Anton Czechow w opowiadaniu „Bezbronna istota” ukazuje w komiczny sposób zderzenie urzędniczej logiki z uporem i bezradnością petenta. Historia pani Szukiny pokazuje, jak pozornie prosta sprawa może przerodzić się w absurdalny konflikt, w którym cierpliwość urzędników zostaje wystawiona na ciężkà próbę.
Spis treści
Żona byłego asesora próbowała odzyskać część potrąconej pensji męża. Udała się jednak w niewłaściwe miejsce i nie chciała tego zaakceptować. Jej uporczywe prośby doprowadziły urzędników do rozpaczy. W końcu Kostiunow, chcąc zakończyć sprawę, wypłacił jej pieniądze z własnej kieszeni. Następnego dnia kobieta ponownie zjawiła się w banku.
Kistunow, mimo silnego ataku podagry i złego samopoczucia, rano przyszedł do banku i rozpoczął przyjmowanie interesantów. Był zmęczony, zdenerwowany i ledwo miał siłę mówić. Wśród petentów pojawiła się żona asesora kolegialnego Szczukina. Kobieta wyjaśniła, że jej mąż przez pięć miesięcy chorował, po czym został zwolniony ze stanowiska. Kiedy przyszła odebrać należną mu pensję, dowiedziała się, że potrącono z niej 24 ruble i 36 kopiejek. Przyczyną było wcześniejsze zaciągnięcie przez męża pieniędzy z kasy wzajemnej pomocy, za które poręczyli jego koledzy.
Szczukina uważała potrącenie za bezprawne, ponieważ mąż nie zapytał jej o zgodę na pożyczenie pieniędzy. Skarżyła się przy tym na swoją trudną sytuację. Utrzymywała, że jest biedną, chorą i „bezbronną istotą”, którą wszyscy krzywdzą. Żyła z pieniędzy uzyskiwanych od lokatorów i twierdziła, że sama musi zajmować się wszystkimi problemami rodziny. Kistunow przeczytał jej podanie i szybko zorientował się, że kobieta przyszła do niewłaściwej instytucji.
Bankier spokojnie wyjaśnił Szczukinie, że jej mąż pracował w wydziale wojskowo-lekarskim, podczas gdy on reprezentuje prywatny bank handlowy. Obie instytucje nie miały ze sobą nic wspólnego, dlatego pracownicy banku nie mogli zająć się potrąceniem z pensji asesora. Kistunow poradził kobiecie, aby udała się do miejsca, w którym zatrudniony był jej mąż. Szczukina odpowiedziała jednak, że odwiedziła już pięć różnych instytucji i nigdzie nie chciano przyjąć jej podania. Do Kistunowa skierował ją zięć, przekonując, że jest on człowiekiem wpływowym i może wszystko załatwić.
Kistunow jeszcze raz próbował wytłumaczyć kobiecie, że bank nie ma żadnych kompetencji w tej sprawie. Szczukina pozornie przyjęła jego słowa do wiadomości, po czym natychmiast poprosiła, aby w takim razie wypłacił jej chociaż 15 rubli. Bankier zrozumiał, że kobieta zupełnie nie pojęła jego wyjaśnień. Porównał jej zachowanie do składania podania o rozwód w aptece albo mennicy. Szczukina jednak nie ustępowała i ponownie zaczęła opowiadać o swoich nieszczęściach oraz błagać go o pomoc.
Kobieta twierdziła, że jest bardzo chora, choć na pierwszy rzut oka wygląda zdrowo. Skarżyła się na lokatorów, męża, problemy w gospodarstwie oraz bezrobotnego zięcia. Zapewniała, że prawie nie śpi i ledwo stoi na nogach. Jej niekończący się monolog coraz bardziej męczył chorego Kistunowa. Bankier poczuł silne bicie serca i ostatecznie stwierdził, że nie ma już siły z nią rozmawiać. Poprosił więc jednego z urzędników, Aleksego Mikołajewicza, aby przejął rozmowę i wyjaśnił petentce sytuację.
Kistunow wrócił do swojego gabinetu i zajął się pracą. Podpisał wiele dokumentów, lecz z sąsiedniego pomieszczenia cały czas słyszał rozmowę Szczukiny z Aleksym Mikołajewiczem. Urzędnik cierpliwie tłumaczył jej różnicę między prywatnym bankiem a wydziałem wojskowo-lekarskim oraz zasady składania podań. Kobieta natomiast wciąż wracała do opowieści o swoim zdrowiu i rodzinnych trudnościach. Po długim czasie Aleksy Mikołajewicz również nie był już w stanie kontynuować rozmowy i poprosił o zastąpienie go przez buchaltera.
Kistunow coraz bardziej odczuwał skutki stresu. Skarżył się na bicie serca, powracającą podagrę i migrenę. Pracownicy zastanawiali się nawet nad wezwaniem szwajcara, który mógłby wyrzucić Szczukinę z banku. Kistunow nie zgodził się jednak na taki sposób rozwiązania problemu. Obawiał się, że kobieta zacznie krzyczeć, a ponieważ w budynku mieszkali również lokatorzy, mogłoby to zaszkodzić opinii o banku. Polecił więc urzędnikom nadal próbować przekonać petentkę, że jej sprawa nie dotyczy banku.
Rozmowa stawała się coraz bardziej nerwowa. Wyczerpany Aleksy Mikołajewicz stracił cierpliwość i obraził Szczukinę, sugerując, że nie potrafi logicznie myśleć. Kobieta natychmiast poczuła się urażona. Zaczęła krzyczeć, że jest słabą i bezbronną kobietą, oraz zagroziła urzędnikowi adwokatem. Chwaliła się nawet, że wcześniej doprowadziła do uwięzienia trzech swoich lokatorów. Następnie zaczęła wołać Kistunowa, domagając się jego interwencji.
Bankier wyszedł z gabinetu i zobaczył wyczerpanych pracowników oraz wzburzoną Szczukinę. Kobieta oskarżyła Aleksego Mikołajewicza o niewłaściwe zachowanie i ponownie podkreśliła, że jest „słabą, bezbronną kobietą”, a przy tym żoną asesora kolegialnego i córką majora. Kistunow, pragnąc zakończyć awanturę, obiecał, że zajmie się sprawą, i zaproponował, aby przyszła później. Szczukina natychmiast zapytała jednak, kiedy dostanie pieniądze, ponieważ potrzebowała ich jeszcze tego samego dnia.
Kistunow po raz kolejny rozpoczął wyjaśnianie całej sytuacji od początku. Powtarzał, że bank jest instytucją prywatną i handlową, dlatego nie ma nic wspólnego z wypłatą jej męża. Szczukina wysłuchała go, potakiwała, po czym znów poprosiła o wypłacenie należności. Zapewniła, że może dostarczyć dodatkowe dokumenty i świadectwa, jeżeli dotychczasowe zaświadczenia lekarskie nie wystarczą. W tym momencie Kistunow całkowicie stracił nadzieję, że uda mu się cokolwiek jej wytłumaczyć.
Wyczerpany bankier zapytał w końcu, ile dokładnie pieniędzy potrzebuje. Szczukina odpowiedziała, że chodzi o 24 ruble i 36 kopiejek. Kistunow wyjął z własnego portfela 25 rubli i wręczył je kobiecie, nakazując jej odejść. Nie zrobił tego dlatego, że uznał jej roszczenia za zasadne, lecz wyłącznie po to, aby pozbyć się uciążliwej petentki i odzyskać spokój.
Szczukina spokojnie schowała pieniądze do chustki. Zamiast jednak odejść, uśmiechnęła się i zadała Kistunowowi kolejne pytanie: czy jej mąż mógłby ponownie otrzymać swoją posadę. Bankier był już na granicy wytrzymałości. Oświadczył, że jest chory i musi jechać do domu, ponieważ ma bardzo silne bicie serca.
Po jego wyjściu sytuacja w banku jeszcze przez jakiś czas nie wróciła do normy. Aleksy Mikołajewicz wysłał woźnego po krople uspokajające, które przyjęli wyczerpani urzędnicy. Szczukina natomiast pozostała w przedpokoju jeszcze około dwóch godzin, rozmawiając z odźwiernym i czekając na powrót Kistunowa. Gdy bankier nie wrócił, kobieta ostatecznie opuściła budynek. Jej upór nie został jednak przełamany, ponieważ następnego dnia ponownie pojawiła się w banku.
Aktualizacja: 2026-08-25 17:27:14.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.