Po obu stronach stronnicze Ustronie
A na tym gównie wyrosną jabłonie
Pod nimi siądzie poeta wielki
Podłubie w nosie, poprawi szelki
Zsunie bieliznę chwyci za prącie
Przesunie po nim pisarską dłonią
Nie raniąc nikogo spuści się szybko
Aż skapnie trochę by w końcu ktoś pojął
By nie być wiecznie taką pipką