Niczym galopujące konie wciąż gnają i gnają do przodu
Niczym tumany kłębiącego się kurzu wzbijają się do góry by opaść później ciężko na ziemie
Niczym szum dźwięczący głuchym echem bezsilności,
Co robić? Co robić?
Nie myśleć, nie słuchać, nie czuć,
Nie być? Być?
Cisza, ciemność i ulga.
Nieznośny promień słońca pali powieki.
Czemu tak nie radośnie?
Czemu tak ciężko?
I łza zostawiona na cieplej poduszce...