Interpretacja

Rachunek elegijny

Autor wiersza Wisława Szymborska
Interpretacja stworzona przez: Beatrice
Analizując treść przedostatniego tomiku Wisławy Szymborskiej pt. Koniec i początek, można zauważyć, co z resztą uczyniła Anna Węgrzyniakowa, iż: „W tomikach ostatnich <>, motyw śmierci powraca w rozlicznych wariantach, częściej w ujęciach serio, rzadziej w prześmiewczych” . Rachunek elegijny zarówno swoim poważnym nastrojem, jak i tematyką wkomponowuje się idealnie w treść całego tomu. Mówi się tutaj o końcu życia i początku (podkr.moje B.P.) czegoś nowego, nieznanego. Podobieństwo do tytułu całego zbioru liryków jest więc wyraźnie widoczne. Przez sam tytuł utworu autorka wprowadza nas od razu in medias res, jest to przecież rachunek, ale rachunek niezwykły, bo elegijny, a elegia w starożytności była gatunkiem żałobnym. Elegia to utwór liryczny o treści poważnej, dotyczący spraw osobistych lub co istotniejsze dla tego konkretnego wiersza, problemów egzystencjalnych typu przemijanie, śmierć. Sam tytuł wskazuje więc, iż mowa będzie o eschatologii, ale w sposób poważny. Nie tak jak w dobrze znanym wierszu pt. Kot w pustym mieszkaniu, gdzie na fakt śmierci człowieka patrzy się z perspektywy kociej, w Rachunku elegijnym „humor ustępuje miejsca elegii” . Równie ważny dla pełnego zrozumienia utworu jest pierwszy człon tytułu, a mianowicie rachunek. Sam ten rzeczownik narzuca nam określone konotacje, a mianowicie – liczba, suma, podsumowanie, itp. Jednak rachunek Szymborskiej jest niezwykły, dlatego nie podaje on liczb, wręcz przeciwnie – pyta się o nie. Większość strof zaczyna się paralelnie od zaimka pytającego „Ile...”.Te anafory, służą uwydatnieniu wątpliwości podmiotu lirycznego. Również zagadnienie wersyfikacji w tym utworze staje się jaśniejsze, gdy będziemy próbowali zrozumieć je mając na uwadze tytułowy rachunek. Jest ono bardzo proste i oczywiste. Żaden przecież rachunek, np. sklepowy, nie charakteryzuje się regularną wersyfikacją (nikt przecież nie widział rachunku pisanego 13-sto zgłoskowcem!). Omawiany rachunek, chociaż poetycki, powinien być w swej budowie nieregularny. Dla uzyskania pełniejszego obrazu, należałoby jeszcze raz spojrzeć na ten tomik jako całość. Małgorzata Antoszewska Tuora pisze o wierszach z Końca i początku, iż: „Zastanawiając się nad nimi ma się wrażenie, że ich bohaterowie chcą usilnie zobaczyć i zrozumieć jak najwięcej z otaczającego ich świata, zanim zapadnie zmrok” . I rzeczywiście, zarówno w najważniejszym dla tej analizy Rachunku elegijnym , jak i w, np. wierszu Nic darowane pojawiają się ciągle pytania, wątpliwości. W świecie Szymborskiej nic nie jest pewne i dotyczy to zarówno spraw życia:

„Nie mogę sobie przypomnieć
gdzie, kiedy i po co
pozwoliłam otworzyć sobie
ten rachunek.”
(Nic darowane, s.374, 375)
Jak i śmierci:
„Ilu po życiu krótszym albo dłuższym
(jeśli to dla nich wciąż jakaś różnica)
dobrym, bo się zaczęło,
złym, bo się skończyło
(jeśliby nie woleli powiedzieć na odwrót)
znalazło się na drugim brzegu
(jeśli znalazło się
a drugi brzeg istniej) –”
(Rachunek elegijny, s.342)

Rachunek elegijny jest jednak pod względem liczby kwestii wątpliwych najbardziej obfitym utworem tego tomu. Podmiot liryczny chorobliwie wręcz boi się postawienia jakiejkolwiek tezy dotyczącej śmierci. Rachunek Szymborskiej jest „[...] koncertem wątpliwości” . Każde zdanie opatrzone jest od razu powątpieniem:
„[...]
przestąpiło ten próg
(jeżeli to próg)
przebiegło przez ten most
(jeśli nazwać to mostem) –”
(Rachunek elegijny, s.342)
Schemat ten powoduje, iż rozpoczęte w pierwszej strofie zdanie kończy się dopiero w przedostatniej zwrotce, bowiem pytanie rodzi pytanie. Jest to jeden ciąg wątpliwości. A dodatkowo owe pytania nie są opatrzone pytajnikami. Przyczyna jest bardzo prosta – podmiot nie jest pewien celowości zadawania pytań:
„[...]
(„jeżeli pytanie ma sens,”
(Tamże, s.342)
Kwestią, która najbardziej interesuje podmiot liryczny w tym utworze, jest bezwatpienia wizja życia po śmierci. Jednak pierwsza wątpliwość, która nasunęła się podmiotowi lirycznemu, o dziwo nie dotyczy śmierci. Jej głównym tematem jest człowiek i stosunki międzyludzkie - co to znaczy znać drugiego człowieka. I czy można kogoś tak na prawdę poznać? Przecież każdy z ludzi posiada jakieś sekrety, utajnione myśli, których istnienia czasami nawet sam nie jest w pełni świadomy. Dalsza cześć wiersza generalnie zobrazowuje już „eschatologiczną niepewność” . Można zauważyć, iż stopień ważności pytań – wątpliwości ulega zwiększeniu w kolejnych strofach. Pierwszą kwestią, która staje się wątpliwa dla podmiotu jest sprawa aktualności podziału na płeć po śmierci człowieka. Fragment ten może być jednak interpretowany w jeszcze jeden sposób. Szymborska jest poetką, która bardzo wnikliwie obserwuje otaczający ją świat, często w swoich wierszach przybiera maskę prześmiewczą. I może tutaj również zauważa, że w dzisiejszych czasach nawet tak wydawałoby się oczywista sprawa podziału na płci, staje się nie taka do końca jasna. Kobiety przecież często za wszelką cenę starają się upodobnić do mężczyzn, przejąć ich obowiązki oraz styl bycia i wyglądu. Mężczyźni natomiast, może trochę mniej nagminnie, ale też czasami przejmują cechy kobiet. Niektórzy mężczyźni po prostu niewieścieją.
Następna wątpliwość jest już o wiele bardziej poważna i dręcząca. Ja liryczne zastanawia się jak wygląda wizja życia po śmierci. Ukazana jest tutaj i oczywiście – zgodnie ze schematem poddana w wątpliwość, droga człowieka umierającego, a potem jego duszy. Mamy przekroczenie progu, przejście przez most, a dopiero później dostanie się na drugi brzeg. Ja liryczne zastanawia się czy tak to właśnie wygląda, czy tę drogę śmierci przejść musi każdy z nas. Ta kwestia rodzi jednak automatycznie pytanie, podmiot liryczny mówi:
„[...]
znalazło się na drugim brzegu
(jeśli znalazło się
a drugi brzeg istnieje) –”
(Rachunek elegijny, s. 342)
tak więc nie możemy być tak do końca pewni czy istnieje coś po śmierci. Może rzeczywiście zgodnie z tym co mówią ateiści, życie kończy się z chwilą śmierci, a później nie ma już nic.
W strofie trzeciej autorka nie pozostawia już żadnych wątpliwości, powiedziane jest bowiem:

„Nie dana mi jest pewność
ich dalszego losu
(jeśli to nawet jeden wspólny los
i jeszcze los) –”
(Tamże, s. 342)

Podmiot liryczny porusza w tych wersach jeszcze jedną kwestię: czy po śmierci można mówić w ogóle o jakimś losie? Czy dusza może mieć los? Los to, próbując go zdefiniować, następstwo wydarzeń w czasie. A po śmierci przecież trudno mówić jest po pierwsze o jakiś wydarzeniach, a po drugie o czasie. Tam wszystko (naśladując Szymborską – jeśli tam w ogóle istnieje) jest wieczne i nieskończone, tam nie ma czasu. Poza tym nie można myśleć o czymś takim jak los pojedynczych jednostek. Możliwe, że po śmierci wszystko stanie się całością, zostanie wchłonięte przez absolut i nie da się wyróżnić pojedynczych dusz.
Podmiot liryczny zapędza się więc w swoich dywagacjach daleko, wysuwając odważną wizję, iż po śmierci jest pustka. A jak już zostało powiedziane, ja liryczne niczym ognia unika zdecydowanych twierdzeń, więc i tu ucieka od odpowiedzialności i sugeruje, że może jednak wizja jest bardziej optymistyczna i dusze po śmierci wszystko :
„[...]
Mają za sobą
(jeśli nie przed sobą)”
(Tamże, s. 342)
W następnej strofie poetka wprowadza kolejne już określenie śmierci. Należy przecież zauważyć, że w utworze o charakterze elegijnym mówiącym o śmierci, nie pojawia się ani razu (!) sam rzeczownik śmierć lub jakieś słowo jemu pokrewne. Przez zastosowanie licznych peryfraz podmiot liryczny po raz kolejny unika zbliżenia się do granicy definiowania. Zamiast pytania ilu ludzi po prostu umarło, znajdujemy tę samą wątpliwość, ale w innej formie, a mianowicie:
„Ilu ich wyskoczyło z pędzącego czasu
i w oddaleniu coraz rzewniej znika
(jeżeli warto wierzyć perspektywie)”
(Tamże, s. 342)

Pytanie to opiera się na prawach fizyki, gdyż po wyskoczeniu z pociągu (tu czasu), zgodnie z zasadami dotyczącymi perspektywy, osoba maleje i znika z pola widzenia. Powątpiewanie w nią oznaczałoby tutaj zwątpienie w podstawowe założenia fizyki. Strofę tą możemy jednak analizować również na gruncie metafizycznym. Umierający przenoszą się w zaświaty, które w wyobraźni ludzi żywych są jakąś odległą krainą. Przekonanie to jest właśnie związane z pojęciem perspektywy rozumianej w sensie fizycznym, bo przecież jeśli czegoś nie widzimy, to znaczy, że jest gdzieś daleko. I wszystko jest tutaj w porządku, dopóki nie zmienimy punktu widzenia. Patrząc się na to zagadnienie „oczami” ludzi zmarłych, te zaświaty mogą być tuż obok. I wtedy okazuje się, iż perspektywa jest błędna, gdyż wcale to, co niewidoczne, nie musi znajdować się daleko, może być całkiem blisko.
Następną wątpliwość zawartą w tym utworze można rozwiązać w sposób dwojaki. Ja liryczne chce zliczyć wszystkich zmarłych:
„Ilu
(jeżeli pytanie ma sens,
jeśli można dojść do sumy ostatecznej,
zanim liczący nie doliczy siebie)” (podkr.moje B.P)
(Tamże, s. 342, 344)
Jest to jednak niemożliwe i dowód na to można odnaleźć w tekście (zanim dojdzie się do sumy wszystkich zmarłych, samemu dołączy się do ich grona). Tak więc suma ostateczna nie zostanie zdefiniowana. Druga droga prowadzi przez skojarzenie budowy tego wiersza z jego tytułem. Każda ze strof zakończona jest quasi – myślnikiem. Nie jest jednak pewne czy jest to znak interpunkcyjny, czy też podążając tropem tytułu, jest to po prostu symbol odejmowania. Przecież nie należy zapominać, iż ciągle mamy do czynienia z rachunkiem. Każda kolejna strofa zaczynająca się od spójnika pytającego „ile”, byłaby pewną niewiadomą. Podążając kolejno, zwrotka pierwsza byłby to x, zwrotka druga y, zwrotka trzecia z, itd., bowiem każda pyta się o jakąś liczbę, lecz jej nie podaje. Jeśli kolejno będziemy odejmować od siebie te niewiadome, to w ostateczności dalej nie uzyskamy żadnego konkretnego wyniku. Niemożność ta więc została udowodniona w tym wierszu podwójnie.
„Ilu
[...]
zapadło w ten najgłębszy sen
(jeśli nie ma głębszego) –”
(Tamże, s. 344)
W tych wersach wątpliwości podmiotu lirycznego osiągają apogeum. Zastanawia się, już nie nad tak powszechną sprawą, która nęka każdego człowieka: czy po śmierci coś jest, czy dane nam jest jeszcze jedno życie? Tutaj myśli „ja” lirycznego biegną jeszcze dalej. Przekraczają próg, przebiegają most i dochodzą do drugiego brzegu, gdzie śmierć, w wierszu ujęta jako głęboki sen, króluje w pełni. Jednak osoba mówiąca w utworze nawet tego nie przyjmuje za oczywistość, nie jest tak do końca pewna czy śmierć to ostateczność. Może przecież jest coś bardziej ostatecznego? Może śmierć również ma poziomy, a przede wszystkim może wcale nie jest nieskończona? Może po śmierci pierwszej następuje druga? A wracając do metaforyki wiersza, może po śnie głębszym człowiek zapada w jeszcze głębszy, umiera powtórnie? Jednak i na to pytania nie znajdujemy w tekście odpowiedzi.
Analizując ten wiersz należy również wspomnieć, iż wątpienie w możliwość dalszego życia po śmierci jest zaprzeczeniem jednego z najważniejszych dogmatów religii katolickiej. Łączy się to więc z zagadnieniem istnienia Boga w świecie poetyckim Rachunku elegijnego. Dla porównania w utworze Może to wszystko, który również należy do tomu Koniec i początek, przedstawione zostały dwa różne poglądy na kwestie boskości. Pierwszy, iż opatrzność istnieje, drugi zaś, to „[...] koncepcja deistyczna, zakładająca, że świat jest mechanizmem puszczonym w ruch przez nie interesującego się jego losami Stwórcę – Prawodawcę” :
„Może jesteśmy pokolenie próbne?
Przesypywani z naczynia w naczynie,
potrząsani w retortach,
obserwowani czymś więcej niż okiem,
każdy z osobna
brany na koniec w szczypczyki?

Może inaczej:
żadnych interwencji?
Zmiany zachodzą same
Zgodnie z planem?”
(Może to wszystko, s. 366)

Szymborska więc cały czas powątpiewa, zastanawia się. W jednych wierszach umieszcza Boga, a w kolejnych zupełnie jego role pomija, lub ewentualnie zaznacza istnienie jakieś wyższej siły. Natomiast w Rachunku elegijnym, który to przecież dotyka spraw eschatologicznych, czyli bezpośrednio związanych z Stwórcą, to nie dość, iż w żadnej strofie nie została zasygnalizowana obecność Boga, to jeszcze przez wątpliwości podmiotu lirycznego (czy istnieje coś po śmierci), jego egzystencja jest tym samym negowana. Bo przecież jeśli żyjemy tylko tu i teraz, a po śmierci nie ma nic, to miejsca na Boga w tym światopoglądzie również nie ma.
Człowiek więc nie wspomagany jest przez żadnego Stwórcę - Opiekuna i może właśnie dlatego wątpi, miota się. W jednej ze strof podmiot liryczny sygnalizuje, iż tym wszystkim wątpliwością towarzyszą emocje. Bowiem kiedy mówi on o znikaniu ludzi, podkreśla, iż to znikanie jest rzewne, niczym rzewny płacz, a więc nacechowane emocjonalnie. Utwór ten nie jest więc beznamiętnym rachunkiem, podsumowaniem zysków i strat, liczby ludzi umarłych. To uczuciowy monolog człowieka, który zjawiska okrutnej śmierci nie potrafi objąć swym ułomnym, ludzkim rozumem. Człowieka, który zagubiony jest po części również w otaczającym go świecie.
I tutaj przechodzimy do kolejnej kwestii, tzn. wizji świata oraz życia ludzkiego w „Rachunku elegijnym”. Jan Majda pisał, iż: „ [...] świat ludzkiej egzystencji w jej poezji ma wymiar tragiczny, wręcz infernalny”. Przykładem potwierdzającym tezę krytyka może być chociażby utwór Rzeczywistość wymaga, w którym autorka mimo tego, że docenia zalety otaczającego ją świata pisze:
„Nie bez powabów jest ten straszny świat, (podkr. moje B.P)
Nie bez poranków,
Dla których warto się zbudzić”
(Rzeczywistość wymaga s. 336)
I w dalszej części wiersza:
„Może nie ma miejsc innych jak pobojowiska,
Te jeszcze pamiętane,
Te już zapomniane [...]”
(Tamże, s. 336)
W Rachunku elegijnym podmiot liryczny nie przedstawia wprost dowodów na okrucieństwo świata, który otacza człowieka. Tylko w sposób zakamuflowany je sygnalizuje. Ja liryczny mówi przecież:
„Ilu po życiu krótszym albo dłuższym
(jeśli to dla nich wciąż jakaś różnica)
dobrym bo się zaczęło,
złym bo się skończyło
(jeśliby nie woleli powiedzieć na odwrót)”
(Rachunek elegijny, s. 342)
Zwraca więc uwagę, iż są ludzie dla których świat i życie na nim jest cierpieniem do tego stopnia, iż jedynym dobrem jakie ofiaruje – jest śmierć. Czy też w ostatniej strofie utworu, tyle że tam powiedziane jest to w sposób mniej oczywisty. Czytelnik musi się tego domyślić. Trzy pierwsze wersy wypowiedziane są przez osobę żywą. Następnie podkreślone jest, iż ludzie martwi zdani są na nieskończone milczenie. Jeśli więc udałoby im się wypowiedzieć, chociażby jedno z tych zdań, dowolne:
„Do widzenia.
Do jutra.
Do następnego spotkania.”
(Tamże, s. 344)
To należeliby tym samym do grona żywych, a część z nich:
„ [...]
Już tego nie chcą
(jeżeli nie chcą powtórzyć)”
(Tamże, s. 344)
Wolą zajmować się tym :
„ [...]
(jeżeli tylko tym)
Do czego ich przymusza nieobecność”
(Tamże, s. 344)
Tak więc nie chcą wracać do tego świata, z którego zabrała ich śmierć (jeśli przyjmiemy hipotetycznie, iż taka możliwość istnieje).
W Rachunku elegijnym pobrzmiewają echa filozofii Schopenhauera. On również uważał, że życie człowieka jest męczarnią i dopiero śmierć stanowi wyzwolenie od tego cierpienia. To na nią należy czekać przez całe życie. A przyglądając się powyższym rozważaniom odnajdujemy tu pewne cechy wspólne, tyle że może w trochę łagodniejszej formie.
Podmiot liryczny Rachunku elegijnego zauważa także fakt, iż człowiek nie jest czasami w stanie objąć słowami pewnych pojęć. Szymborska czerpie tutaj z Księgi Koheleta, gdzie powiedziane jest: „Vanitas vanitatum et omnia vanitas”, również w odniesieniu do ludzkiej mowy. Czy istnieje bowiem, np. jedno słowo, którym można bez reszty objąć wszystkie wydarzenia z ludzkiego życia? Dlatego w Rachunku elegijnym odnajdujemy następujące stwierdzenie, podane w formie wątpliwości, ale chyba bardzo słuszne:
„Wszystko
(jeżeli słowem tym nie ograniczam) (podkr. moje B.P)
maja za sobą
(jeśli nie przed sobą) –”
(Tamże, s. 342)
Ze słowa wszystko nie da się wyodrębnić tak naprawdę żadnej konkretnej rzeczy. Wszystko oznacza więc prawie tyle co nic.
Wisława Szymborska posiada mądrość, „która pozwoliła jej zdać sobie sprawę, że w naszych czasach poezja potrafi pociągać już nie swoimi możliwościami wypowiadania twierdzeń, ale raczej swoją sztuką zadawania pytań” . Patrząc całościowo na twórczość noblistki, można zauważyć proces fascynujący. Chociażby analizując tylko tytuły tomików. Autorka debiutowała bowiem tomem Dlatego żyjemy, potem były: Pytania zadawane sobie, Wołanie do Yeti i jak pisze Barańczak: „Młodzieńcza pewność siebie, pobrzmiewająca w tytule pierwszego tomu, w tytule drugiego ustępuje pełnym wątpliwościom „pytaniom zadawanym sobie” . Widać więc w dorobku Szymborskiej proces wręcz odwrotny niż z reguły ma miejsce. Autorka im jest starsza, bardziej dojrzała, im jej bagaż doświadczeń zwiększa się, tym bardzie unika stawiania śmiałych tez, czego najlepszym dowodem może być przecież omówiony przez mnie wiersz, który przypomnijmy jeszcze raz słowa Wojciecha Ligęzy jest istnym „koncertem wątpliwości” . Jednak apogeum tej pozornej niewiedzy osiąga Szymborska moim zdaniem w innym wierszu z tego tomu. W utworze Niektórzy lubią poezję przyznaje się, iż nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie, na które właściwe ona, jako poetka z ponad 50 letnim stażem, musi przecież doskonale znać replikę. A mianowicie, czym tak na prawdę jest poezja. Szymborska natomiast, jakby chciała zrobić na przekór ciekawskiemu czytelnikowi, mówi:
„Poezję –
tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź
na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego
jak zbawiennej poręczy.”
(Niektórzy lubią poezję, s. 324)
Wystrzega się więc postawienia jednoznacznej tezy prawie w każdej kwestii, niczego nie jest pewna, we wszystko wątpi. Zarówno przez Rachunek elegijny jak i przez inne utwory z tego tomu, tak jak by chciała powiedzieć światu, że nie cogito ergo sum, lecz właśnie dubito ergo sum.

Komentarze

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM