Anton Czechow w opowiadaniu „Kapral Priszibiejew” przedstawia groteskową postać człowieka owładniętego potrzebą kontroli i podporządkowywania innych. Historia byłego kaprala pokazuje, do czego prowadzą ślepe przywiązanie do dyscypliny, nadużywanie poczucia władzy oraz przekonanie, że porządek usprawiedliwia ingerowanie w życie innych ludzi.
Spis treści
Podoficer stanął przed sądem za obrażanie urzędników i mieszkańców wsi. Nie uważał się za winnego, twierdząc, że jedynie dba o dyscyplinę i porządek. Od lat kontrolował życie mieszkańców, sporządzając notatki o ich zachowaniu i ingerując w prywatne sprawy. Sąd uznał jego postępowanie za niedopuszczalne i skazał go na miesiąc aresztu.
Podoficer Priszibiejew stanął przed sądem pod zarzutem znieważenia słowem i czynem kilku mieszkańców wsi oraz przedstawicieli lokalnej władzy. Wśród poszkodowanych znaleźli się rewirowy Żygin, wójt Alpow, sołtys Jefimow, dwóch świadków oraz sześciu chłopów. Sędzia zapytał oskarżonego, czy przyznaje się do winy, ale Priszibiejew zdecydowanie zaprzeczył. Stojąc na baczność i wypowiadając słowa niemal jak wojskowe komendy, przekonywał, że to nie on jest winny, lecz ludzie, których próbował podporządkować swoim zasadom. Był głęboko przekonany, że jego działania służą utrzymaniu dyscypliny i porządku.
Priszibiejew zaczął szczegółowo opowiadać o wydarzeniach z 3 września. Tego dnia szedł spokojnie z żoną Anfisą, gdy zauważył na brzegu grupę ludzi. Sam fakt, że mieszkańcy zgromadzili się w jednym miejscu, wydał mu się podejrzany. Nie zastanawiając się nad przyczyną zbiegowiska, zaczął krzyczeć, aby wszyscy się rozeszli, a następnie własnoręcznie rozpychał ludzi i polecił strażnikowi ich rozpędzić. Sędzia zwrócił mu uwagę, że nie jest ani rewirowym, ani wójtem, dlatego nie ma prawa wydawać takich poleceń.
Wtedy mieszkańcy obecni na sali sądowej zaczęli skarżyć się na Priszibiejewa. Twierdzili, że od czasu jego powrotu z wojska, czyli od około piętnastu lat, życie we wsi stało się niezwykle uciążliwe. Były podoficer nieustannie ingerował w cudze sprawy. Wtrącał się podczas procesji religijnych, wesel i różnych wypadków, wszędzie dopatrując się naruszenia porządku. Szarpał dzieci za uszy, kontrolował zachowanie kobiet, chodził od domu do domu i wydawał mieszkańcom polecenia. Zabraniał nawet śpiewania piosenek oraz palenia wieczorem światła, ponieważ uważał, że nie istnieje przepis, który wyraźnie by na to zezwalał.
Priszibiejew nie rozumiał zarzutów. Wyjaśniał sędziemu, że skoro we wsi pojawia się jakikolwiek nieporządek, ktoś musi interweniować. Według niego miejscowi urzędnicy nie potrafili właściwie wykonywać swoich obowiązków, dlatego sam czuł się zobowiązany do działania. Podkreślał swoje doświadczenie zawodowe: był kapralem i podoficerem prowiantowym, służył w sztabie w Warszawie, później pracował jako strażak, a następnie jako woźny w progimnazjum. Był więc przekonany, że doskonale zna wszystkie przepisy, natomiast zwykłych chłopów uważał za ludzi prostych, którzy powinni go słuchać dla własnego dobra.
Przyczyną wydarzeń, które doprowadziły go przed sąd, było znalezienie na brzegu ciała topielca. Priszibiejew uznał, że sytuacja wymaga natychmiastowego działania. Zaczął zastanawiać się, czy mężczyzna sam się utopił, czy może został zamordowany. Oburzyło go zachowanie rewirowego Żygina, który spokojnie palił papierosa i wyjaśnił, że już poprzedniego dnia zawiadomił komendanta posterunku. Priszibiejew uznał takie postępowanie za niewłaściwe i zaczął pouczać funkcjonariusza, jak powinien prowadzić sprawę. Domagał się sporządzenia protokołu i powiadomienia sędziego pokoju.
Rewirowy odpowiedział mu jednak, że sędzia pokoju nie zajmuje się tego rodzaju sprawami. To stwierdzenie wywołało u Priszibiejewa ogromne oburzenie. Potraktował je niemal jak atak na władzę i zaczął grozić Żyginowi konsekwencjami za rzekomo nieprawomyślne wypowiedzi. Kiedy wójt również próbował wyjaśnić mu zakres kompetencji sędziego pokoju, Priszibiejew uznał, że także on lekceważy władzę. Wspominał przy tym swoje doświadczenia z Warszawy, gdzie, jak twierdził, o każdym podejrzanym zachowaniu lub wypowiedzi natychmiast informował żandarmów.
Rozgniewany zachowaniem urzędników Priszibiejew zaczął używać przemocy. Sam przyznał przed sądem, że uderzył wójta, a kiedy rewirowy stanął w jego obronie, zaatakował również jego. Nie widział jednak w swoim postępowaniu niczego złego. Uważał wręcz, że czasami trzeba kogoś uderzyć, aby przywrócić porządek. Według niego pozostawienie nieposłusznego człowieka bez kary byłoby większym przewinieniem niż zastosowanie wobec niego siły.
Sędzia jeszcze raz próbował wyjaśnić oskarżonemu, że utrzymywanie porządku nie należy do jego obowiązków. We wsi byli przecież rewirowy, wójt i sołtys, którzy mieli odpowiednie kompetencje. Priszibiejew nie przyjmował jednak tego argumentu. Był przekonany, że miejscowi urzędnicy nie rozumieją zasad tak dobrze jak on. Nie potrafił zaakceptować myśli, że ludzie mogą robić coś bez jego zgody i nadzoru.
Podczas rozprawy wyszło na jaw, jak daleko sięgała jego potrzeba kontroli. Priszibiejew przyznał, że prowadził specjalne notatki dotyczące mieszkańców wsi. Wyciągnął z kieszeni zatłuszczoną kartkę i zaczął odczytywać nazwiska osób, które wieczorami siedziały przy zapalonym świetle. Zapisywał także informacje dotyczące ich życia prywatnego. Zanotował między innymi, że żołnierka Szustrowa żyje w nieformalnym związku z Sjemionem Kisłowem, a Ignat Swierczok zajmuje się rzekomo czarami, podczas gdy jego żona Mawra ma być wiedźmą i nocami doić cudze krowy. W ten sposób były podoficer próbował kontrolować nawet najbardziej prywatne zachowania swoich sąsiadów.
Sędzia przerwał wywody oskarżonego i rozpoczął przesłuchiwanie świadków. Priszibiejew był coraz bardziej zdumiony przebiegiem rozprawy. Nie rozumiał, dlaczego sędzia nie popiera jego postępowania, dlaczego świadkowie występują przeciwko niemu oraz dlaczego z sali dobiegają śmiechy. Wciąż uważał siebie za obrońcę prawa i porządku, dlatego nie dopuszczał do siebie myśli, że to właśnie jego zachowanie stanowi problem.
Ostatecznie sąd uznał Priszibiejewa za winnego i skazał go na miesiąc aresztu. Wyrok całkowicie go zaskoczył. Pytał, za co właściwie został ukarany i jakim prawem podjęto taką decyzję. Doszedł do wniosku, że świat musiał się zmienić, skoro jego rozumienie dyscypliny nie jest już akceptowane. Nie oznaczało to jednak, że potrafił zmienić własne zachowanie.
Kiedy po rozprawie wychodził z sądu, zobaczył przed budynkiem grupę chłopów stojących razem i rozmawiających. Natychmiast odezwały się w nim stare przyzwyczajenia. Priszibiejew stanął na baczność i zaczął rozkazywać ludziom, aby się rozeszli i wracali do domów. Nawet wyrok skazujący nie był więc w stanie zmienić jego sposobu myślenia. Bohater pozostał człowiekiem przekonanym, że ma prawo kontrolować innych, wydawać im polecenia i ingerować w każdą sferę ich życia.
Aktualizacja: 2026-08-25 16:30:40.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.