"Moja orchideo, Ty co swym uśmiechem budzisz mnie znów do życia,
Ty, co dajesz mi ciągły powód do życia.
Mój poranku lipcowy,
Gardło przez tęsknotę ciągle ściśnięte.
Nawet nie wiesz, ile bym oddał aby chronić tylko Ciebie.
Ty, co moją nadzieją byłaś do dalszych wyrzeczeń,
Ty, co umilałaś mi każdy dzień mego życia przy Tobie.
Pomimo tego, co Ci uczyniłem nadal czekałaś na mnie,
Więc czy ja mógłbym Cię opuścić?
Mój bursztynowy pałacu
Mogę Cię tak nazwać, ponieważ tylko przy Tobie czułem się bezpiecznie.
Moja niebiańska kobieto, piękniejsza od Afrodyty.
Moja przyjaciółko, co bicie Twojego serca było moją najpiękniejszą Muzyką życia.
Mój styczniu, mój kwietniu
Moja zimo, moja wiosno
Moja muzo na zamarznięte serce.
Mój skarbie, moja nagrodo, moja najbliższa osobo,
Gdy widzę Twój płacz, twoje łzy zamieniają się w gwoździe, które dziurawią moje serce.
Nigdy nie płacz za mną, bo nie jestem wart Twoich łez.
Tylko w Twoich pięknych oczach mogłem dostrzec, kim naprawdę stałem się.
Może właśnie dla tego mógłbym cały gorzki żal świata zebrać na siebie, byleby Ciebie smutek nie dopadł.
Parę białych kartek pokryły moje wiersze ale ten był najważniejszy.
Powód? W nim napisałem o Tobie, czyli najważniejszej osobie na świecie.
Mogę oddać własne życie by ocalić Twoje
Czy to zrobię? Bez wahania. Dlaczego?
Jesteś najważniejsza.
Tak, lubię zanurzać się w Twoich perfumach
Tak, lubię trzymać Cię za dłonie
Tak, lubię zapominać o całym świecie przy Tobie
Dziwne, bo moim całym światem jesteś Ty"