Nawzajem udowadniamy sobie
Ja tobie, że jestem mężczyzną
Ty mi - swoją kobiecość
Te ciągłe utarczki powoli
Przymykają mi oczy
Na peronie od niechcenia
Machasz mi na pożegnanie
Białą chustką
Co prawda kiedyś jedno zbiłem
Ale to było więcej niż
Siedem lat temu
Po co włączyłem w zegarku
Powiadomienie o zbliżającym się zmierzchu
Czy deszcz za oknem
Nie jest wystarczającym zwiastunem
Nadchodzącej jesieni?
Codziennie trzy minuty szybciej
Teraz już o 19:54
To denerwuje bardziej
Niż kościelne dzwony
Wybijające godziny i połówki
Zawsze o minutę za wcześnie
Chęć zostawienia po sobie śladu
Sprowadza ludzi na twórcze manowce
Zdecydowanie łatwiej pisać wiersze
Niż malować
Do tego drugiego niezbędny jest talent
Czymże jest życie
Jeżeli nie zbiorem przykrych chwil
Przetkanych niedbale dobrymi
Nie przypisuje sobie tych słów
Powiedział je ktoś znacznie mądrzejszy ode mnie
Na Facebooku zobaczyłem Twoje epitafium
Cóż za niesprawiedliwy świat
Lubię spacerować w nocy
Puste chodniki przypominają mi
Że nie ma sensu szukać otuchy w innych
Krótkie spojrzenie na Drogę Mleczną
Zamienia się w ordynarne wpatrywanie
W bezkresie kosmosu
Odnajduję morze spokoju
Problemy stają się błahe
A ja zastanawiam się
Czy to już oświecenie