Skomonujmy zupę- niech będzie ona zupą płaską, czystą, jedzmy ja
spokojnie, mięciutko. Nie bedzie tak- dużo zjemy, brud nam nie
przeszkodzi, grzech nas nie opuści a wyłoni się on z ilości i marności
, z szumu fal śmiechu i płaczu- ludzkości .
Treści jest tak wiele, ze smaki nie radza sobie, gubią się w gąszczu
form, gestów, bodźców i nonsensów natury. Nie wszystkie trzeba użyć,
nie można nam, bo gdy zaczniemy słyszeć prawdziwie to w jeden dźwięk
zleją się wołania, popłyną kolorem obrazy, dotyk pozostanie bez ciała.
Wróćmy wiec, wrócmy i żyjmy. Treści segregując wierzmy, ze mamy wływ
na ich wybór w naszej potrawie. Tę odstawie, tą przytulę a tej nie
widzę, nie chcę widzieć, nie ma już. Tak, a te dwie odłoże na potem-
smaczniejsze będą gdy dojrzeją, lub gorzkie bardziej będą? Nie wiem,
nie dziś, kiedyś ... a teraz gotują się już, smarzą, duszą się
wreszcie w płynie gorącym, w cieczy danej nam wraz z genami- w
prezencie od życia. Maź ta nie jset czysta, nie ma karty białej - ma
chemiczne wlasciwosci. Wchodzac w reakcje z ta sama trescia moga
zachowac sie innaczej organizmy nasze. jednego ciecz przyjmie cukier i
rozpusci lekko tworzac powloke gladka, falujaca, inny te slodycz
wyprze, bedze cukier przeszkodą, zgromadzi sie na brzegach naczynia,
zlaczy swoje krysztaly, lepil sie będzie i gdy tylko do tej mieszanki
troche kwasku dopłynie gnic zacznie, gnic okrutnie i smrod wylaniac
nie do zniesienia. Nigdy zupa nie będzie smaczna, choć mamy pozorny
wpływ na dobór treści to nie znamy tego płynu, środka nie znamy w który je wrzucamy. Trucizna nie zawsze jest gorzka.
Umrzeć nam trzeba by całość rozprostowała się. A teraz przystąpmy do uczty.
Smaczego.. Smacznego kogoś. Może nic nie przerazi, może nie zaskoczy i
nie trzeba będzie wykrztuszać z siebie jedzenia , tej zgnilizny nie
trzeba będzie widzieć. Te treści obce zrozumieć, przeczekać. Może uda
się nacieszyć słodyczą, zanim jeszcze zgnije.