„Piękni, dwudziestoletni” to powieść autobiograficzna autorstwa Marka Hłaski. Dzieło określa się jednak raczej jako element autorskiej autokreacji pisarza niż jako faktyczną biografię.
Spis treści
Marek Hłasko wspomina swoją młodość, początki pracy i drogę do pisarstwa. Po nieudanej próbie zdobycia wykształcenia pracuje jako pomocnik kierowcy, poznaje środowisko robotnicze, korupcję i codzienność powojennej Polski. Zmuszony przez UB do współpracy jako informator o kryptonimie „Wanda”, stara się sabotować donosy. Równocześnie zaczyna pisać, a dzięki Bohdanowi Czeszce i Igorowi Newerlemu wchodzi do środowiska literackiego.
Pracuje jako reporter „Po prostu”, opisując przemoc, biedę i strach przed aparatem bezpieczeństwa. Popada w konflikty z redakcją, cenzurą i środowiskiem literackim, a po Październiku 1956 roku obserwuje szybki koniec odwilży. Fascynuje go Ameryka jako symbol wolności, dlatego ostro polemizuje z propagandą antyamerykańską i Jerzym Putramentem. Z czasem sam staje się celem prasowych ataków.
Po rozstaniu z Hanią i narastającym zniechęceniu do literatury pisze „Cmentarze” oraz „Następnego do raju”, lecz książki zostają odrzucone. Krytycznie ocenia także ekranizacje swoich tekstów. W 1958 roku wyjeżdża do Paryża, początkowo nie zamierzając emigrować. Zachód okazuje się jednak miejscem obcości i niezrozumienia, a polskie władze odmawiają mu przedłużenia paszportu.
Po uzyskaniu azylu Hłasko doświadcza biedy, bezdomności i głodu. Podróżuje po Francji, Niemczech, Sycylii i Izraelu, gdzie pracuje fizycznie, pisze felietony i bezskutecznie stara się o powrót do Polski. Z czasem dochodzi do przekonania, że prawdy o totalitaryzmie nie da się łatwo przekazać, bo rzeczywistość bywa bardziej niewiarygodna niż fikcja. Wspomnienia kończy jako człowiek pozbawiony dawnej wiary w powrót, ale nadal próbujący odnaleźć sens w pisaniu i w pogoni za szczęściem. Polska jest dla niego światem utraconej młodości.
Marek Hłasko wspomina swój wyjazd z Polski w 1958 roku. Mając dwadzieścia cztery lata oraz na koncie wydany tom opowiadań i dwie niewydane książki, opuszcza Warszawę, sądząc, że wróci po roku. Z czasem uświadamia sobie jednak, że już nigdy nie zamieszka w kraju. Opowiada też o dzieciństwie i młodości. Nie radził sobie w szkole, był z niej wielokrotnie usuwany i wcześnie rozpoczął pracę. Grał w piłkę, nauczył się pokera, obracał się w środowisku ludzi żyjących z hazardu i drobnych kradzieży. Wraz z kolegami okradał szkolne szatnie, a po ukończeniu szesnastu lat został pomocnikiem kierowcy.
Ciężka praca w bazie samochodowej w Bystrzycy Kłodzkiej stała się później materiałem literackim. Po powrocie do Warszawy Hłasko zatrudnił się w Metrobudowie, a następnie został korespondentem „Trybuny Ludu”. Pisał o problemach zakładów pracy, a lektura socrealistycznych „Kierowców” Rybakowa skłoniła go do prób pisarskich. Po utracie pracy trafił do Warszawskiej Spółdzielni Spożywców, gdzie poznał ciężkie warunki pracy, korupcję, kradzieże i sposoby obchodzenia systemu.
W 1952 roku funkcjonariusz UB próbował zmusić Hłaskę do donoszenia na współpracowników. Po odmowie został aresztowany i przewieziony do Pałacu Mostowskich. Ostatecznie zgodził się formalnie zostać informatorem o kryptonimie „Wanda”, lecz postanowił sabotować współpracę. Dyspozytor przydzielił mu stale psujący się samochód, dzięki czemu Hłasko niewiele wiedział o sprawach w bazie. Później, już w MHD, pisał fałszywe donosy, odwracając sens wydarzeń, i wprowadzał milicję w błąd.
Równocześnie coraz intensywniej pisał. Za namową znajomego stworzył w trzy noce dwustustronicową powieść, którą przeczytał Bohdan Czeszko i zachęcił go do dalszej pracy. Hłasko przygotował też „Bazę Sokołowską”, inspirowaną książką Rybakowa. Igor Newerly pomógł mu wejść w środowisko literackie i poradził, by przyszłe historie najpierw wielokrotnie opowiadał innym, ucząc się wybierać z nich to, co najważniejsze. Hłasko uznaje tę radę za ważną dla własnego pisarstwa.
Igor Newerly zdobywa dla Marka Hłaski stypendium Związku Literatów Polskich. Hłasko wyjeżdża do Wrocławia, gdzie mieszka u wuja i próbuje poświęcić się czytaniu i pisaniu. Pochłania setki książek, odkrywa Gombrowicza, analizuje krytykę „Popiołu i diamentu” i przekonuje się, że wiedza nie zastępuje własnego myślenia. Czuje się jednak obco poza Warszawą, a dawni koledzy z pracy odnoszą się do niego chłodno, uznając, że po publikacji opowiadania przestał należeć do ich świata.
We Wrocławiu Hłasko spotyka Stefana Łosia, wyniszczonego pobytem w więzieniu i przerażonego wspomnieniem Jacka Różańskiego. Sam poznaje Różańskiego i słucha jego opowieści o aparacie bezpieczeństwa, dostrzegając sprzeczność między deklarowanymi zasadami a przemocą. W 1954 roku jedzie na Zjazd Młodych w Oborach, a następnie z Edwardem Bernsteinem wyjeżdża na Mazury. Na Wyspie Róż mieszkają wśród rybaków; podczas chrzcin dochodzi do bójki, którą Bernstein kończy, obezwładniając uczestników.
Po powrocie do Warszawy Hłaskę znów naciskają funkcjonariusze, dla których wcześniej pisał donosy. Ukrywa się, a dzięki pomocy znajomego zrywa z nimi kontakt. Przyznaje, że fałszywe donosy nauczyły go zwięzłości i budowania wypowiedzi. Bez pieniędzy i mieszkania próbuje pracy reporterskiej. Pierwszy reportaż kończy się fiaskiem, gdy odkrywa, że miejscowa lekarka uzależniła wieś od morfiny; drugi – gdy podczas przedstawienia w PGR-ze aktor zostaje ugodzony nożem.
Po powrocie do Warszawy Hłasko ma już umowę z Iskrami i trafia do Władysława Broniewskiego, z którym ma przygotować wybór wierszy. Obserwuje jego alkoholizm, gwałtowność i pełen sprzeczności stosunek do komunizmu. Broniewski, choć więziony przez Sowietów i niechętny partii, pozostaje zafascynowany rewolucją i Stalinem jako tematami poetyckimi. Po kłótni z Hłaską wzywa UB, lecz po 1956 roku prosi go o przebaczenie. Hłasko wspomina poetę z czułością jako człowieka nieszczęśliwego, pełnego sprzeczności, ale zarazem wielkiego twórcę.
Marek Hłasko wspomina, jak trafił do redakcji tygodnika „Po prostu”, jednego z najważniejszych pism okresu odwilży. Zanim opisuje swoją pracę, przywołuje atmosferę warszawskiej „Kameralnej”, lokalu pełnego pijackich ekscesów i bójek, który stał się symbolem jego ówczesnego życia. Jako wolny strzelec pojechał na pierwszy reportaż do Lublina, gdzie dwóch nieletnich chłopców zamordowało życzliwego im wychowawcę dla niewielkiej sumy pieniędzy. Rozmowa z prawnikiem skłoniła Hłaskę do refleksji, że ich moralność została zniszczona przez rzeczywistość pełną przemocy, kłamstwa, biedy i niesprawiedliwości.
Po powrocie jego tekst został mocno skrócony. Hłasko krytycznie wspomina redaktora naczelnego Eligiusza Lasotę, którego uważał za tchórza, natomiast wysoko ocenia Hannę Bratkowską, współtwórczynię sukcesu pisma. Kolejne konflikty wywołały publikacja „Pierwszego kroku w chmurach” poza „Po prostu”, krytyczna recenzja programu teatru „Bim-Bom” oraz artykuł o procesie seryjnego mordercy Władysława Mazurkiewicza. Hłasko uważał, że proces ujawniał strach społeczeństwa przed aparatem bezpieczeństwa i kompromitował państwo.
Ostatecznie zniechęcił się do redakcji po publikacji „Obrony Grenady” Kazimierza Brandysa, którą uznał za przejaw oportunizmu. Nawet artykułu o Dostojewskim Lasota nie chciał wydrukować, choć przyjęła go „Trybuna Ludu”. Mimo osobistych konfliktów Hłasko podkreśla znaczenie „Po prostu”, które pomagało młodym ludziom, poruszało sprawy nakazów pracy i rehabilitacji Armii Krajowej, ujawniało przywileje partyjnych elit oraz zdobyło ogromną popularność. Gdy zaczęło myśleć samodzielnie, zostało zlikwidowane przez władzę, której wcześniej pomagało.
Hłasko kończy wspomnieniami o własnej bezdomności i kolejnych eksmisjach z mieszkań. W czasie Października 1956 roku koledzy proponują mu udział w możliwej walce i mówią o rozdawaniu broni na Żeraniu. On odmawia, ponieważ tego wieczoru ma iść na imieniny.
Marek Hłasko wspomina fascynację Ameryką, która w Polsce stawała się symbolem wolności i świata odmiennego od rzeczywistości komunistycznej. Jako uczeń chodził do amerykańskiego Ośrodka Informacyjnego, oglądał tam filmy i poznał postać Goofy’ego, z którym również później utożsamiał własną skłonność do dobrych intencji kończących się katastrofą. Ośrodek zamknięto po zabójstwie Stefana Martyki, autora propagandowej audycji „Fala 49”.
Hłasko opisuje następnie sposób przedstawiania Polaków w amerykańskiej literaturze i filmie oraz polemizuje z Jerzym Putramentem, który oskarżał kulturę amerykańską o pogardę wobec Polski. Przywołując liczne przykłady, autor pokazuje zarazem groteskowy charakter propagandy antyamerykańskiej. Wspomina wystawę „Oto Ameryka”, która zamiast odstraszać, przyciągała tłumy spragnione kontaktu z czymkolwiek amerykańskim. Podczas wojny koreańskiej oficjalnie potępiano USA, lecz wielu Polaków liczyło na konflikt, który mógłby przynieść zmianę sytuacji politycznej. Fascynacja Ameryką przejawiała się także w modzie, samochodach, ciemnych okularach i stylu bikiniarzy.
Autor pisze również o amerykańskiej literaturze, zwłaszcza o Hemingwayu i Faulknerze. Zauważa, że pisarzy wcześniej potępianych przez krytykę marksistowską po 1956 roku zaczęto nagle przedstawiać jako wielkich twórców. Szczególnie ostro atakuje Putramenta, zestawiając jego wcześniejsze wypowiedzi propagandowe z późniejszymi wrażeniami z podróży do USA. Krytykuje także jego ataki na Czesława Miłosza, wskazując na sprzeczności i insynuacje.
W lipcu 1958 roku Hłasko czyta w „Izwiestiach” paszkwil Putramenta na swój temat i po raz pierwszy myśli, że może już nigdy nie wrócić do Polski. Później próbuje wstąpić do armii amerykańskiej i wyjechać do Wietnamu, lecz nie spełnia wymogów. Dochodzi do wniosku, że największą przysługę Ameryce oddają jej komunistyczni krytycy. Im mocniej ją oczerniają, tym bardziej Polacy odczytują ich słowa odwrotnie i idealizują kraj, którego sami nie mogą poznać.
Hłasko opisuje sytuację emigranta, który po uzyskaniu azylu pozostaje bez pieniędzy, mieszkania i możliwości utrzymania się z pisania. Zachód chętniej pomaga byłym komunistom, funkcjonariuszom i szpiegom, których można wykorzystać propagandowo, podczas gdy zwykły uchodźca staje się ciężarem.
Autor ironicznie przedstawia udawanie choroby psychicznej jako sposób na zdobycie schronienia i wyżywienia. Wspomina własne pobyty w szpitalach psychiatrycznych, zwłaszcza w Haar. Opisuje symulowanie manii prześladowczej i wykorzystywanie wojennych przeżyć w rozmowach z lekarzami. Pobyt w szpitalu daje czas na odpoczynek i wymyślenie książki.
Zdaniem Hłaski opowieści o rozczarowaniu komunizmem nie zapewniają zainteresowania ani pieniędzy. Zachodni odbiorcy nie chcą wierzyć w skalę terroru, obozów i nędzy, a polskie świadectwa przegrywają pod względem popularności z rosyjskimi. Wiedza o cudzym nieszczęściu okazuje się dla innych jałowa.
Kolejną możliwość zarobku Hłasko przedstawia groteskowo jako sutenerstwo. Rozważa sposoby zdobycia zaufania prostytutki, odwołując się do aktorstwa Humphreya Bogarta i jego dialogów. Wywód ma formę ironicznej instrukcji pokazującej desperację człowieka bez normalnych źródeł utrzymania.
Gdy inne sposoby zawodzą, pozostaje więzienie. Hłasko opisuje zakłady karne w Niemczech, Włoszech i Izraelu, zwyczaje więźniów, ich rozmowy i hierarchię. Więzienie daje dach nad głową i czas na układanie książki. W karcerze autor wraca myślami do wkroczenia Armii Czerwonej w 1945 roku i przemocy, której był świadkiem.
Hłasko stwierdza, że uczciwa praca jest dla emigranta trudno dostępna. Wspomina próbę zainteresowania Amerykanów wiedzą o Polsce i kpi z propagandowego obrazu uchodźców werbowanych przez CIA. Kończy przekonaniem, że dla Zachodu jego wiedza o polskim nieszczęściu jest bezużyteczna, a Polska utraciła wolność wraz z wejściem Armii Czerwonej.
Marek Hłasko opisuje rozczarowanie Październikiem 1956 roku. Okres krótkiej wolności słowa kończy się wraz z umocnieniem władzy Gomułki, z którym społeczeństwo wiązało wielkie nadzieje. Autor uważa, że wiara w jednego człowieka była złudzeniem, a późniejszy powrót cenzury i likwidacja „Po prostu” pokazały ograniczenia odwilży.
W 1957 roku Hłasko nie widzi już dla siebie miejsca w polskim życiu literackim. Po rozstaniu z Hanią traci zainteresowanie pisaniem o miłości i pogrąża się w pijaństwie. Za radą Tyrmanda wyjeżdża do Kazimierza, gdzie kończy „Cmentarze”. Wspomina przy tym Warszawę, dawnych znajomych, ulicę Częstochowską, jej mieszkańców i środowisko, z którego czerpał materiał do swoich utworów. Dochodzi do przekonania, że rzeczywistość totalitarna jest tak absurdalna, iż nie da się jej przedstawić jako czystej tragedii. Prawda staje się niewiarygodna, dlatego literatura ucieka w groteskę i śmiech.
„Cmentarze” Hłasko buduje z autentycznych wydarzeń, lecz wydawca odrzuca książkę, twierdząc, że opisanej w niej Polski nie ma. Podobny los spotyka „Następnego do raju”. Autor nie zgadza się na usuwanie niewygodnych fragmentów, a ekranizacje jego tekstów zostają zmienione wbrew jego intencjom. Krytycznie ocenia środowisko filmowe, choć z uznaniem wspomina Romana Polańskiego i „Nóż w wodzie”. Pracuje też przy planowanym piśmie „Europa”, które zostaje zatrzymane przez władze jeszcze przed ukazaniem się pierwszego numeru.
W 1958 roku Hłasko otrzymuje Nagrodę Wydawców, lecz jego książki nadal nie mogą się ukazać. Dostaje paszport i wyjeżdża do Paryża, nie planując emigracji. W samolocie poznaje ciężko chorą starszą kobietę jadącą do Ameryki. Czytając przypadkowe ogłoszenie o drzwiach do szafy, uświadamia sobie, że w kilku zwyczajnych słowach zawiera się więcej prawdy o pozostawionym życiu niż w jego własnej prozie. Wkracza w nowe życie z poczuciem klęski i świadomością, że pogoń za szczęściem może być bezcelowa, lecz warto dla niej ryzykować.
Po przyjeździe do Paryża Hłasko czuje się samotny i obcy. Po wydaniu książki w „Kulturze” zostaje zaatakowany przez „Trybunę Ludu”, a zachodni dziennikarze nie rozumieją jego doświadczeń zza żelaznej kurtyny. Autor obserwuje Francję pogrążoną w kryzysie politycznym i przekonuje się, że Zachód nie potrafi pojąć rzeczywistości komunizmu. Chce wyjechać do Stanów Zjednoczonych, lecz polski konsulat odmawia przedłużenia paszportu mimo wcześniejszych obietnic.
Hłasko podróżuje po Francji, Niemczech i Sycylii. W Berlinie przedstawiciel polskich władz żąda, by wrócił do kraju, lecz Jan Rojewski ostrzega go, że po powrocie może zostać uwięziony. Hłasko prosi więc o azyl. Po pewnym czasie, urażony oskarżeniami o szpiegostwo, sam chce wrócić do Polski i stanąć przed sądem, aby władze udowodniły swoje zarzuty, jednak nie otrzymuje wizy powrotnej.
Wyjeżdża do Izraela, gdzie bezskutecznie zabiega w konsulacie o zgodę na powrót. Minister Bida proponuje mu ją pod warunkiem publicznego odwołania wcześniejszych wypowiedzi, na co Hłasko się nie zgadza. Pracuje jako robotnik budowlany, pisze felietony dla „Maariv”, lecz nie otrzymuje obiecanych pieniędzy. Po utracie pracy głoduje tak długo, że jest przekonany o własnej śmierci. Ratuje go wiadomość o pieniądzach czekających w amerykańskim konsulacie.
Później szuka pracy w Ejlacie, trafia do środowiska ludzi z kryminalną przeszłością, a następnie pracuje pod cudzym nazwiskiem w hucie szklanej waty, przy produkcji betonowych progów i w firmie mierniczej. Podkreśla, że mieszkańcy Izraela wielokrotnie pomagali mu mimo jego nielegalnego położenia, dlatego nie potrafi oceniać tego kraju bez osobistego zaangażowania. Mieszka w hotelu „Victory” i współpracuje z przypadkową spółką filmową, stale przerabiając scenariusz według pomysłów producentów. W hotelu spotyka kobietę, z którą wcześniej się rozstał, i postanawia ją poślubić. Wyjeżdża z Izraela, kończąc na stałe okres życia podporządkowany sporowi z komunistycznymi władzami.
Aktualizacja: 2026-08-20 14:44:06.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.