Syzyfowe prace - streszczenie

Autorem opracowania jest: Adrianna Strużyńska

„Syzyfowe prace” to powieść Stefana Żeromskiego, która ukazywała się w dzienniku „Nowa Reforma” od 7 lipca do 24 września 1897 roku. Autor opublikował ją pod pseudonimem Maurycy Zych, również w formie książkowej w 1898 roku. Powieść opiera się na doświadczeniach z dzieciństwa Żeromskiego oraz sytuacji w zaborze rosyjskim.

Spis treści

Syzyfowe prace - streszczenie krótkie

Czwartego stycznia, rodzice Marcina Borowicza odwieźli go z rodzinnych Gawronek do szkoły w Owczarach, oddając na naukę panu Wiechowskiemu. Za przygotowanie syna do egzaminów do gimnazjum mieli płacić nauczycielowi płodami rolnymi. Marcin poznał w szkole podstawy języka rosyjskiego, po czym udał się z matką do Klerykowa, gdzie mieściło się gimnazjum. Chłopakowi udało się zdać egzaminy, dlatego umieszczono go na stancji u pani Przepiórkowskiej. Niedługo później, matka Marcina zmarła. Chłopak uczył się w szkole w języku rosyjskim. Po wakacjach w szkole zaszły zmiany. Dyrektorem został Kriestoobriadnikow, inspektorem - Zabielskij, nauczycielem łaciny - Pietrow, a historii - Kostriulew. Marcin powoli zaczął poddawać się rusyfikacji. W gimnazjum pojawił się nowy uczeń - Andrzej Radek. Pochodził z ubogiej rodziny i musiał dorabiać udzielaniem korepetycji.

Podczas lekcji historii, Kostriulew powiedział, że katolickie zakonnice mordowały swoje dzieci i grzebały je w podziemiach klasztoru. Uczeń Walecki zaprotestował i uznał te wiadomości za oszczerstwa. Borowicz wyśmiał jego zachowanie, nastawiając klasę przeciwko Waleckiemu. Drugim z nowych uczniów był Bernard Zygier. Starał się obudzić w uczniach patriotyzm. Marcin przeżył pierwszą miłość, której obiektem była Anna Stogowska (Biruta). Nie zamienił z nią jednak ani jednego słowa. Po wakacjach w Gawronkach, Borowicz wrócił do Klerykowa. Zdał maturę i próbował odnaleźć Stogowską. Okazało się jednak, że wyjechała z rodziną do Rosji. Radek zaproponował zrozpaczonemu Marcinowi wsparcie.

Syzyfowe prace - streszczenie szczegółowe

Akcja powieści zaczyna się 4 stycznia 1872 roku, gdy rodzice, Walenty i Helena, odwożą Marcina Borowicza z rodzinnych Gawronek do szkoły początkowej w Owczarach. Chłopiec został powierzony nauczycielowi Ferdynandowi Wiechowskiemu, który miał przygotować go do egzaminów wstępnych do gimnazjum. Rodzice i Marcin byli przejęci, ponieważ po raz pierwszy jedynak opuścił rodzinny dom. Marcin z przerażeniem dostrzegł na ścianie dyscyplinę. Do pokoju weszła dziewczynka - Józia, siostrzenica księdza Piernackiego, która miała uczyć się razem z Marcinem. Rodzicom udało się wynegocjować edukację syna, w zamian za dostawy żywności do szkoły. Żona Wiechowskiego, Marcjanna, była jednak bardzo zachłanna. Wieczorem, Borowiczowie zebrali się do odjazdu. Marcin rzucił się za saniami, ale Wiechowscy zatrzymali go w szkole. Następnego dnia po śniadaniu, rozpoczęła się nauka. Jeden ze starszych chłopców, Piotr Michcik miał pokazać Marcinowi szkołę. Borowicz ze wstydem musiał przyznać, że nie zna języka rosyjskiego, w przeciwieństwie do starszego kolegi. Lekcję rozpoczynała rosyjska modlitwa, w tym języku sprawdzano również obecność. Borowicz niczego więc nie rozumiał. Wiechowski surowo poprawiał wszystkie błędy uczniów. Po zakończeniu odpytywania, zaintonował prawosławną pieśń kościelną. Uczniowie, z wyjątkiem Michcika i kilku innych, zaczęli śpiewać polską pieśń „Święty Boże, święty mocny”. Wiechowski z całych sił przekrzykiwał zbuntowanych uczniów.

Po dwóch miesiącach nauki, Marcin zrobił znaczące postępy. Największą trudnością była dla niego arytmetyka w języku rosyjskim. Chętnie ćwiczył za to kaligrafię, ale nauczyciel zabronił mu jej, ze względu na brudne mankiety, zwiększające koszty mydła. Marcin nie mógł również bawić się z wiejskimi chłopcami, ponieważ mieli zły wpływ na jego wychowanie. Rodzice nie odwiedzali Borowicza, aby nauczył się samodzielności. Tylko raz, pani Wiechowska zabrała Marcina i Józię na spacer, ale chłopiec naraził się jej przez płacz za rodzinnymi stronami. Na początku marca, Wiechowski wrócił z miasteczka z wieścią, że do szkoły przybędzie naczelnik. Nauczyciel obawiał się tej wizyty, dlatego starał się, jak najlepiej przygotować uczniów. O przybyciu gościa miał powiadomić posłaniec od Pałyszewskiego, nauczyciela szkoły w Dębicach. Marcin i Józia ukryli się za szafą, szukając kryjówki. Do szkoły dotarł kierownik dyrekcji naukowej, pan Piotr Nikołajewicz Jaczmieniew. Naczelnik był zaskakująco łagodny, ale nakazał przepytać dzieci z czytania. Okazało się, że uczniowie lepiej posługują się językiem polskim, niż rosyjskim. Jaczmieniew oskarżył Wiechowskiego o polską propagandę. Nauczyciel przestraszył się, ponieważ wiedział, że to wiąże się z utratą posady. Niebawem, Jaczmieniew jednak wrócił i pogratulował Wiechowskiemu dobrej pracy oraz obiecał podwyżkę. Okazało się, że kobiety złożyły skargę na nauczyciela, narzekając że zmusza dzieci do mówienia po rosyjsku oraz śpiewania prawosławnych pieśni. Ich słowa przekonały Jaczmieniewa, że Wiechowski nie propaguje patriotycznych wartości wśród młodych Polaków. Jaczmieniew przypomniał sobie swoją młodość, gdy studiował w Szwajcarii. Zabolało go, że pozbawił się młodzieńczych ideałów. Uważał, że musi wykorzenić polską tradycję, aby chłopi naprawdę pokochali Rosję i jej kulturę. Dopiero na tych podwalinach zamierzał spełnić marzenia o powszechnym nauczaniu.

Marcin udał się z matką do gimnazjum w Klerykowie, gdzie odbywały się egzaminy wstępne. Borowiczowa przekupiła woźnego, dzięki czemu udało jej się dowiedzieć od sekretarza, że termin egzaminu zależy od pana Majewskiego, uczącego klasy wstępne. Do pokoju hotelowego, w którym zatrzymali się Borowiczowie, przyszedł kupiec zbożowy Izrael. Powiedział, że jego brat, który dwa lata wcześniej oddawał syna do gimnazjum, zapłacił Majewskiemu za dodatkowe korepetycje, dzięki czemu chłopak dostał się do szkoły. Mimo dużych kosztów, kobieta zdecydowała się zawalczyć o przyszłość Marcina. Majewski zgodził się udzielać chłopcu korepetycji. Niedługo później, odbyły się egzaminy wstępne. Marcinowi udało się je zdać. Borowiczowa umieściła syna na stancji u pani Przepiórkowskiej, swojej starej znajomej. Kobieta była znana jako „stara Przepiórzyca”. Borowicz poznał córki i syna Przepiórkowskiej. Na stancji pojawili się też dwaj znajomi właścicielki: Somonowicz i Grzebicki, sprzeczający się co, do sensu edukacji w zrusyfikowanej ojczyźnie. Marcin rozpoczął naukę w gimnazjum. Korepetytorem w domu Przepiórkowskiej był Wiktor Alfons Pigwański, zwany „Pytią”, zapalony poeta. Na stancji mieszkali również trzej bracia Daleszowscy oraz Szwarc. Borowicz czuł się samotny, ponieważ starsi chłopcy traktowali go z wyższością. Wciąż miał też problemy z arytmetyką. Początkowo pan Majewski traktował go dobrze, ale gdy odkrył, że Borowiczowie nie są zbyt zamożni, ochłodził stosunki. Marcin siedział w ławce z ubogim Romciem Gumowiczem, który miał bardzo duże problemy z nauką. Na Zielone Świątki, Borowicz odwiedził rodzinny dom. Jędrek opowiedział mu historię kradzieży i odnalezienia ulubionej klaczy Borowiczów.

Latem, Helena Borowiczowa zmarła na suchoty. Syn początkowo nie odczuwał żalu, zrozumiał stratę dopiero, gdy w domu zobaczył puste łóżko matki. Po otrzymaniu promocji do pierwszej klasy, Marcin opuścił się w nauce. Ojciec nie interesował się ocenami, dbając wyłącznie o zdobywanie pieniędzy na dalszą naukę syna. Marcin zaprzyjaźnił się z „Wilczkiem”, synem bogatej lichwiarki Wilczkowickiej. Chłopiec rozrabiał i powtarzał klasę. Borowicz wziął z niego przykład i zaczął unikać szkoły. Podczas święta narodowego w grudniu przyjaciele uciekli za miasto. Marcin wrócił jednak do kościoła, ponieważ był jednym z śpiewaków, wykonujących po mszy hymn narodowy. Spotkał tam prefekta, księdza Wargulskiego, obawiał się więc, że zauważy jego nieobecność podczas nabożeństwa. Ukrył się i słuchał śpiewanego po polsku hymnu. Na miejsce przybył inspektor Sieldiew, który miał pretensje do księdza. Prefekt zapowiedział jednak, że uczniowie będą śpiewali w języku polskim i wypchnął Rosjanina za drzwi. Wargulski dostrzegł Marcina i kazał mu zachować milczenie.

Gospodarzem klasy pierwszej był nauczyciel łaciny, Rudolf Leim, miłośnik historii, który nie został dopuszczony do jej nauczania ze względu na niewystarczającą znajomość języka rosyjskiego oraz przepis, mówiący że historii mogą uczyć wyłącznie Rosjanie. Leim surowo przestrzegał zakazu mowy polskiej na terenie gimnazjum. W domu mówił jednak po polsku, ożenił się z Polką, a jego córki udzielały się patriotycznie. Za sprawą donosu Makowicza, Marcin został ukarany za używanie polszczyzny podczas przerw. Języka rosyjskiego uczył Iłarion Stiepanycz Ozierskij, który nie potrafił zapanować nad klasą i padał ofiarą żartów. W klasie pierwszej miały miejsce również nieobowiązkowe lekcje polskiego, prowadzone przez pana Sztettera. Uczniowie podchodzili jednak do tych zajęć niechętnie i często wagarowali. Jednym z najlepszych profesorów był pan Nogacki, nauczyciel arytmetyki. Nie chciał rusyfikować uczniów, ale przekazać im wiedzę. Marcin mieszkał u pani Przepiórkowskiej również w drugiej i trzeciej klasie. Do pilnej nauki wrócił dopiero w drugim semestrze trzeciej klasy. Pensjonarze znaleźli sobie nową rozrywkę - strzelanie z pistoletu. Pewnego dnia, oficer pochwycił Marcina i Szwarca. Chłopcy zostali zamknięci w klasie i oskarżeni o konspirację. Nie strzelali jednak prochem, dlatego ukarano ich jedynie kozą. Po tym wydarzeniu, Marcin stał się bardziej pobożny.

Po zdaniu egzaminów, Borowicz otrzymał promocję do piątej klasy. Wrócił do rodzinnych Gawronek, które znacznie podupadły. Podczas wakacji, Marcin zainteresował się myślistwem, głównie tropieniem ptaków. Najbardziej znaną osobą w okolicy był Szymon Noga, mistrz łowiectwa. Noga opowiedział Marcinowi historię chłopa Kostura, który brał udział w powstaniu. Pewnego dnia, zobaczył jak Moskale biją powstańca. Zastrzelił więc jednego z nich, a drugi odwiązał jeńca i uciekł. Powstaniec zmarł, a Kostur go pogrzebał. Zabrał też znalezione przy Rosjaninie pieniądze i często wyprawiał się na rabusiów. Marcin niechętnie jednak słuchał o polityce. Noga obiecał Marcinowi, że wybierze się z nim na głuszce. Okazało się, że mężczyzna wykorzystał naiwność Borowicza, a tych ptaków nie było w okolicznych lasach od lat.

Po wakacjach, Marcin wrócił do Klerykowa, w którym zaszły zmiany. Dyrektorem został Kriestoobriadnikow, inspektorem - Zabielskij, nauczycielem łaciny - Pietrow, a nauczycielem historii - Kostriulew. Na pomocnika gospodarzy klasowych mianowany został Mieszoczkin. Znacznie zaostrzono również dyscyplinę, przez co szkoła zaczęła przypominać więzienie. Dyrektor i inspektor, w razie konfliktu, stawali po stronie ucznia, a nie polskiego nauczyciela. Skupiali się na odpolszczeniu tak zwanych Polaków i wzmocnieniu pozycji Rosjan w Klerykowie. Uczniowie nie mogli brać udziału w polskich przedstawieniach, organizowano za to amatorskie teatry rosyjskie. Zdania uczniów na temat tych działań były podzielone. Marcin wybrał się na rosyjski spektakl, w towarzystwie kilku przyjaciół. Z uczniami przywitał się Majewski, który zaprowadził ich do loży dyrektora szkoły. Chłopcy otrzymali też słodycze, w nagrodę za swoją obecność. Inspektor zaczął darzyć Borowicza wielką sympatią, zaprosił go nawet do swojego domu. Marcin polubił Zabielskija i często go odwiedzał.

Pod koniec sierpnia, drogą wędrował ubogi Jędrek Radek. Szedł pieszo spod Pyrzogłów w stronę Klerykowa, aby dostać się do piątej klasy. Chłopak wcześniej zajmował się zwierzętami, ale jego los odmienił Antoni Paluszkiewicz, nazywany „Kawką”, nauczyciel paniczów. Radek często wyśmiewał się z jego głosu i ruchów. Paluszkiewicz uwierzył jednak w prostego chłopaka i nauczył go czytania oraz języka rosyjskiego. Opłacił Radkowi naukę w Progimnazjum Pyrzogłowskim oraz stancję. Gdy Jędrek zdał do drugiej klasy, nauczyciel zmarł. Chłopak zdołał jednak utrzymać się z udzielania korepetycji. Postanowił się dalej uczyć, tak jak radził mu Paluszkiewicz. Po wakacjach opuścił więc rodzinne czworaki i udał się do Klerykowa. Po drodze spotkał szlachcica, który zabrał go do swojego kuzyna - pana Płoniewicza. Ten zatrudnił Radka jako korepetytora dla swojego syna Władzia i córki Mici, w zamian za stancję i wyżywienie. Jędrek udał się do gimnazjum w Klerykowie w towarzystwie Władzia i został przyjęty do piątej klasy. Płoniewicz nie był zdolnym uczniem, dlatego Radek wkładał wiele pracy w jego naukę, w zamian za bardzo skromne warunki. Jędrek nie był lubiany w szkole ze względu na swoje ubóstwo. Po dwóch miesiącach od rozpoczęcia nauki, Nogacki wezwał Radka do tablicy. Chłopak popełnił błąd w zadaniu z geometrii i został wyśmiany przez innego ucznia - Tymkiewicza. Po lekcji, Radek wdał się z nim w bójkę, za co groziło mu wyrzucenie ze szkoły. Zrozpaczonego Jędrka spotkał Borowicz, wtedy uczęszczający już do szóstej klasy. Obiecał wstawić się za nim u Zabielskiego. Dyrektor darował karę Radkowi.

Klasa szósta, do której należał Borowicz, dzieliła się na dwie grupy. Borowicz należał do literatów, pozostających pod wpływem inspektora. Druga grupa, nazywana ligą wolnopróżniaków, była wrogo nastawiona do pierwszej. Borowicz założył kółko zbierające się w niedzielę po nabożeństwie, aby studiować literaturę rosyjską i ćwiczyć pisanie. Dołączyli do niego również uczniowie starszych klas. Inspektor podsuwał im literaturę, przedstawiającą Polaków w złym świetle. Niektórzy z literatów na własną rękę czytali też polskie książki, aby poznać racje drugiej strony. W księgarni pojawiła się książka Bobrzyńskiego o dziejach Polski, wydana bez cenzury. Historyk utrzymywał jednak, że Polskę do upadku doprowadziła anarchia. Wolnopróżniacy byli przede wszystkim synami zamożnych mieszczan i szlachciców. Zajmowali się głównie oszukiwaniem nauczycieli i grą w karty. Część z nich pasjonowała się też jazdą konną. Wolnopróżniacy odwiedzali też teatr i podkochiwali się w aktorkach. Jeden z nich, Wolski zakochał się w jednej z nich, nazywanej Iskierką. Kupił dla niej pudełko cukierków, ale zostało zniszczone przez młodszych kolegów. Zaniósł jej więc czekoladki, stworzone z rozgniecionej masy.

Uczniowie klasy szóstej chętnie uczyli się matematyki i fizyki, ale pozostałe przedmioty ich nużyły. Książki, znajdujące się w szkolnej bibliotece, wciąż były sprawdzane, aby nie przeszkodziły w procesie wychowania uczniów. Do rąk szóstoklasistów dostał się jednak rosyjski przekład książki Henryka Tomasza Buckle'a „History of civilisation In England”. Pod jej wpływem, wśród uczniów uformowała się grupa filozoficzno – materialistyczna, której dowodzili Nochaczewski („Spinoza”) i Miller („Balfegor”). Do materialistów należał też Borowicz, który w tym czasie nie mieszkał już na stancji u Przepiórkowskiej. Udzielał korepetycji i zatrzymał z kilkoma innymi uczniami na pokoju u „Czarnej pani”. Pod wpływem angielskiej książki, Borowicz zainteresował się łaciną i greką oraz ateizmem. Materialiści traktowali książkę jako kodeks i siłę moralną. Marzyli, aby uczyć się całe życie, dlatego stali się pilnymi uczniami. W rozmowach wykorzystywali jednak zwroty rosyjskie, ze względu na korzystanie z przekładu dzieła.

Borowicz chodził do klasy z Waleckim, zwanym „Figą”. Był jednym z najlepszych uczniów, ale nie należał do materialistów, ze względu na przywiązanie do wiary katolickiej. Chłopak był też pilnowany przez surową i pobożną matkę. Borowicz śmiał się z niego i toczył z nim spory. Jednym z najbardziej zagorzałych rusyfikatorów był Kostriulew, nauczyciel historii. Na lekcji powiedział, że katolickie zakonnice pod Wilnem, ukrywały w podziemiach klasztoru trumny z ciałami noworodków. Walecki przerwał wykład i zarzucił mu kłamstwo. Figę poparł tylko jeden uczeń - Rutecki, Borowicz i inni przyznali rację nauczycielowi. Walecki nie został wyrzucony ze szkoły, ale ukarany chłostą. Po świętach Bożego Narodzenia, do klasy dołączył Bernard Sieger, wyrzucony wcześniej z warszawskiego gimnazjum za „nieprawomyślność”. Sieger mieszkał u Kostriulewa i nie mógł się z nikim spotykać. Początkowo zabraniano mu też uczestnictwa w lekcjach języka polskiego. Gdy został do tego dopuszczony, na lekcji wyznał, że nazywa się „Zygier”, chociaż jego przodkowie podpisywali się inaczej. Zygier podzielił się też zamiłowaniem do literatury romantycznej i zaczął recytować „Redutę Ordona, co poruszyło uczniów i Sztettera.

Ulubionym miejscem Marcina stał się Stary Browar na przedmieściach. Mieszkali tam rodzice Mariana Gontali, jednego z kolegów Borowicza. Spotykali się tam z innymi ośmioklasistami, w tym Zygierem, wymykającym się od nauczyciela. Bernard zainteresował chłopców zakazaną, polską literaturą, którą czytali na spotkaniach. Pod jej wpływem, zmieniać zaczął się również światopogląd Marcina. Pewnego dnia, uczniowie zaplanowali w tym miejscu zabawę. Borowicz udając się na spotkanie, dostrzegł Majewskiego. Aby uratować kolegów przed nauczycielem, zaczął rzucać w niego błotem. Borowicz dotarł na spotkanie spóźniony i kazał kolegom uciekać. Gdy nauczyciel przyszedł na miejsce ze strażnikami, nikogo tam nie było.

Po Wielkanocy, uczniowie zaczęli przygotowywać się do matury. Marcin uczył się w parku, gdzie widywał Annę Stogowską, zwaną „Birutą”. Była córką lekarza wojskowego i uczennicą siódmej klasy gimnazjum żeńskiego. Jej ojciec w młodości miał romans z córką czynownika (urzędnika z Rosji), którą musiał poślubić. Matka Anny była Rosjanką, ale dzieci wychowywała w nienawiści do wszystkiego, co rosyjskie. Kobieta zmarła młodo i z racji swojego pochodzenia, uważała się za przyczynę moralnego upadku męża. Biruta obiecała nigdy wyjść za mąż, opierała się również rusyfikacji. Borowicz zakochał się w Stogowskiej, ale nigdy nie miał odwagi się do niej odezwać, wymienili jedynie uśmiechy. We wrześniu, Marcin wrócił do Klerykowa, aby odebrać świadectwo i pożegnać się z kolegami. Próbował też znaleźć Annę, ale mu się to nie udało. Borowicz odwiedził Przepiórkowską i powiedział, że wybiera się do Warszawy na uniwersytet. Okazało się, że stancja została zamknięta, ponieważ Kriestoobriadnikow postanowił umieścić młodzież w internatach, aby jeszcze silniej ją kontrolować. Marcin udał się pod dom Stogowskiej. Dowiedział się, że doktor wyjechał do Rosji, żeby objąć lepsze stanowisko. Borowicz spotkał tam Radka, który uścisnął jego dłoń, aby dodać mu otuchy.


Czytaj dalej: Charakterystyka Marcina Borowicza

Komentarze