Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

w0lfy77

Użytkownicy
  • Postów

    7
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez w0lfy77

  1. Zmierzyłem bezkres oceanu Ja tułacz, ja wygnaniec Nieprzyjaciel, nietrwałego Edenu Całuję ziemię ojczystą, Choć ją przeklnąłem, rzekomo nieczystą…. Ja tułacz, ja wygnaniec wieczny Moja przystań z tego samego prochu Ulotna jak to ciało Więc, czy gdyby w proch wreszcie się przemieniło…. Czy ten tułacz, ten wygnaniec Zamknął na raz spokojnie w szkatułce czystego Eteru! Gdyby tylko tak się stało…. Ale inną mi dało fatum Mojrę Czy też długa jej nić? Czy krótka zatem? Nie odgadnę tego zawczasu, drżę jeszcze przed grobem! Bogowie! Głupi tułacz i wygnaniec, Więc padnę na kolana wam! Splotłem dawno białe ręce Zmierzyłem bezkres oceanu Ja tułacz, ja wygnaniec Nieprzyjaciel, nietrwałego Edenu Błagałem o pomyślną nić dla tej prządki By mi plotła same cuda, I wtedy gdy się niebo z chmurami ciemne rozszalało Bure, mocną łzą o szybę uderzało Ja tułacz, ja wygnaniec Wieczny nieprzyjaciel nietrwałego Edenu Tedy czułem twą opatrzność! I wiedziałem, i wiedziało moje głupie serce! Gdy się niebo rozszalało… złapałem was za ręce, Bogowie A w te wiosnę ptaki latały nisko, samoloty latały nisko, nuciłem tę samą tkliwą piosnkę O, Bogowie! Rąk wam jeszcze nie składam do grobu, Ani nóg, ani serca nie dam wam jeszcze w aloesowy liść! Tylko nucę, nucę i nucę Patrzę na niebo szukam - znak Jeżeli powiesz, że tak… To tak! Ja wieczny tułacz Wieczny wygnaniec Nie puściłem waszych rąk W głowie mam tą samą piosnkę Z dokładnością szła ona tak… Zmierzyłem bezkres oceanu Ja tułacz, ja wygnaniec Nieprzyjaciel, nietrwałego Edenu
  2. O smutnych pustych łąkach pisałem Co mje w sercu najgorszego bolało, słowom dać znałem Nie uleczyły mnie w tej formie Ale się stały zupełnie trwałe Trwalsze niż ten pomnik ze spiżu…. O te wyrzeczenia słabe, gorącego serca bole! Romantycznego porywu wiatry Szumiały sobie wspaniale Jak płacz za utęsknioną ojczyzną Jak płacz za wielką chwałą, dawną…. Słodkie tchnienia młodego rozumu Mje porwały i otuliły całkiem W przyjemnym całunie Poecie młodym, przeto wolno pisać Cokolwiek by jego fantazje przyniosły! Dekadenckie marazmy, przeto równą chwałą Jak te pieśni pobożne Polak poeta, tragik, dramaturg, komediant! Polak w całej barwie pawich piór Jeno nie znam innego, Bardziej bajecznie kolorowego
  3. Żeby tylko wszyscy mnie szczerze nienawidzili! O tak, uważaj mnie za bezwartościowego i nawet niech ci przez myśl na ułamek sekundy nie przejdzie martwienie się o mnie, bo nawet jeśli, nic i tak nie będzie mnie interesować bardziej niż mój własny interes i nieuprzątana głowa O zakochać się szaleńczo! Kto by nie chciał tych wzlotów serca…. Lecz tylko kiedy są fantazją, Nie ranią tej kruchej duszy człowieka Przyjaźń, Relacja warta czasu,starań i pieniądza… I co po tym? Spróbuj użyć złamanego słowa, to i przyjaciel rozpłynie się szybciej niż zdążysz musnąć przeprosiny Więc, co? Jedynie nadzieja… Tak, matka głupich Co mnie trzyma, Że, może spokój tej chorej głowy Będzie w najlżejszej samotności, A teraz burza I marzeń wiele I jedno tak pospolite jak dla wszystkich śmiertelnych Chętnie utonąłbym w bogactwie, tego materialnego świata, Nie zważając na głody i bóle innych O tak! Niech mnie wszyscy nienawidzą! I odejdą, i nawet się przez chwilę nie obejrzą! Błagam! Czy w moich żądaniach nie jestem wystarczającą odrazą? Jestem samolubny, Lecz nie każe nikomu… Ażeby jakkolwiek musiał się ze mną dręczyć, Więc niech odejdą! Bo narazie tylko jakieś głupstwo ich tu trzyma, i to z pewnością ulotne
  4. @tie-break Tak prawdę mówiąc jest to parafraza słów Fausta „Zaznam w sobie, w jestestwie swoim się docierpię […] O jestestwo ludzkości mnożąc swe jestestwo, Aż, jak ona, obrócę się wreszcie w nicestwo.” Przekładu A. Pomorskiego, temu też tytuł to Faustus. Oczywiście można przede wszystkim mówić o osobistych odczuciach podmiotu w wierszu, dualność uczuć człowieka, ale Faust to również symbol całej ludzkości i w tym kontekście odpowiedź na pytanie „po co tu jesteśmy? czemu cierpimy?”
  5. Lubię to miejsce, mógłbym kłamać Chciałem uciec, nie uciekam Chciałem w końcu zmrużyć oczy w daleki sen…. Marzyłem, żeby nie zaznać poranku I snułem plany na kolejne dni Przysięgałem - jestem zmęczony I nadal jak głupek grałem! Tę rolę co, Sprawia, że ciągle sobie mówię Jestem słaby! Mogę więcej! Mówię, że ciąży mi to fizyczne ciało…. Więc chętnie czekam gdy w nocy czuję przeokropny głód A każdego ranka maluję inną twarz Mówię że nienawidzę…. Ale kocham! I docierpię się w swoim jestestwie By na końcu wreszcie obrócić się w nicestwie
  6. Melancholija lilija zakwitła w twoim pogrodzie Zawija i zwija się na twoim pochodzie Spojjrzyje i na twarzyji twe blizny powiłe Ach i zapach! zgnilizny - je Lilije zepsute w twoim pogrodzie…. I tylko jedno jest remedjum Pochłonąć chwasta, nie lilije, co ci daje Melancholije….
  7. Odwiedził mnie ranny deszcz, by zmyć i zgnić świata tego ból, lecz ah On wstrętny jest Nie odwiedzi słońce mnie puszyste w pokoju zaciemnionym, lecz ah Ono tak wstrętne jest parzy i naznacza mnie, piętnuje Odwiedziło mnie tysiąc ciemnych chmur, by snuć i pruć moje przebrzydłe słowa, lecz ah One wstrętne są! Odwiedziło mnie kolorów siedem, a niebo było tak czyste… Odbijało, purpurowo-niebieskie, i witało mnie…mgliście, a pal to sześć! Co tu dłużej pleść? Nie odwiedzi nikt mnie, więc odetchnę Oni wszyscy ah, wstrętni są… Nawiedził mnie przeokropny sen, by wstać i znów budzić się, w tym samym śnie. …………………………. I przyszłaś ty, Zmazałaś fizyczność w fizycznej formie Stałaś się moim największym snem, marzeniem, czystym jakże niewinnym pięknym pragnieniem, aniele…! wciąż na jawie Jestem błaznem! w mrok pójdę mojej przyciepłej jaskini Nie wstanę, póki nie wyrwie mnie ostatni ….. raz Bedę błaznem choćbym się zarzekała, będę wciąż …. Błaznem? Ucieknę stąd w moje marzenia Głupie serce, obyś wygrało!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...