opuszkami palców
by nie zranić myśli
delikatnej
jak motyle skrzydła
dotykam ciszy
to już tu
tak lekka
drżącym ciałem
układam pieśń pochwalną
o spokojnej nocy
to już tu
budzę kształt
moich snów
O gdyby tak
rozbudzić subtelności
uśpione
-ktoś je kiedyś
utulił
pod kocykiem strachu
zziębnięte
rozedrgane
skurczone
tak trwają
w sanktuarium wspomnień
pozornie bezpieczne
niepozornie małe
szukałam natchnienia
stąpając
drepcząc
chodząc
usiadłam
uczę się łabędzia
smukłego
z szyją do nieba
piórzastego
ciekawskiego
wolnego
uczę się wolności
pijąc powietrze
i ciszę jaką niesie ta chwila
uczę się tej chwili
tego dnia