U stóp twoich, ziemio obiecana
kładę się dzisiaj w deszczowych chmurach
przyjmij me ciało, tam skąd powstało
ziemio religii, natury, rozumu
Przyjmij też ducha w ogrodu krainy
gdzie chylą się liście oliwy, daktyli
Uderz w mą duszę! Uderz w me ciało!
oczyść w krwi swojej, ożyw w swym ogniu
niech się odrodzę jak feniks z popiołu!
Ptaki niebios niech cię koronują
w goździki i róże
w chabry i maki
gronostaj z mchu załóż i purpurę z bratków
niech fiołek ci pachnie a szałwia zieleni
obmyj się z nami w słonecznych obłokach
niech niebo mi tłem dla twej zieleni!
Lecz czemuś znów bledniesz?
Lecz gdzie twe kolory?
Cóż jarzębina na szyi twej czyni?
Gdzie sykomory? I lipiec prawdziwy?
ty znów się kładziesz do snów gotowa
i w całun jak baranek biały zakładasz
poddani twoi są martwi wraz z tobą
by wrócić mogli gdy znów będą z tobą.