„Karykatury” to dramat z roku 1898, którego autorem jest Jan August Kisielewski. Dzieło jest uznawane obecnie za jeden z najważniejszych utworów epoki Młodej Polski.
Spis treści
W mieszkaniu studenta Antoniego Relskiego spotykają się jego koledzy, którzy dyskutują o sztuce, kobietach, polityce i wolności jednostki. Po powrocie z lekcji Relski opowiada im o zachwycie nad uczennicą Stefanią Borkowską. Przyjaciele chcą też wystawić jego kandydaturę na prezesa studenckiego stowarzyszenia, lecz Antoni odmawia. Po ich wyjściu zjawia się Zosia, dawna znajoma Relskiego. Uciekła z domu przed brutalnym ojczymem, który chciał zmusić ją do małżeństwa. Dziewczyna wyznaje Antoniemu, że od dawna go kocha, a on przyjmuje ją pod swój dach. Rok później Zosia i Relski mieszkają razem na Grzegórzkach i mają małego syna. Żyją biednie, a Antoni coraz gorzej znosi ciasnotę, obowiązki i monotonię. Zosia wierzy, że po zdaniu egzaminu Relski się z nią ożeni, jednak on egzamin oblewa.
Relskiego odwiedzają dawni koledzy, którzy dostrzegają, jak bardzo zmieniło się jego życie. Relski przyznaje, że czuje się uwięziony, lecz nie potrafi porzucić Zosi, ponieważ dziewczyna bezgranicznie mu ufa. Jednocześnie coraz silniej fascynuje go Stefania. Mimo jego rozdrażnienia Zosia nadal wierzy mu bez zastrzeżeń. W domu Borkowskich okazuje się, że Stefania odwzajemnia uczucie Relskiego. Antoni podczas ostatniej lekcji dowiaduje się, że dziewczyna go kocha, i całuje ją. Kiedy jednak ma porozmawiać z jej ojcem, wycofuje się i opuszcza dom. Stefania, sądząc, że przeszkodą jest jego bieda i duma, zmusza ojca, by poszedł za nim i zaprosił go na wieczór. Tymczasem Relski wraca do Zosi i oznajmia, że nie mogą dalej razem żyć. Dziewczyna, choć załamana, zgadza się odejść. Wtedy przychodzi Borkowski i mówi Antoniemu, że Stefania go kocha. Widząc Zosię oraz kołyskę, rozumie prawdę i zakazuje Relskiemu zbliżać się do córki. Zosia pojmuje, że Antoni chciał ją opuścić także z powodu innej kobiety. Zabiera dziecko, odmawia przyjęcia od niego pieniędzy i odchodzi, przeklinając jego postępowanie. Relski zostaje sam, oszołomiony tym, że Borkowski nazwał go podłym.
Akcja rozpoczyna się 4 listopada 1896 roku w Krakowie, w wynajmowanym pokoju Antoniego Relskiego przy ulicy Krupniczej. Pod nieobecność gospodarza wdzierają się tam jego koledzy, Rozborski, Witoldyński, Stachowski, Jesz, Radowski, Jurowicz i Lassota. Piją kawę z koniakiem i prowadzą chaotyczną rozmowę o sztuce, polityce, kobiecie, odpowiedzialności, wolności jednostki i autorytetach. Lassota i Jurowicz pokazują szkice aktów, wywołując spór o piękno ciała kobiecego i męskiego. Koledzy uznają, że najlepiej rozstrzygnąłby go ktoś, kto jeszcze nie znał kobiety, i wskazują na Relskiego.
Relski wraca z lekcji udzielanej Stefanii Borkowskiej, maturzystce, i od razu zdradza wielkie podniecenie. Zachwycają go oczy, usta i płowe włosy uczennicy. Oświadcza, że dopiero tego dnia „zrodził się” w nim mężczyzna i zrozumiał, czym może być kobieta. Odrzuca książkowe życie, chce chwytać chwile i stworzyć własną „symfonię”. Koledzy wyjawiają wtedy cel wizyty. Nazajutrz odbędzie się zgromadzenie studenckiej instytucji finansowej, a ich grupa chce wystawić Antoniego na prezesa w wyborach. Relski stanowczo odmawia. Od blisko roku nie angażuje się w podobną działalność, ma dość wyborów i obowiązków narzucanych przez zbiorowość. Radowski zarzuca mu brak poczucia obowiązku społecznego, a Jesz i Witoldyński bronią swobody jednostki. Kłótnię przerywa alarm pożarowy. Większość młodzieńców wybiega, Relski zaś patrzy na czerwoną łunę i mówi o płonącym, szalonym świecie.
Stachowski wraca i ponownie próbuje namówić przyjaciela do kandydowania, lecz bez skutku. Brakuje mu pieniędzy na czesne i odbiór butów, a Relski także ma niemal pusty portfel, więc żartobliwie proponuje sprzedaż własnych rzeczy. Po wyjściu Stachowskiego wpada Zosia, dawna znajoma Antoniego, zmarznięta, wyczerpana i przerażona. Nie chce wracać do domu. Ojczym próbował zmusić ją do małżeństwa ze starszym wdowcem, stróżem mającym pięcioro dzieci, a po odmowie pobił ją i jej matkę. Zosia przez dwa dni błąkała się bez miejsca do spania i myślała o śmierci. W końcu uciekła do Relskiego, u którego spodziewała się schronienia.
Relski ogrzewa Zosię, daje jej koniak i przygotowuje herbatę. Dziewczyna wspomina czas, kiedy Antoni jako gimnazjalista mieszkał u jej rodziny. Już wtedy troszczyła się o niego po kryjomu, uzupełniała mu tytoń i słuchała jego gry na skrzypcach. Po jego wyprowadzce nie umiała zapomnieć i wieczorami patrzyła, czy w jego oknie pali się światło. Choć jako szwaczka uważała się za nieodpowiednią partię, zawsze go kochała. Relski reaguje na wyznanie silnym wzruszeniem i zachęca ją, by mówiła dalej. Zosia opiera głowę na jego piersi i mówi, że jest jej tak dobrze, iż mogłaby pozwolić, by ziemia zapadła się pod nimi.
Rok później Relski i Zosia mieszkają razem na Grzegórzkach, w małym pokoju na poddaszu i mają kilkutygodniowego syna. Kuchnię dzielą z szewcową Walentową. Zosia zajmuje się dzieckiem, gotuje i pracuje, a ich życie jest naznaczone ciasnotą i brakiem pieniędzy. Relski pracuje w biurze, przygotowuje się do egzaminu i nadal udziela lekcji Stefanii. Gdy wychodzi zdawać egzamin, Zosię odwiedza niewidziana od roku matka. Informuje, że ojczym zmarł dwa tygodnie wcześniej, i prosi córkę, by z dzieckiem wróciła do domu. Uważa życie bez ślubu za grzech i nie wierzy, że Antoni ją poślubi. Zosia broni Relskiego, przekonana, że po egzaminie wezmą ślub. Matka radzi jej jednak wrócić i od Antoniego domagać się utrzymania dziecka.
Przychodzi też Wojciech Migdał, znajomy Zosi, który za namową jej matki zamierza się oświadczyć. Chwali się pracowitością i odziedziczonym majątkiem, lecz Zosia wyśmiewa zaloty. Wkrótce wraca Relski we fraku wynajętym na egzamin i drażni go obecność Migdała. Matka oznajmia Antoniemu, że chce zabrać córkę i wnuka. Relski odpowiada, że nie ogranicza Zosi i uznaje jej własną wolę. Dziewczyna rzuca mu się na szyję, widząc w tym potwierdzenie, że zostanie przy nim. Matka żegna córkę, błogosławi wnuka i odchodzi. Relski przez chwilę jest wzruszony, lecz szybko staje się rozdrażniony.
Antoni denerwuje się bałaganem, ciasnotą, biedą i obecnością Walentowej. Otwiera okno, bo brakuje mu powietrza, ale Zosia każe je zamknąć ze względu na dziecko. Gdy troszczy się o jego kołnierzyk i krawat, Relski nazywa ją głupią. Zosia prosi, by kochał ją jak dawniej, po czym pyta o egzamin, pewna, że go zdał. Dopiero wtedy dowiaduje się o porażce. Antoni gorzko przedstawia przyszłość, czyli posadę bez egzaminu, ślub, dwa pokoje w małym mieście, stare meble i garnki. Zosia odpowiada, że szczęście nie zależy od takich rzeczy. W tym czasie przychodzą dawni koledzy Relskiego, przyprowadzeni przez Stachowskiego. Zakłopotany Antoni przedstawia Zosię jako kuzynkę. Kiedy goście zauważają kołyskę, rozumieją, co wydarzyło się przez miniony rok, i żartują z dawnej „harfy życia” Relskiego oraz dziecka jako rezultatu jego dawnych teorii.
Jurowicz ustawia przy kołysce grupę do szkicu przedstawiającego śmierć dziecka, a Zosię namawia do odegrania rozpaczającej matki. Dziewczyna zgadza się, traktując to jak niewinną „szopę”. Relski po powrocie wpada w gniew i zarzuca kolegom, że drwią z jego życia. Potem wysyła Zosię po tytoń i pod jej nieobecność mówi otwarcie o swoim położeniu. Według własnych przekonań uważa ją za żonę, lecz wymarzona „wolna miłość” zmieniła się w duszną codzienność. Dziecko, ciasny pokój, obowiązki i biedę nazywa karykaturą życia i miłości. Chciałby odejść, ale nie potrafi skrzywdzić Zosi, ponieważ ona ufa mu bezgranicznie. Zachowuje się nawet tak, by go znienawidziła, lecz jej przywiązanie nie słabnie. Relski pracuje po siedem godzin dziennie w dyrekcji skarbu i skarży się, że po powrocie nie ma siły na własne pisanie.
Stachowski radzi mu ratować własne życie, Witoldyński ujmuje jego cierpienie w teorie o silnej jednostce, a Jesz proponuje niczego nie robić i czekać. Koledzy domyślają się także uczucia Relskiego do Stefanii. Po powrocie Zosi większość wychodzi. Stachowski zostaje chwilę i zgadza się zostać ojcem chrzestnym dziecka. Zosia proponuje Stefanię na matkę chrzestną. Antoni wychwala urodę, inteligencję i śpiew uczennicy, a Zosia smutnie zauważa, że sama nie mogła się kształcić.
Po wyjściu Stachowskiego Zosia pyta Antoniego, czy ją kocha. Relski, wzruszony jej lękiem, odpowiada twierdząco. Zosia mówi, że nie jest tak głupia, jak on sądzi, i potrafi wyczuć jego myśli, choć nie umie ich dobrze wyrażać. Podkreśla, że jej miłości nie można kupić ani nauczyć się z książek. Chwilę później przez okno zauważa jasnowłosą pannę idącą z młodym mężczyzną. Relski rozpoznaje Stefanię i Kalenickiego, nazywa jej towarzysza kretynem i w gniewie zasłania okno. Zosia nie rozumie zazdrości Antoniego. Gdy dowiaduje się, że dziewczyna to jego uczennica, niewinnie proponuje, by Borkowscy dawali jej suknie do krojenia, bo na hafcie zarabia niewiele. Relski odpowiada, że ożeni się ze Stefanią, a Zosi będą przysyłać jej suknie. Zosia wybucha śmiechem, przekonana, że żartuje, i wskazuje na ich dziecko. Antoni odbiera to jako próbę związania go ojcostwem, mówi, że jej bezgraniczne zaufanie jest czymś strasznym, i wychodzi bez obiadu.
Następnie akcja przenosi się do domu Borkowskich. Borkowski sprzedał folwark Mądrów, osiadł w Krakowie i kupił kamienicę; z żoną żyje od trzydziestu lat. Laura wróciła do domu rodziców po śmierci męża, który zmarł dwa miesiące po ich ślubie. Starsza córka Laura jest młodą wdową, Stefania przygotowuje się do egzaminów, a Ignaś sprawia rodzicom kłopoty. Niechętnie uczy się łaciny, pali i dokucza Laurze, która stale nazywa się „złamaną” i „zniszczoną”. Borkowski żyje polityką. Okazuje się, że Ignaś uderzył żydowskiego ucznia i grozi mu kara w szkole. Chłopak przedstawia zajście jako walkę za ideę i nie chce wyrzec się poglądów. Ojciec go strofuje, ale zarazem podziwia jego energię i liczy, że konflikt uda się załagodzić.
Rodzice rozmawiają też o Stefanii. Borkowski opowiada, że poprzedniej nocy zastał córkę nad książkami, a później znalazł ją śpiącą z tomikiem „Sonetów” Antoniego Relskiego przyciśniętym do piersi. Zabiera książkę i rozumie, że Stefa darzy nauczyciela silnym uczuciem. Pani Borkowska chce sprawdzić jego egzaminy, pochodzenie, sytuację i poglądy. Tymczasem Kalenicki odprowadza Stefanię. Dziewczyna żartuje z jego politycznej gorliwości i skarży się, że narzuca jej swoje towarzystwo. Kalenicki zwraca natomiast uwagę na Laurę, która pozytywnie reaguje na jego zainteresowanie.
Kiedy Stefania zostaje sama, zastanawia się, czy Relski z niej szydzi i czy tylko się nią bawi. Nie chce w to uwierzyć, lecz wie, że sama coraz wyraźniej ku niemu dąży. Obawia się, że jeśli jej nadzieje okażą się złudzeniem, będzie musiała iść przez życie sama. Ojciec oddaje jej później skonfiskowane „Sonety” i daje do zrozumienia, że odkrył jej sekret. Stefania zawstydzona kryje twarz w jego ramionach, po czym protestuje przeciw przekonaniu, że nauka i emancypacja mają wykluczać uczucia.
Wkrótce przychodzi Relski. Najpierw trafia na Laurę, która umościła się na otomanie i próbuje go kokietować. Wypytuje o dekadentów, cmentarze, policjantów i trupie czaszki, a Antoni odpowiada niemal wyłącznie „tak, pani” lub „nie, pani”, potwierdzając jej absurdalne wyobrażenia. W końcu doprowadza ją do złości i Laura wychodzi obrażona. Zostawszy ze Stefanią, Relski oznajmia, że to ich ostatnia lekcja. Reakcja dziewczyny ujawnia, że od dawna czekała na jego wyznanie. Bierze go za ręce, powtarza jego hasło o chwytaniu życia w lot i chce, by natychmiast poszedł do jej ojca.
Relski prosi o chwilę i mówi, że jest zbyt dumny, by kłamać. Stefania nie dopuszcza myśli o przeszkodzie, cieszy się wspólnymi marzeniami i daje mu do pocałowania jasny lok. Antoni całuje jej włosy, a potem usta. Gdy biegnie po ojca, Relski podejmuje decyzję. Życzliwie nastawionemu Borkowskiemu oznajmia, że był w ich domu po raz ostatni, przyśle zastępcę i nie może dalej uczyć Stefanii, po czym ucieka bez wyjaśnienia. Stefania tłumaczy to dumą i biedą, bo Antoni mówił jej o swojej nędzy. Prosi ojca, by osobiście zaprosił go na wieczór, a gdy ten odmawia, zapowiada, że inaczej sama pójdzie do Relskiego i u niego zostanie. Borkowski ustępuje.
Wieczorem w mieszkaniu Relskiego panuje ciemność. Zosia śpi na podłodze przy kołysce, wyczerpana płaczem i złym snem. Antoni wraca równie przybity. Dziewczyna prosi, by przestał chodzić na lekcje do Stefanii, i obiecuje sama więcej pracować. Relski odpowiada, że był tam po raz ostatni. Zosia uznaje to za dowód miłości. Wtedy Antoni zapowiada, że nazajutrz da na zapowiedzi i wezmą ślub, lecz po wyjściu z kościoła zastrzeli się. Wykrzykuje, że nie może dłużej tak żyć, oskarża Zosię, że zabrała mu pół życia, zatruła najlepsze lata i wepchnęła go w błoto.
Zosia rozumie, że Antoni nie kochał jej tak, jak ona jego. Pyta, co ma zrobić, i zapewnia, że spełni jego wolę. Relski przyznaje, że ją skrzywdził, nadal ją szanuje i nie potrafi powiedzieć, że jej nie kocha, ale razem żyć nie mogą. Sugeruje powrót do matki i późniejsze małżeństwo z innym człowiekiem. Zosia czuje się poniżona, jednak postanawia następnego dnia odejść z dzieckiem. Relski odrzuca też możliwość późniejszych spotkań; rozstanie ma być ostateczne.
W tej chwili zjawia się Borkowski. W ciemnym pokoju nie dostrzega od razu Zosi i kołyski. Mówi Relskiemu, że mimo wcześniejszego zachowania przyszedł osobiście, ponieważ wie o uczuciu Stefanii. Oznajmia wprost, że jego córka kocha Antoniego. Zosia wydaje okrzyk. Zaskoczony Borkowski każe zapalić światło i dopiero wtedy widzi kobietę oraz kołyskę. Natychmiast rozumie sytuację, przeprasza za pomyłkę i wycofuje się. Zosia pyta Relskiego, czy córka Borkowskiego to właśnie jasnowłosa panna widziana wcześniej na ulicy. Borkowski wraca jeszcze na moment, zakazuje Antoniemu zbliżać się do jego domu i córki oraz nazywa jego postępowanie podłością. Relski odpowiada obelgą i chwyta stołek, lecz nie atakuje starszego mężczyzny.
Dopiero teraz Zosia wybucha. Rozumie, że wcześniejsza rozmowa o rozstaniu nie wynikała tylko z cierpienia Antoniego, lecz także z jego uczucia do innej kobiety. Mówi, że dziecko jest jej, nie chce od Relskiego ani centa i nie zabierze niczego, co do niego należy. Otula syna, staje w drzwiach i życzy Antoniemu, aby Bóg nie zapomniał mu tego, co zrobił. Odchodzi. Relski zostaje sam, osłupiały. Nie zatrzymuje Zosi ani nie biegnie za nią. Powtarza tylko z niedowierzaniem, że Borkowski nazwał go podłym, a on nie uderzył go w twarz.
Aktualizacja: 2026-09-11 12:46:32.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.