Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Anonim_z_berlina

Użytkownicy
  • Postów

    12
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Anonim_z_berlina

  1. W drewnianej klatce, pod cieniem drzew, ptak śpiewał pieśń, co nie miała słów. Skrzydła złożone, niemal zapomniane, wciąż drżały w rytmie dawno przebrzmiałych snów. Blask słońca wpadał przez kraty złote, rzucając cienie jak pajęcze sieci. Każdy promień – przypomnienie lotu, każdy dzień – więzieniem bez ucieczki. Marzył o niebie, gdzie wiatr unosi, o wolnym błękicie, co nie zna dna, lecz skrzydła skurczone nie znały mocy, a pieśń w gardle zmieniła się w łza. „Otwórzcie klatkę” – chciał krzyknąć światu, lecz głos zamilkł w gęstwinie liści. I tak trwał w ciszy, na skraju zmroku, pragnąc wolności, choć w niej mógłby zginąć. Aż pewnej nocy, gdy księżyc zbladł, i cisza pożarła ostatni śpiew, klatka uchyliła swe drewniane wrota, lecz ptaka w niej już nie było – tylko cień. Świt zastał klatkę pustą, jak wieko, które zamknęło w sobie ostatni sen. A wiatr poniósł pióro ku dalekim wzgórzom, gdzie niebo dotyka nieistnienia tłem.
  2. Samotność na balkonie, zimny wiatr, Papieros gaśnie – czy zgaśnie też świat? Pustka mnie trawi, wciąga mnie mrok, Czy znajdę siłę, by zrobić ten krok? Zamknięty w sobie, na balkonie stoję, Styczeń mnie dusi, chłód przenika skroń. Papieros w dłoni jak płomień nadziei, Gaśnie – jak ja – w mroźnej zawiei. Syn w pokoju – widzi, choć milczy, Czy się nie boi? Czy lęk go ćwiczy? Patrzy na ojca – na martwe spojrzenie, Czuje tę pustkę, czuje cierpienie. Nie jem i nie śpię, a karmi mnie mrok, Już nawet kreska nie podnosi mnie stąd. Życia balans to linia, do śmierci krok, Jak to kusi, ten spokój – może zrobię to. Samotność na balkonie, zimny wiatr, Papieros gaśnie – czy zgaśnie też świat? Pustka mnie trawi, wciąga mnie mrok, Czy znajdę siłę, by zrobić ten krok? Butelka na stole – znów kusi mnie z bliska, Cisza jak nóż – tnie myśli z nazwiska. Rachunki jak kule, wbite w mój dzień, Nie mogę uciec, choć błagam o cień. Pieniądze się kończą, do pracy nie chodzę, Przyszłość mnie ściska, to śmierci zimne dłonie. Wiem, że tracę grunt, rozpacz mnie chłonie, Co z tego? I tak każdy już zapomniał o mnie. Później chociaż zapal znicz na tablicy nagrobnej, W twarz mi już nie spojrzysz, ale może będziesz spać spokojniej. Nie skrócę tego piekła na ziemi, na życie się nie targnę, Ale nie mam już nadziei – powoli gasnę. Nie będę tchórzem, za bardzo synka kocham, Dlatego mokrą twarz każdej nocy w poduszkę chowam. Ja i tak już umarłem, tak tylko dodam, Wycierpię ile muszę, a później skonam. Samotność na balkonie, zimny wiatr, Papieros gaśnie – czy zgaśnie też świat? Pustka mnie trawi, wciąga mnie mrok, Czy znajdę siłę, by zrobić ten krok? Gdy dym się rozwiewa, zostaje ta pustka, Życie to gra – przegrana za krótka. Czy mogłem coś zmienić, cofnąć ten czas? Czy to ja zbudowałem ten martwy świat?
  3. Co zrobić, gdy się pogubiłem? Gdy ból rozdziera mnie na pół, a myśli krążą w ciemnej ciszy, jakbym gubił w sobie grunt. Nie umiem już wstać, a każdy poranek jest ciężarem. Jedzenie nie ma smaku, łzy są gorzkie, aż bolą. Serce tłucze się w klatce, wina ściska je jak imadło. To ja, tylko ja – nikt mi nie kazał tego zrobić. Czuję, jak zimno mnie ogarnia, chcę zniknąć przed światem, chcę się schować, zapomnieć o wszystkim. I choć wiem, że muszę walczyć, szukam w sobie choćby iskry, odrobiny siły, by to poczuć, by uwierzyć, że dam radę. Bo Franek. Bo Ty. Bo gdzieś tam w tej ciszy czeka coś więcej niż pustka. Szukam siebie. Szukam siły. Ale czy jest jeszcze nadzieja?
  4. Nie spodziewałem się takiego odbioru, wiele to dla mnie znaczy, dziękuję
  5. I tak już nie śpię od wczoraj, A dzisiaj już nie istnieje, Strasznie się tego bałem, Moje przeczucie, Ty wiedziałaś, Tym razem nadzieji nie było, Jeszcze rok temu nie mogłem się doczekać, Czy trafiłem z prezentem? Myślałem. Na dzisiaj już go niestety nie potrzebuję, Samotność, znaczenie słowa przecież znamy, Dzisiaj przeżywam, i w bólu tak naprawdę, Czuję, a wolałbym tylko znać definicję, Inaczej teraz, skarbie, wszystko wygląda, Nawet ten ołtarz przy którym Cię poślubiłem, Ironio, przed chwilą Cię przy nim pożegnałem, Czy mogę choć na chwilę poczuć Twoją dłoń w mojej? Śniąc może się uda, nie proszę przecież o tak wiele, Nie pocałuje Cię, a to przecież rocznica, Chociaż raz tak jak wtedy co wyszliśmy z kościoła, pamiętasz? Nie mogliśmy się w tedy tego pocałunku doczekać, Siostra prawie nie zdążyła sypnąć kwiatami, Dała radę, to był długi pocałunek, Dwunasty raz byśmy to dzisiaj świętowali, a mogę chociaż w rękę? I jak mam od dzisiaj nazywać ten dzień? Nierocznica, może tak to będzie, Kocham Cię i wtedy też to wiedziałaś, Tyle lat minęło, ale patrząc Ci w oczy już tego nie powiem, Jak w to uwierzyć, ani nie spojrzę, ani nawet nie mogę ust do Ciebie otworzyć, To był piękny dzień, chyba najlepszy, A dzisiaj to już tylko obrazy w pamięci, O tym będę pamiętał, obiecuję Tak Ci kobieto z całego serca dziękuję, Ta karczma przez której próg Cię wniosłem, Te zwiędnięte kwiaty za nami, gerbery, Ale byłaś zła, Jakby to było dziś, możemy jeszcze raz? Usiądź na tym krześle, a ja podejdę z różą, Rękawiczki, razem ten utwór wybraliśmy, Zapytaj tam na górze, a może się uda chociaż ten taniec? Nie żałuję nawet jednej chwili, Było cudownie, te wszystkie nasze wspólne lata, Ale dlaczego tak jakbym tylko mrugnął, tak szybko, Przecież to była tylko chwila, to za krótko dla mnie, Ja nadal pragnę Cię i brakuje mi już tych rocznic, A to dopiero pierwsza której nie ma, Kurwa mać, przepraszam, już nie przeklinam, Może chociaż awantura? Tęsknię za tym wszystkim, za Tobą, za Twoimi humorami i uśmiechem też, Dwanaście lat za mało, nawet przy wieczności zawsze bym to powiedział: jeszcze, Zostały mi już tylko łzy i ból, ale powtórkę bym poprosił. Nawet z tym samym zakończeniem, Basiu, wszystkiego najlepszego w naszą pierwszą nierocznicę.
  6. Nie mogę pójść sam do skrzynki na listy sprawdzić czy coś jest w środku, bo boi się że nie wrócę. Syn bardzo rzadko widzi u mnie łzy. Od śmierci żony jakieś 3-4 razy. Kocham go i ja naprawdę daje radę codziennie wstać i wszystko sam robić. Potrafię się uśmiechać o żyć do przodu. Jedyny mankament jest taki, ze ten uśmiech nie jest prawdziwy. Wszyscy na około mówią, że jestem niesamowity. Każdy inny by się poddał. Wiem, że jak się poddam to będzie gorzej. Człowiek nigdy nie może się poddać, jeśli myślisz że nie może być gorzej to się strasznie mylisz. Może człowieka spotkać naprawdę dużo, ale zawsze może być gorzej, dlatego zawsze trzeba walczyć i to robię. Ale psychiki to już nie mam.
  7. Czas pustki nie uleczy, nie pogodzę się z tym nigdy, może nauczę się z tym żyć. Życie ogólnie rzuca mi kłody pod nogi, w grudniu zamordowano mi mamę, a 23.05 zmarła mi żona po długiej walce z chorobą. dobrze że ten syn jest, który to mnie podnosi do góry, a ma tylko 6 lat. Jestem z niego dumny. Inaczej bym się poddał. Moja psychika leży, jeśli można wogole to jeszcze nazwać w taki sposób. psycholog nie jest mi wstanie pomóc, wiem bo byłem u dwóch, szkoda gadać. mimo wszystko wstaje codziennie i walczę sam ze sobą o lepsze jutro.
  8. Czytając, aż mnie zakuło. I odważę się napisać, że zrozumie w 100% tylko taka osoba, która kogoś bliskiego straciła. Tego bólu nie da do końca się przelać na papier. Nie znam się na pisaniu, czy na tych wszystkich regułach i zasadach jak to się robi. Nigdy nie zwracałem na to uwagi. Zdarzyło mi się coś napisać, ale mi zależało zawsze tylko na tym, żebym ja to czuł i rozumiał. ale Twój wiersz wbije mi się w pamięć, pozwolę sobie go zapisać w telefonie, czasem do niego wrócę.
  9. Basiu, Czy słyszysz mój szept? Gdzieś w tym codziennym chaosie, wśród tych wszystkich cichych nocy? Wierzę, że tak, choć już nie widzę tego świata tak jak dawniej, jest inaczej, Czy pamiętasz, jaki jutro dzień? Co zaszło dwanaście lat temu, gdy niebo uśmiechnęło się jak Cię zobaczyło? Wiem, że pamiętasz, wszyscy pamiętają Byliśmy wtedy jak dwie krople rosy, które zaraz się połączą, Cały tydzień padało, lecz wtedy słońce przegoniło chmury, jakby ktoś nam wtedy pomógł, nie? To byli oni, Ci wszyscy, którzy odeszli przedwcześnie, tak jak niedawno Ty, Teraz przeglądam wspomnienia, stary film, Łzy nie pomagają, Byłaś jak księżyc w pełni, w bieli, a Twój uśmiech zdominował ten dzień, Wiedziałaś, że mięknę pod jego dotykiem, Czy pamiętasz, jak drżały nasze serca? Jak szliśmy razem do ołtarza, te splątane dłonie, Pewność, że chcemy kroczyć wspólną ścieżką, była naszym kompasem, siłą, wiarą, wszystkim, Dwanaście lat słońca i burz, Chmury przechodziły razem z chłodem, a potem słońce znowu ogrzewało nas, było tak miło, ciepło, wspaniale, Walczyliśmy codziennie jakbyśmy ciągle szli pod wiatr, Nigdy nie puszczając dłoni, zawsze razem, strzegąc się wzajemnie przed innymi, nie chcących nas, zazdrosnymi, Przed wszystkim co chciało wejść do naszego świata, Tam było miejsca tylko dla nas, Wiem, że nie mogę zapomnieć o tym małym chłopczyku, którego mi podarowałaś, Widzę ile Ciebie jest w nim, ten uśmiech, Ta troska, jak przychodzi ocierać mi mokre policzki, Ta siła, ile on w sobie jej ma, To cała Ty, Walczyłaś do końca, Tęsknię, Jutro jest ten dzień, Ale Ty wiesz, Zawsze pamiętałaś, Pierwszy raz w ciszy, Już dziś w środku pustka, wyrwa, przepaść, Ból ciągle rozrywa serce na tysiąc małych iskier, Ale wiedz, że je zbiorę wszystkie, Muszę, Choć przygniata mnie myśl, że jutro nie będzie już naszą rocznicą, Już nigdy więcej, zaciska gardło, A jeszcze nie podniosłem się z upadku po Twoim odejściu, Ale próbuję, walczę, nie gasnę, Widzisz? Iskra jeszcze się tli, a ona trzyma ją mocno, Może poskłada moje rozbite serce, Tak myślę, trzymaj kciuki, Tęsknię, Wołam, Płaczę, Krzyczę Wciąż kocham, I nigdy nie zapomnę.
  10. Spotkałem Cię, dlaczego? To był ślepy los? My nie planowalismy tego. Żeby zmienić nasze życia? Z tego monotonnego? Tak? Ale dlaczego? Zapomnienie? Nie. W. Ty piekna i prawdziwa. A ja i moja dusza taka zła i pogardliwa. Sam sobie na to zasłużyłem. Wiem. Ale dlaczego? Dlaczego darzę Cię uczuciem? a nie powinienem Mam złamać tamtej serce? Sam już kurwa nie wiem A teraz duszę się jebanym tlenem. Czuję sie winny. Miałaś być tylko przyjacielem. Ale co ja mogę? Jak serce jest rozdarte miedzy piekłem, a niebem. Jestem sam i nie oddycham. Kurwa. Bez Ciebie nie chodzę, a utykam. Trzeba w koncu wybrać Ja tak nie mogę. Zdycham.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...