią mnie kwaśnym karmazynem karmazyn roztapia się w mym wnętrzu i śni o jutrze dłonie rozrywają nabrzmiałe tkanki pestki pękają pod naciskiem zębów dłonie dezintegrują przejrzystość myśli oczy umykają przed światłem ogni gęstwina słów rozbija pozory jesteśmy związani owocem Hadesu w płynącym tańcu ust rozgryzając skórę spijając sok i chłonąc smak dotyku dłonie karmią nas zachwytem
  2. Obudziły się znów piękne utopijne jeszcze do wczoraj mogą takie być to co umiem wykradam myślom podkładam płomień i uciekam mają teraz osmolone twarze zmęczone pot spływa bruzdami stoję z nimi w wietrznym polu trawa wokół naszych stóp na wpół tylko żywa płaszcze nam sięgają do kolan włosy się plączą chmury wzajemnie się zaganiają i szargają a więc stoję patrzę na te teraz zasmolone i zmęczone patrzę bez słowa one też bez słowa myślą nie myślą odchodzę kawałek kładę się — teraz patrzę w niebo zasypiam w wyschniętych falach błogosławiony przez ciche grzmoty prześwitującego słońca tamte dwie przewiało
  3. @Dariusz Sokołowski Dziękuję, także pozdrawiam!
  4. @Alicja_Wysocka Wszystko, które jest nad naszymi głowami, bo gdzie by się nie skierować – zawsze gdzieś coś będzie. Z drugiej strony, jednak wszystko to nic, bo nic nie ma żadnego znaczenia. Patrząc w rozgwieżdżone niebo uświadamiasz sobie, że masz wokół siebie cały, zachwycający wszechświat. Jednocześnie, zupełny bezsens, bezcelowość i pustkę. Konstelacje zachwycają i nie dają żadnych odpowiedzi. Tylko beztrosko migoczą, uświadamiając dobitnie ziemską małostkowość. A potem jeszcze sobie myślisz, że ten nocny seans dla nas dostępny to i tak tylko gwiazdy Drogi Mlecznej, najbliżsi kosmiczni sąsiedzi, a mimo to tak odlegli i mistyczni. Podglądając je w bezchmurną noc intensywnie czuję się fragmentem i wszystkiego, i niczego. @Dariusz Sokołowski Zaszczytne porównania, dziękuję bardzo :)
  5. zatrudniono mnie w koszarach gwiazd otulono moją duszę wilgłym mięsem i zamknięto w gorzkiej pulsującej tkance później już zaledwie połknąłem napompowane wnętrzności ugrzązłem w zbrukanych kościach zaplątałem oddech w wykrzywione żebra i z krwią pobiegłem szeptałem bełkotałem odmęty odrywałem giętkie paznokcie toksyny witałem z serdecznością pozwalałem słońcu spalać mi oczy wgryzałem się w gruszki aż do szczątek tańczyłem w pokołtunionych pasmach uciekałem zakrętami ku zapomnieniu i nawet kochałem trochę lecz ciągle miałem tylko tę skórę nieszczęsną patrzyłem też w górę gdzie chociaż nie było niczego szyderczo śmiało się stamtąd wszystko
  6. Ślimaki Cię pożrą zniwelują Ślimaki Was pożrą zniwelują proszę Pana zostanie z Was Towarzyszu tylko ślimaczy popiół obślizgły uciekający z dłoni Pańskie usta – nową muszlą tym czym dworzec dla bezdomnych Najczcigodniejsi możni Nadchodzi czas na ostatni zaszczytny ukłon przed dostąpieniem obrzydłości Nie martw się Ślimaki przetrwają uknują sieci w Pańskiej wątrobie skuszą się na słodkie soki by kolejne ślimacze pokolenia niosły w Wszechświat pamięć o Panu Niechaj Pan śni spokojnie Ślimaki przetrwają opowiedzą o Pańskich dokonaniach gdy w roku wykraczającym poza mierne pomiary ludzkie przybędą tutaj ślimaki kosmiczne opowiedzą i w żałości tego naszego kamyka kawałka lodu i lawy ślimaki będą się toczyć dalej
×
×
  • Dodaj nową pozycję...