
Trzygracje_
Użytkownicy-
Postów
13 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Trzygracje_
-
Zanim mrok mnie znuży snem Muszę ci powiedzieć coś Nim zapomnę tamte dnie Wszystkie zdjęcia, jasny wzrok Wiesz, tak chciałam móc dać znać Że gdy kryłeś swoje łzy Przez te lata, tyle lat Też kochałam, co tu kryć Dziś, przepraszam bardzo cię Że nie mogłam zrobić nic Dać ci szczęścia, nawet śmiech On też nie wychodził mi Wiesz, życzenie jedno mam Żebyś znalazł w drodze swej Szczęścia chociaż mały gram Jedną żonę, może dwie Cóż, czasami tęsknię znów Los nas rzucił nie wiem gdzie Piszę list ten, chociaż kurz Zniszczy go w szuflady dnie
-
W jakim cię miejscu znajdę tym razem? Na czyjej świata mapie? Czy każesz zejść mi omdlałym krokiem W piekło złożone z pragnień? Czy muszę nagle oczy odwrócić? Moje łzą zacienione Proszę, pamiętaj, że są zielone Tyle ich mieszka w tobie Czy każesz czekać, wtopić się w nicość? Nigdzie mi się nie spieszy Mogę cię szukać w pustym mieszkaniu Mogę zasnąć na wieki
-
Kiedy się w ciebie zaplączę
Trzygracje_ opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Kiedy się w ciebie zaplączę Od stóp twych do szczytu włosów To nie odplątuj mnie, zostaw Na pastwę naszego losu Kiedy się przejrzę w źrenicach I zgubię w błękicie serce To z każdym twoim mrugnięciem Bić będzie szybciej i więcej I jeśli kiedyś się zdarzy Że nas oplecie traw zieleń To w zbłądzeniu w rąk gęstwinie Odnajdziemy samych siebie A kiedy w długiej rozłące W pamięci moją twarz schowasz Zrozumiesz kiedy się przyśnię Że trwać możemy bez słowa Więc milczmy, cisza wystarczy Choć czasem otulaj śpiewem Niech głos twój płynie przeze mnie Ile piosenek przed nami? Nie wiem- 4 odpowiedzi
-
12
-
Próżno dłoń wyciągać w przestrzeń całkiem pustą W której się nie świeci błękit oczu twoich Tam gdzie się nie iskrzy płomień zapalniczki I żaden papieros nie drży w kruchej dłoni Próżno szukać w dali czerwieni uśmiechu Gdzie bezsens znalazła warga rozpalona Która kiedyś sama do mych ust się rwała Próżno wyrwać serce zanim samo skona
-
Słońce chowa się w gałęzie Już na drzewie słowik drży Już wiatr tańczy z motylami Rozlewając wina łzy Czerwień skrzy się późnych malin W trawie śpiewa polny świerszcz Nim dokończy swą piosenkę Złapie nas srebrzysty deszcz W twoich ustach schowam lato Zanim jesień zrobi krok Pod powieką cię ukryję Kiedy dzień spowije mrok A gdy zima nam zawiesi Nad głowami lekki puch Pomyślimy jeszcze chwilę O gorącu letnich snów
-
Obcy mi jesteś w pościeli ranka Rzeźbiony cieniem wczorajszej nocy Jak uwięziony grzmot podczas burzy I zacienione łzą jasne oczy Obcy mi jesteś w błękicie nieba Którego dotknąć z ziemi nie sposób W cichych krainach, we wrzaskach świerszczy Bladych źrenicach i skardze głosu Tamtym wieczorem, przy rozpalonych Płonących życia iskrą ogniskach W ustach mi krzepły słowa ostatnie Pustka i ciężar, rozpacz, to wszystko Dziś gorzkim smutkiem, cierpką tęsknotą W proteście serca, wyciągam dłonie Maluję portret twój brzmieniem ciszy Nim się zakończy nasza opowieść I zanim spłonę W ciemności powiek
- 5 odpowiedzi
-
10
-
Płynąc do ciebie o zmierzchu Nad wody twoje głębokie Niebo się w rzece zatapia Księżyc oświetla mi drogę Łódź mnie prowadzi w ciemności Przez fale wód i zawiei Wyglądam cię w wodzie sinej W tafli żłobionej z nadziei Lecz nic tam nie ma, ni włosów Ni skóry bielonej śniegiem Blask się mych oczu odbija Więc patrzę tak wprost na siebie I w zapatrzeniu tym widzę Cień ust twych czerwono-sinych I w mroku wyciągam ręce Nie bacząc na to, że zginę Wypadam z łodzi i w końcu Mogę cię chwycić w ramiona Złączyć z zimnymi wargami Całować, trzymać i konać Płynąc do ciebie o zmierzchu Nad wody twoje głębokie Łódź się zatopi, zaginie I w białych dłoniach utonę
-
Mogę cię przenieść przez osuwiska Nosić twe ciało po stromych zboczach Zakrywać dłonią oczy, gdy wieje Przychylić nieba, komnatę złota Mogę cię szarpać, przecież mi wolno Odchodzić, potem znów się pojawiać Śmiać się do płaczu z twojego ciała Na podwieczorek... malutka zdrada Mogę cię kochać lub nienawidzić Motyle w brzuchu, albo pogarda Ty przecież nigdy mnie nie opuścisz Nie zrobisz tego, mam rację, prawda? Prawda
-
W nocy siadam na łóżku i słucham jak oddychasz Czuję to, jednak nie mogę dostrzec konturu ciała Zbliżam się i sprawdzam Twoje usta, są ciepłe Dotykam po kolei Uszy brodę nos Niżej Szyję, tłoczy puls Tętni pod palcami Twoje dłonie, są na miejscu Tak bardzo bałam się, że ich nie znajdę Klatka piersiowa unosi się Budzisz się nagle Słyszę serce, jednak Nie bije tak jak kiedyś Jest wolne kiedy patrzysz mi w oczy Wstaję więc i odchodzę Zostawiam cię w ciemności Twoje serce przyspiesza
-
Kiedyś się spotkaliśmy sami Na balkonie przy nocy bladej Lat miałam wtedy osiemnaście Ty byłeś starszy o zim parę Wiatr smagał okna i zasłony Strącając kwiaty z parapetu Zbierałeś z ziemi pąki róży Przy tym cytując mi poetów Blasku twych słów i jasnej nocy Teraz w pamięci nie poznaję A może pragnę nie pamiętać I już nic nie czuć, wcale Wcale
-
Nocami patrzę na ciebie Patrzę na ciebie przez okno Wiatr mi rozwiewa kosmyki I włosy na deszczu mokną Dłonie wyciągam na próżno Przecież nas dzieli ulica A jednak widzę twe ciało W świetle srebrnego księżyca Który oświetla twarz całą Więc mogę dostrzec dokładnie Blask oczu twoich niebieskich Które wciąż ślepe są na mnie
-
W nocy przewracam się na prawy bok W ciemnym kącie Widzę gitarę zakurzoną i nieużywaną Nie miałeś jej w dłoniach odkąd się poznaliśmy Teraz grasz na mojej szyi Wiem że masz długie, blade palce Tatuaż na piersiach i Kolczyk w lewym uchu, który błyszczy Przy nocnym świetle latarni, wpadającym przez okno Portret z poduszką Pozwalasz mi patrzeć Dotykać Boję się, w strachu że nie jesteś prawdziwy To głupie, bo przecież siedzisz blisko Oddychasz Czuję twoje ciepło Serce masz zakryte pościelą Jednak wiem, że pulsuje w nim krew Więc jesteś, cały mój Mój wzrok pada na pięć fiolek Leków nasennych na nocnej szafce I wino półwytrawne Rozwijam włosy z wałków Padam na poduszkę, przysuwasz się Zawsze powtarzasz, że lubisz ich kolor Rudy, choć naturalnie są brązowe I za każdym razem "farbuję je dla ciebie" Więźnie mi w ustach Grasz na mojej szyi A jednak czasem dotyka mnie myśl Że nie chcę być twoją gitarą Boję się zostawać na noc
-
Porzuciłeś mnie o świcie Gdzieś pod koniec lipca Wtedy dusza moja ciebie Chciała szukać w listach Słowach, które mi pisałeś Gdyśmy zakochani Gdy błądziłeś swoją dłonią Między kosmykami Moich kruczoczarnych włosów Na bladziutkiej twarzy Kiedy mrużąc jasne oczy Wzlatywałam w gwiazdy Nie trzymałeś mnie na ziemi Nie uczyłeś latać Porywałeś w swe ramiona Do białego rana Teraz kiedy świat się zachwiał I spadłam na ziemię Mogę przyznać wreszcie szczerze Patrząc wprost na siebie Że jedyne co kochałam To kosmos i gwiazdy A czy ciebie? Chociaż trochę? Może... przy okazji