Nie ma gwiazd, już gaśnie Słońce,
Chwila ta niech będzie końcem.
Już powoli zmrok zapada,
Krzyczeć więc już nie wypada.
Póki iskra jeszcze świeci,
Niech me słowo w dal poleci.
I niech dotrze między drzewa,
Łza tańcząca we mnie śpiewa.
Patrząc w niebo, widzę znak,
Czarny lata tutaj ptak,
Wiele chwil już nie zostało,
Czasu zawsze jest za mało.
Już powoli oczy mrużę,
W ręku trzymam mocno różę,
Tylko to mam tak naprawdę,
Dzięki temu nie upadnę.
W głębi mnie jest gdzieś światło,
Jednak mocno już wyblakło,
Jest to promień mej radości,
Błyszczy blaskiem z przeszłości.
Muska zimny wiatr gałęzie,
Tafle wody, jest on wszędzie,
Z pięknych drzew liście zrzuca,
Kłuje mocno w moje płuca.
Płynie tutaj łez mych rzeka,
Statek złoty mi ucieka,
Wpłynie za horyzont, w morze,
Tam się wszystko spełnić może.
Patrzę tam z utęsknieniem,
Lot nad niebem mym marzeniem,
Oczy patrzeć już nie mogą,
A brak skrzydeł jest mą trwogą.
I w mej głowie są prorocy,
Mówią, że twarz rosa zmoczy,
Nie chcę wierzyć, ale wiem,
Że to wszystko to nie sen.
I jak silny jest ten płacz,
Ile dni on może trwać?
Choć to duża jest ulewa,
Cierpią przez nią piękne drzewa.
Tyle jest ich w moim gaju,
Topią się w łez ruczaju,
A wewnątrz tych wielkich pni,
Są zawarte moje sny.
Pielęgnować marzeń sad,
Drzewa stąd czas mi skradł,
I owoców nie wypuszczą,
Jeśli je otaczasz pustką.
Swoją drogą muszę iść,
Aby dać mym drzewom żyć,
To już czas, ruszyć muszę,
Tu zostawiam swoją duszę.
Jak przełamać łańcuch strachu?
Jak odnaleźć trochę czasu?
Muszę wydać cichy śpiew,
Kołysankę dla mych drzew.
Umysł straszną myśl mi przędzie,
Że już więcej dni nie będzie.
I niech sens ten nie pryśnie,
Kiedy drzewa stracą liście.
Całe światło już odchodzi,
Noc już mroczne dziecię rodzi,
Czarne niebo, nie ma Słońca,
Mrok już będzie trwał bez końca.