Kryzys w branży szarlatanów interpretacja

Autorem opracowania jest: Adrianna Strużyńska

Wiersz „Kryzys w branży szarlatanów” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego został opublikowany na łamach czasopisma „Środki Literackie” w 1935 roku. Utwór nawiązuje do kultury jarmarcznej, piosenki ulicznej i małomiasteczkowości. Jest to przewrotna satyra na temat przemian kulturowych świata współczesnego autorowi.

Spis treści

Kryzys w branży szarlatanów - analiza utworu

Utwór to przykład liryki pośredniej, podmiot liryczny nie ujawnia swojej obecności. Osoba mówiąca jest obserwatorem opisywanych zdarzeń. Wiersz należy więc do liryki sytuacyjnej z elementami narracyjnymi. W części utworu głos zabiera szarlatan, a ostatnie wersy są odejściem od opisu na rzecz refleksji podmiotu lirycznego. Wiersz jest utworem stychicznym, poeta nie zastosował podziału na strofy. Utwór składa się z dwudziestu czterech wersów. Można je pogrupować na osiem trzywersowych części, pod względem rymów, budowy i tematyki. Większość wersów składa się z sześciu lub siedmiu sylab, wyjątkiem jest ostatni wers - dziesięciozgłoskowy. W utworze pojawiają się rymy, ale ich układ jest nieregularny, w większości są to rymy parzyste. Wiersz opiera się na ironii, często spotykanej w twórczości Gałczyńskiego.

Utwór ma rozbudowaną warstwę stylistyczną, pojawia się wiele środków poetyckich. Pod koniec wiersz przybiera formę modlitwy, zastosowano apostrofę do Matki Boskiej („Więc ty. Naj­święt­sza Pan­no”). Szarlatan zwraca się też bezpośrednio do przechodniów („Hej, pa­no­wie, pa­niu­sie”). Ten zwrot pełni również funkcję anafory. Bohater utworu wymienia towary, które oferuje, pojawiają się wyliczenia („lal­ki od mi­ło­ści, ma­ści od sa­mot­no­ści i Po­li­kar­pa kość”, „ocet sied­miu zło­dziei i ba­bi­loń­ski kle­ik, i po­udre de po­ur­lim­pim­pim”). Zastosowano również porównanie („by nie po­mar­li zimą jak wró­ble”). Pojawiają się też zapożyczenia z języka francuskiego („poudre”) i charakterystyczne dla twórczości Gałczyńskiego neologizmy („po­ur­lim­pim­pim”). Opis nabiera plastyczności dzięki epitetom („ru­skich by­lin”, „ba­bi­loń­ski kle­ik”, „dia­bel­skim pu­dle”).

Kryzys w branży szarlatanów - interpretacja utworu

W 1935 roku, gdy powstał wiersz, Gałczyński mieszkał wraz z rodziną w Wilnie. W utworze można więc odnaleźć atmosferę przedwojennego, polskiego Wilna. Nawiązania do miejsc zamieszkania są często widoczne w twórczości Gałczyńskiego. Był on również zafascynowany jarmarczną, uliczną kulturą. Ironia jest widoczna już w tytule wiersza. Poeta sugeruje, że istnieje „branża szarlatanów”, chociaż zdaniem większości osób, takie zajęcia jak szarlatan, wróżka czy jasnowidz, trudno nazwać zawodami. Ciężko więc określić grupę szarlatanów jako związek zawodowy, zwłaszcza w przedwojennych realiach. Można jednak domyślać się, że poecie łatwo jest zrozumieć sytuację tytułowych szarlatanów. Artyści również nie są traktowani przez wiele osób poważnie, ich twórczości nie uznaje się za prawdziwą pracę. Poeci również nie potrafią wyjaśnić postronnym skąd biorą się ich niezwykłe zdolności. Efekty pracy artystów, podobnie jak wróżek czy czarodziejów, są niematerialne, nie mają praktycznego zastosowania. Pracujące fizycznie społeczeństwo nie postrzega więc stworzenia wiersza lub „ba­bi­loń­skiego kle­iku” za zajęcie trudne i męczące.

Sytuacja liryczna ma miejsce na opustoszałym targowisku we wschodniej Polsce. Na uboczu, niedaleko mostku, swojego kramu nie zamknął jeszcze ubogi szarlatan. Próbuje on sprzedać przechodniom niecodzienne wyroby, jednak nie cieszą się one zainteresowaniem. Oferuje mieszkańcom miasta „lalki od miłości”, „maść od samotności”, „kość Polikarpa” czy „ocet siedmiu złodziei”. Są to niespotykane produkty, których wytworzenie z pewnością wymaga niezwykłych umiejętności. Ludzie nie wierzą jednak w nadnaturalne moce szarlatana i nie zamierzają kupować jego wyrobów. Uważają go za oszusta, unikającego uczciwej, poważnej pracy. W podobnej sytuacji często znajdują się artyści, których twórczość pozostaje niezrozumiana przez potencjalnych odbiorców, odmawia im się talentu i określa mianem leniwych i nieprzydatnych społecznie. Szarlatan, przedstawiony w wierszu, nie jest przebiegłym oszustem, ale człowiekiem cierpiącym. Dręczą go choroby, ubóstwo i samotność. Z desperacji nawołuje do wszystkich przechodniów, liczy że uda mu się sprzedać przynajmniej część produktów. Jego starania nie przynoszą jednak żadnego efektu, czuje się sfrustrowany. Mężczyzna choruje na febrę, od rana trzęsie się na swoim straganie, usiłując zarobić pieniądze. Szarlatan jest wytrwały, woła do potencjalnych klientów rymowanymi okrzykami, mimo że wciąż go ignorują. Utwór jest przewrotny, podmiot liryczny jednocześnie wyśmiewa szarlatana i chciałby uratować go przed zakończeniem ulicznych interesów. Ironia polega na podejściu szarlatanów do swojej profesji. Próbują przekonać ludzi, że ich magiczne produkty działają, a jednocześnie sami w to nie wierzą. Szarlatan w utworze zdaje sobie sprawę, że sprzedaje wyłącznie iluzję.

Ludzie nie dają się już oszukiwać, nie wierzą w działanie magicznych produktów. Pozornie wydaje się, że jest to zjawisko pozytywne, nadchodzi kres epoki ulicznych naciągaczy. Podmiot liryczny sympatyzuje jednak z szarlatanem. Zwraca się do Matki Boskiej o pomoc, aby nie pozwoliła mężczyźnie umrzeć zimą z głodu i wychłodzenia. Ten zwrot do Maryi również jest ironiczny, ponieważ wiara chrześcijańska nie popiera okultyzmu, magii i szemranej działalności szarlatanów. Osoba mówiąca czuje sentyment do ulicznego folkloru, który tworzą szarlatani, cyrkowcy, handlarze, czy jasnowidze. Ludzie nie są już tak naiwni, jak ich przodkowie, przestają wierzyć w magię. Podmiot liryczny odczuwa melancholię, czary nadawały życiu niezwykłości, tworzyły niecodzienny klimat polskich miast. W latach trzydziestych na pierwsze miejsce zaczął wysuwać się jednak postęp. Obok telefonów, kolei żelaznej czy samolotów zabrakło miejsca na magiczne produkty szarlatanów. Osoba mówiąca nie krytykuje rozwoju, ale podkreśla że całkowite skupienie na racjonalnej stronie rzeczywistości ma również swoje ciemne strony. Podmiot liryczny chciałby zachować chociaż kilka reliktów dawnej rzeczywistości, móc powrócić do uroku miejskich jarmarków lub ulicznych cyrków.


Czytaj dalej: Ballada o trąbiącym poecie interpretacja

Komentarze