-
Postów
12 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Kuba Grott
-
zabiłbym świat gdybym mógł za spętanie Twych przegubów za wpojenie w Ciebie trudów byś umarła na szczęścia głód zabiłbym tych co pozbawili ładu zaprosiłaś ich do swojego serca mieniła się Twego życia esencja w pełnych filiżankach z ideałów rozkoszując się wypili na raz po czym rzucili nimi o ścianę jak nie w co wierzyłaś a porcelanę tłukli bez przerwy jakby na czas Twe słowa spisane pełne subtelności ledwo słyszalne z bezsilności toni więc nikt nie wyciąga pomocnej dłoni niezaspokojone pragnienie miłości nie wołasz, pochlipujesz cicho gdy akurat nie dławisz się od bólu gdy tafla łez nie stanowi muru ale jeszcze nadzieja się tli bo zostawiłaś do dawnej siebie wskazówki poukrywałaś je zręcznie mając nadzieję że ktoś życzliwy podąża za Twym cieniem i znajdzie schowany przepis odtrutki moje słowa spisane krwawiącą wątrobą po tylu przegranych marnych próbach ale będę szedł po przeciwności grudach bo pozwoliłaś mi nie bać się być sobą
-
gdyby wszyscy ludzie mogli spać w tym samym czasie jaki świat byłby bezpieczny pozbawiony całej złej woli uwięzionej w ludzkiej masie uchwycony spokój wieczny w tej bezkresnej ciszy tylko ja pośrodku nocy pierwszy raz nieprzerażony jak zaczarowany w kliszy niewołający bez echa pomocy bezsensowny zgiełk zmrożony gdybym mógł żyć na przemian z kukiełkami ichniej beznadziei tonącymi w nieświadomości budziłbym się pośród ziewań morderców, kanalii i złodziei i tych żyjących z próżności zasypialiby bez wyjątku wszyscy dobrzy, źli i marni kalekich sumień masa ludzka ci zlęknieni od początku ci nigdy niewysłuchani ci z krzykiem na ustach wszyscy razem przemieszani nieświadomi koegzystowania jakby w cmentarnym grobie rozlokowani pomiędzy blokami czasem w jednym łóżku mieszkania a czasem nawet w jednej osobie
-
Bardzo dziękuję za trafne wskazówki. Zgadzam się, że trochę to za bardzo rozwlekłem, wpadłem wczoraj po prostu w taki trans pisania. Dzisiaj jak chłodnym okiem przeczytałem parę razy, to stwierdziłem że spokojnie można by wyciągnąć całą esencję z tego utworu i przelać w jakąś krótszą formę. Popracuję nad tym. Natomiast nihilizm jest mi bardzo bliski jak i postać Ciorana, czy Nietzschego. Pozdrawiam.
-
dlaczego nie zabijamy się przepełnieni szczęściem? dlaczego gdy uda nam się chociaż przez chwilę być szczęśliwym jak nigdy - a to nie lada sztuka - chcemy tylko więcej i więcej? dlaczego nie żegnamy się z tymi których miłujemy kiedy rozpiera nas radość? by zakończyć choroby i ból odchodząc w spokojny niebyt w chwili ostatniego uniesienia dlaczego jesteśmy tak pyszni że kiedy dosięgamy pragnień uważamy że mimo to zasługujemy na jeszcze i jeszcze więcej? zamiast z pokorą i uśmiechem dokonać szczęśliwym żywota swego czy warto jest sczeznąć? do tego to wszystko prowadzi stracić wszystko co mamy? przecież jesteśmy skazani w pogoni za naszą chciwością na sromotną i dotkliwą porażkę nie pozostaje nam nic innego niż tylko marnieć i umierać ze świadomością że kiedyś coś miało dla nas znaczenie ale oddaliśmy to bez wahania za szaleńcze zatracenie się zatracenie się w beznadziei bo nigdy nic nas nie zadowoli nigdy nie będziemy szczęśliwi ponieważ każde nasze szczęście jest tylko rozpraszającą niedolą w pogoni za niczym donikąd
-
Raczej w ironiczny sposób chciałem zakontrastować mnie martwego do żywych liści. Do liści którymi chciałem się stać, które mnie urzekły swoją lekkością i gracją. Ponadto liście mają drugie znaczenie. Były nimi moje ideały i cele, które przez srogi mróz (pewne wydarzenia w moim życiu) zostały uśmiercone. Jak wcześniej Justyna słusznie zinterpretowała, ten wiersz w zamiarze ma być spokojny i lekki, by w ten sposób ironicznie podejść do tematu jakim jest samobójstwo. I koniec końców stałem się taki jak moje ideały - martwy. Myślę, że ton tego wiersza, jak i pewna przewrotność oddają ironię, którą chciałem uzyskać. Nie mogę się zgodzić z Tobą, że jest on trochę nielogiczny. Mimo wszystko dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam :)
-
przyszła do mnie wczoraj w nocy niespodziewanie równie jak mocno jej oczekiwałem w czarnej, zwiewnej, kusej sukni ponętna równie jak kiedyś mocno jej nie chciałem brutalnie otuliła mnie całego zachłannie wpijając w skórę palce porażając moje nerwy pożerając moją duszę chociaż nie ważyła nic nie mogłem jej z siebie zrzucić chociaż nie ważyła nic swoim ciężarem odbierała mi ostatnie tchnienie chociaż nie ważyła nic ważyła cały mój nędzny los i już tylko ciemniało mi przed oczami mimo że od dawna widziałem czerń i już tylko dudniło mi wolno serce mimo że od dawna przestało bić i już tylko traciłem świadomość mimo że od dawna błądziłem w marze i już tylko chciałem umrzeć mimo że od dawna nie żyłem szepnęła zaklęcie ponętnym głosem i oddałem jej całego siebie i pocałowałem ją z całych sił a ów pocałunek zostawił sine usta białą cerę puste oczy siną cerę białe kości pustą skorupę moja miłość moja śmierć
-
Słyszałem, aczkolwiek kompletnie zakurzyło się to w mojej głowie. Dziękuję za odkrycie na nowo. Zawsze mnie to fascynowało w mitologii, że gdy ludzie czegoś nie rozumieli, personifikowali jakieś zjawisko pod postacią boga. Prosty patent, a owe zjawisko przestawało podlegać jakiejkolwiek wątpliwości. Aczkolwiek będąc przy mitologii, zawsze bardziej przemawiała do mnie ta słowiańska (może przez jakieś poczucie więzów z naszymi przodkami i uwarunkowaniem kulturowym). Nasza rodzima jest dużo prostsza i wydaje mi się że bardziej baśniowa, natomiast grecka zawsze kojarzyła mi się (być może niesłusznie) z jakąś telenowelą. :)
-
Bardzo się cieszę, że możliwym jest wychwycenie tej ironii :) Niezmiernie ciekawa ta metafora Sienkiewicza, totalnie w opozycji do tego jak nam w dzisiejszych czasach, na każdym kroku, wszyscy wmawiają absolutną sprawczość nad naszym losem. I teraz kto ma rację? Jest na pewno pewien romantyzm w byciu targanym przez los. Dziękuję za odpowiedź, to bardzo miłe dostać jakąś wiadomość zwrotną odnośnie swojej twórczości. :)
-
kołyszą się liście na wietrze lekkie, pełne wdzięku i gracji kołyszą się liście na wietrze żywe, zielone, przyozdabiając gałąź kołyszą się liście na wietrze też chciałbym być jak te liście! kołyszą się liście na wietrze póki srogi mróz ich nie odetnie a wtedy opadną bezwiednie na ziemię i zatoczy koło krąg życia i śmierci kołyszę się ja na wietrze lekko, pełen wdzięku i gracji kołyszę się ja na wietrze martwy, blady, przyozdabiając gałąź kołyszę się ja na wietrze stałem się taki jak moje liście! kołyszę się ja na wietrze póki srogi koroner mnie nie odetnie a wtedy opadnę bezwiednie na ziemię i zatoczy koło krąg życia i śmierci
-
Dziewczyno z cyfrowej toni Wyzwolicielko z monotonii jesteś tylko zwykłym zdjęciem zastygniętym lata uśmiechem i chociaż to nie do mnie kierujesz swój uśmiech ciepły mam stale myślenia manie że chciałbym być Ci nieobojętny Twoja smukła skąpana twarz w spienionym złotym wodospadzie jakby los mówił "patrz i marz" o tych włosach w burzliwym ładzie o wiecznie falujące nici Ariadny wskażcie mi drogę do oczu Panny w manekinów tłumie by dostrzegła chłopca i by stała się w nim biegła lecz póki co jesteś tylko zdjęciem na chwilę gdzieś z kimś okienkiem przez którego iluzję wejrzeć mogę zostawiając za sobą wszelką trwogę a ja głupkiem z wyjątkowym zacięciem któremu wydaje się że jesteś blisko ale można upaść nisko! ale widowisko! przecież jestem zwykłym śmieciem po wielkich planach opakowaniem które uleciały odpakowane w niebo i tak straszliwie pożądam Cię bo może nie byłabyś rozczarowaniem
-
Bardzo dziękuję za zrecenzowanie! Trafnie spostrzegłeś, że mam na myśli narkotyk, dokładniej alkohol. W tym wierszu chciałem opisać uczucie które mi towarzyszyło niejednokrotnie, ową nadzieję, między ostatnim a następnym łykiem zdradliwego trunku. Starałem się zawrzeć parę subtelnych nawiązań do butelki, o tym że stoi "na wyciągnięcie ręki", o tym że "wierzysz jeszcze (...) że nie pocałujesz jej szyi" - szyjki butelki. Podmiotem w drugiej części wiersza staje się owe naczynie. Zastanawiałem się czy nie zmienić ostatniego wersu na "odkąd tylko pamiętasz - butelka", ale pomyślałem że tak jest bardziej uniwersalnie. Tylko czy słusznie nie doprecyzowałem co miałem na myśli?
-
nadzieja to takie uczucie kiedy wszystko co wyśnione staje się rzeczywiste chociaż nadal tylko w głowie możliwe do spełnienia na wyciągnięcie ręki w błędnego oka mgnieniu jak do tamtej butelki kiedy wierzysz jeszcze że znów będą żyli zapał w Tobie i ogień że nie pocałujesz jej szyi że nie dogasi jak deszczem tej ostatniej myśli trzeźwej o tym że masz jakieś cele i że miałeś ich kiedyś wiele wiele też kochałeś jej sióstr jak nie wszystkie możliwe i zaprzedałeś dusze dla ich bóstw i oczy masz choć mętne to szkliwe więc znów spijasz ból z jej ust więc znów po nią sięgasz a ona na zawsze z Tobą była odkąd tylko pamiętasz