Jest już po zmroku, gdy wychodzę z domu
Robię tak by nie dać się zobaczyć nikomu
Dotrzymuję kroku powoli dążąc do zgonu
Nie wiem czy w stanie jestem sam sobie pomóc
Łatwiej jest polegnąć niż na kimś polegać
Dlatego znów wybiegam, daleko, między drzewa
Tam odnajduje spokój bo nic mi go innego nie da
A za odrobinę szczęścia nie dam własnej duszy sprzedać
Choćbym oddał chyba wszystko żeby poczuć w końcu szczęście
Poczuć miłość, satysfakcję, nie tkwić ciągle w tej udręce
Oddać serce, złączyć ręce i pisać szczęśliwsze wiersze
Ale jestem tu gdzie jestem, tylko ja i pusta przestrzeń
Nie wiem czy żyć jeszcze z nadzieją na lepsze jutro
Moje myśli wciąż się chwieją czy się nie poddać mym smutkom
Czy wątpliwości rozwieją chwile zakraplane wódką?
A me demony się śmieją, wiedzą że życie jest trutką