Pierwszy krok w chmurach – streszczenie

Autorka streszczenia: Marta Grandke.

„Pierwszy krok w chmurach” to zbiór szesnastu opowiadań autorstwa Marka Hłaski. Wydano go po raz pierwszy w 1956 roku w Warszawie. W tekstach autor podjął polemikę z obowiązującą wówczas estetyką socrealizmu.

Spis treści

Pierwszy krok w chmurach – streszczenie krótkie

Dom mojej matki

Narrator wspomina schorowaną matkę marzącą o małym domu na przedmieściu. Syn uważał to pragnienie za zbyt skromne i próbował przekonać ją do innej wizji życia. Po jej śmierci lepiej rozumie potrzebę bezpieczeństwa i własnego miejsca.

Robotnicy

Robotnicy budują most na odludnej równinie, mieszkając w barakach i znosząc zimno, błoto i upał. Praca jest dla nich udręką. Gdy po ukończeniu mostu odjeżdżają, płaczą, patrząc na miejsce, którego wcześniej nienawidzili.

Okno

Samotny narrator mieszka w ponurym pokoju. Spotyka chłopca zainteresowanego obrazem bitwy morskiej. Dziecko dostrzega jednak smutek ubogiego wnętrza i pyta, czy gdzieś świat wygląda inaczej. Nie godząc się z odpowiedzią narratora, postanawia sprawdzić to sam.

List

Stary narrator codziennie czeka na list, choć nie ma już nikogo, kto mógłby napisać. W końcu otrzymuje kopertę, lecz znajduje w niej jedynie łańcuszek szczęścia. Mimo rozczarowania rozumie, że człowiek zawsze na coś czeka.

Finis perfectus

Znajomy narratora żyje w lęku przed wojną i zagładą świata. Alkohol i wspomnienia przemocy odbierają mu nadzieję. Ostatecznie ginie pod ciężarówką, a przez trzy dni przed śmiercią woła tylko „żyć”.

Dwaj mężczyźni na drodze

Dwaj bezrobotni rajzerzy szukają pracy. Próba zatrudnienia w tartaku kończy się upokorzeniem chorego z nich. Mały chce zrezygnować i mówi o śmierci jako końcu głodu i poniżenia. Wysoki zmusza go jednak do marszu i zapewnia, że gdzieś znajdą pracę.

Baza Sokołowska

Nieporadny Michał Kosewski trafia do bazy transportowej i staje się obiektem drwin. Stefan Kamiński i Szymaniak uczą go samodzielności. Po śmierci Stefana Michał podczas śnieżycy sam naprawia ciężarówkę i wraca na pięciu cylindrach, zdobywając uznanie Rusteckiego.

Żołnierz

Po wojnie żołnierz wraca do kobiety, lecz nadal żyje frontowymi wspomnieniami. Ona pragnie wspólnego domu i zwyczajnego życia. Gdy mężczyzna na wybranym wzgórzu zaczyna planować obronę, jej sprzeciw sprawia, że dostrzega ziemię jako miejsce życia, a nie tylko walki i grobu.

Kancik, czyli wszystko się zmieniło

Dziennikarz odwiedza fryzjera. Sobisiak przekonuje go, że zmienili się ludzie i zmieniły się obyczaje, a dawne pijaństwo i awantury ustępują pracy. Na stacji dziennikarz odkrywa jednak, że fryzjer ostrzygł go w staromodny „kancik”, mimo jego prośby.

Pijany o dwunastej w południe

Na Pradze wokół pijanego gromadzi się tłum. Ludzie ujawniają, że dawniej był wartościowym człowiekiem i wierzył w lepszą przyszłość. Po wojnie nie odnalazł się, zaczął pić i został usunięty z partii. Gdy inni odchodzą, człowiek z wężem wraca i pomaga mu wstać.

Odlatujemy w niebo

Tadeusz kocha żonę Zawadzkiego. Jej mąż pokazuje mu biedę, brak mieszkań i problemy, które mogą zniszczyć uczucie. Tadeusz rozumie, że jego miłości grozi zwykła nędza. Załamany próbuje rzucić się pod lokomotywę, lecz zatrzymuje go krzyk z głośnika o odczycie na temat lotu na Księżyc.

Pierwszy krok w chmurach

Gienek, Maliszewski i Heniek podglądają młodą parę przeżywającą pierwszy intymny moment. Szydzą z niej, obrażają dziewczynę, a Heniek bije chłopaka. Później przyznają, że mogli zniszczyć uczucie zakochanych, i wspominają własne podobne upokorzenia.

Śliczna dziewczyna

Piękna dziewczyna siedzi w parku z młodym chłopakiem. Przechodnie widzą w nich obraz szczęścia, lecz rozmowa ujawnia ciążę, spór o ojcostwo, groźby i pieniądze na zabieg. Obserwatorzy niczego nie wiedzą i nadal idealizują parę.

Najświętsze słowa naszego życia

Chłopak budzi się po nocy z Baśką przekonany, że przeżył wyjątkową miłość. W drodze do pracy odkrywa, że dziewczyna mówiła jego kolegom te same czułe słowa. Jego poczucie szczęścia rozpada się, a wyznania tracą wyjątkowość.

Lombard złudzeń

Młoda dziewczyna wierzy w miłość pisarza, lecz jego żona ostrzega ją przed zdradami i cierpieniem. Nazywa kawiarnię „lombardem”, gdzie kobiety zastawiają marzenia. Nad Wisłą dziewczyna przekonuje chłopca marzącego o morzu, że jako pisarz mógłby opowiadać ludziom podobne historie. Chłopiec zgadza się zostać pisarzem.

Pętla

Kuba po trzeźwej nocy czeka na Krystynę, która ma zabrać go na leczenie antabusem. Telefony znajomych przypominają mu pijackie wybryki i coraz bardziej go rozstrajają. W końcu ucieka z mieszkania. Na ulicy ludzie nadal widzą w nim pijaka. W kawiarni spotyka dawną ukochaną, która wyznaje, że bała się jego alkoholizmu. Kuba niszczy dobre wspomnienie i odchodzi. Po bójce Kuba trafia na komisariat. Po zwolnieniu idzie do baru, zaczyna pić z Władkiem i przekreśla plan leczenia. Władek opowiada mu, jak alkohol zniszczył jego życie. Kuba widzi w nim własną przyszłość, rzuca się na niego i zostaje pobity. Pijanego Kubę odwozi do domu znajomy. Krystyna opatruje go i mimo porażki chce rano znów zabrać go na leczenie. Umawia się, że zadzwoni trzy razy. W nocy Kuba ponownie sięga po alkohol, wspomina krzywdy wyrządzone Krystynie i przygotowuje pętlę ze sznura telefonu. Gdy rano rozlegają się trzy umówione dzwonki, zakłada ją i odpycha krzesło.

Pierwszy krok w chmurach – streszczenie szczegółowe

Dom mojej matki

Narrator wspomina swoją matkę jako starą, schorowaną kobietę, która pod koniec życia marzyła przede wszystkim o własnym, małym, kolorowym domu na przedmieściu, najlepiej nad rzeką. Obserwując jej gaśnięcie, czuł bezsilność wobec upływu czasu i zapewniał ją, że spełni to pragnienie. Wiedział, że matka nie zaznała szczęśliwej miłości. Jej małżeństwo z jego ojcem było nieudane, a ona sama ostrzegała syna, by nie wierzył, że ludzie mogą z czasem stać się sobie potrzebni. Wiadomość, że nie urodził się z wielkiej miłości, mocno nim wstrząsnęła i na długo odebrała mu poczucie własnej wartości. Z czasem zaczął jednak jeszcze bardziej buntować się przeciwko skromnemu marzeniu matki. Uważał je za zbyt małe wobec cierpienia milionów ludzi i przemian zachodzących na świecie. Próbował przekonać ją do własnej wizji życia, mówił o budowaniu nowej rzeczywistości i wielkich wspólnych domach. Matka odpowiadała, że każde marzenie jest uczciwe, a własny dom dawałby człowiekowi poczucie bezpieczeństwa i miejsce powrotu. Syn nie chciał tego zaakceptować. Zaczął nawet nienawidzić przedmieścia, małych domków, ogródków i ich mieszkańców, widząc w nich symbol przyzwyczajenia i ograniczenia. Podczas jednej z wędrówek wdał się też w konflikt ze starym mieszkańcem przedmieścia i jego synami. Mimo sporów kochał matkę, choć bywał wobec niej niesprawiedliwy. Po jej śmierci nadal cieszył się widokiem wielkich, jasnych domów, lecz coraz częściej wracał myślami do jej pragnienia. Spacerując po przedmieściach i nad Wisłą, odczuwał smutek, ponieważ pamiętał, że matka chciała mieć właśnie tam swój własny dom.

Robotnicy

Narrator wraz z grupą robotników pracuje na monotonnej równinie przy budowie mostu. Miejsce jest odludne, pozbawione drzew i urozmaiconego krajobrazu, a długotrwały pobyt coraz bardziej przygnębia pracowników. Kazimierz, Stefan i Kamiński narzekają na równinę, tęsknią za domem i marzą o chwili wyjazdu. Robotnicy mieszkają w prowizorycznych barakach, cierpią z powodu wilgoci, zimna, wiatru i opóźnionych wiadomości ze świata. Nawet gazety docierają do nich z opóźnieniem, zależnym od zachowania miejscowego listonosza. Zimą przestają się golić i dbać o wygląd, a wiosna przynosi kolejne deszcze, śnieg i zniszczenia. Latem z kolei doskwierają im potworne upały, przez które praca staje się jeszcze bardziej wyczerpująca. Zmęczeni i zniechęceni budują most nie z entuzjazmem, lecz z poczuciem obowiązku, rozpaczą i pragnieniem ucieczki. Coraz częściej porozumiewają się przekleństwami, a ich frustracja narasta. W końcu most zostaje ukończony. Podczas uroczystego otwarcia pojawiają się transparenty, dzieci, orkiestra i reporter radiowy, który przedstawia budowniczych jako dumnych i szczęśliwych. Wtedy Kazimierz wyrywa mu mikrofon i brutalnie zaprzecza oficjalnemu obrazowi ich radości. Po uroczystości robotnicy śpią dwa dni, następnie rozbierają baraki i odjeżdżają do domów. Choć wcześniej marzyli wyłącznie o opuszczeniu równiny, podczas odjazdu wszyscy milczą i patrzą za oddalającym się mostem. Gdy znika im z oczu, zaczynają płakać. Narrator rozumie po latach, że człowiek często najmocniej przywiązuje się właśnie do ludzi, miejsc i rzeczy, które musi pozostawić, czasem już na zawsze.

Okno

Narrator mieszka samotnie w brudnym, ponurym domu przy bocznej ulicy miasta. Z okna swojego pokoju widzi jedynie podwórko i ścianę przeciwległego budynku. Z czasem poznaje życie ludzi mieszkających naprzeciwko, między innymi młodego małżeństwa z dzieckiem. Gdy dowiaduje się o śmierci dziecka, traci zainteresowanie widokiem za oknem i jeszcze mocniej odczuwa brzydotę otoczenia. Rzadko odwiedza go urzędnik z pierwszego piętra, którego narrator początkowo uważa za człowieka głupiego i odpychającego. Później dostrzega jednak jego samotność i podobieństwo do własnego losu. Próbuje sprawić mu przyjemność, ucząc się kilku dowcipów, lecz po tej wizycie urzędnik przestaje przychodzić. Przed oknem rośnie stara, usychająca akacja. Pewnego dnia narrator zauważa rudowłosego chłopca próbującego zajrzeć przez okno do jego pokoju. Chłopiec jest mały, a przy boku nosi zaskakująco duży pałasz. Początkowo narrator boi się go spłoszyć, lecz w końcu odkrywa, że dziecko przyciąga wiszący na ścianie obraz przedstawiający bitwę morską. Pomaga chłopcu usiąść na parapecie, aby mógł obejrzeć go z bliska. Chłopiec szybko jednak przestaje patrzeć na obraz i z uwagą ogląda ubogi pokój. Jego zachwyt znika, a na twarzy pojawia się smutek. Stwierdza, że wszędzie jest tak samo, i pyta, czy gdzieś daleko świat wygląda inaczej. Narrator odpowiada, że na całym świecie istnieją podobne pokoje. Chłopiec nie chce się z tym pogodzić i zapowiada, że sam jeszcze to sprawdzi. Następnego dnia narrator znajduje pod oknem pozostawiony przez niego pałasz, lecz chłopiec nie wraca już nigdy.

List

Narrator jest starym i samotnym człowiekiem, który mieszka w małym pokoju w starej kamienicy na przedmieściu. Nie ma nikogo bliskiego, a mimo to każdego dnia czeka na list, choć wie, że nikt nie powinien do niego napisać. Obserwuje codzienne życie mieszkańców domu i szczególnie wyczekuje listonosza, pana Gołębiowskiego. Za każdym razem pyta go, czy przyszła dla niego jakaś wiadomość, a listonosz zapewnia, że być może list nadejdzie następnego dnia. Mijają lata, zmieniają się mieszkańcy kamienicy, dorastają dzieci, starzeją się dorośli, lecz narrator nadal pozostaje sam i wciąż czeka. Z zazdrością patrzy na ludzi odbierających listy od bliskich, ponieważ uważa, że to właśnie on najbardziej potrzebuje takiego znaku pamięci. Wspomina dawną miłość i przyjaciela, od którego przez chwilę spodziewa się wiadomości, dopóki nie przypomina sobie, że mężczyzna od dawna nie żyje. Samotność sprawia, że list staje się dla niego symbolem nadziei i dowodem, że ktoś o nim pamięta. Z czasem listonosz zaczyna go unikać, ponieważ cierpi, widząc jego oczekiwanie i nie mogąc przynieść mu upragnionej wiadomości. W końcu pewnego dnia przywozi list oraz butelkę wina, którą zamierza wypić z narratorem z okazji spełnienia jego marzenia. Starzec wzruszony otwiera kopertę, lecz okazuje się, że otrzymał jedynie łańcuszek szczęścia z poleceniem rozesłania kopii znajomym i dołączenia pieniędzy. Mimo rozczarowującej treści listonosz cieszy się, że narrator wreszcie doczekał się listu, a sam bohater uświadamia sobie, że człowiek zawsze na coś czeka. Najważniejsze są jednak samo oczekiwanie i związana z nim nadzieja.

Finis perfectus

Narrator opowiada o człowieku, który od dawna żyje w nieustannym strachu i poczuciu zbliżającej się zagłady. Lęk odbiera mu nadzieję, prowadzi do alkoholizmu, nocnych pobytów w komisariatach i ciągłego napięcia. Mężczyzna wierzy, że świat zmierza ku katastrofie, a ludzkość zabrnęła tak daleko w zbrodnie, że nic nie jest już w stanie jej ocalić. Rozmawiając z narratorem, snuje wizje wybuchów, spadającego słońca i powszechnego zniszczenia. Uważa, że miłość, cierpienie, zazdrość czy nadzieja utraciły znaczenie wobec ogromu strachu i przemocy. Narrator zwykle odpowiada żartami, ponieważ wspomnienia wojny, getta, powstania i śmierci są dla niego zbyt bolesne. Z tego powodu zaczyna unikać znajomego, którego obecność przywołuje obrazy wojennego okrucieństwa, śmierci i ogromu ludzkiego cierpienia. Po dłuższym czasie spotyka go podczas festiwalu, gdy ulice wypełniają tańczący i śpiewający młodzi ludzie. Mężczyzna widzi w tym jedynie pozorną radość i twierdzi, że ci sami ludzie mogą w przyszłości zostać zmuszeni do zabijania. Przekonuje, że wielki strach usprawiedliwia każdą zbrodnię i że ludzkość może nauczyć się żyć dopiero po niemal całkowitej zagładzie. Ostatecznie jego śmierć okazuje się jednak banalna, gdyż wpada pod ciężarówkę z pomidorami i z pękniętym kręgosłupem trafia do szpitala. Umiera samotnie po trzech dniach ogromnego cierpienia. Pielęgniarz mówi narratorowi, że przez siedemdziesiąt dwie godziny konający wykrzykiwał tylko jedno słowo: „żyć”. Dopiero ten finał ujawnia, że człowiek, który tak długo mówił o zagładzie i śmierci, w chwili umierania rozpaczliwie pragnął życia.

Dwaj mężczyźni na drodze

Narrator przedstawia losy dwóch rajzerów, czyli bezrobotnych włóczęgów wędrujących od miejsca do miejsca w poszukiwaniu pracy. Pewnego majowego ranka wysoki, silny mężczyzna i jego niski, chorowity towarzysz docierają do małego miasteczka i ruszają do tartaku, gdzie podobno potrzeba dwóch robotników. Są głodni, wyczerpani i od dawna żyją w drodze, nie mając pewności, czy gdziekolwiek znajdą zatrudnienie. Mały cierpi na serce i prosi o odpoczynek, lecz wysoki zmusza go do dalszego marszu, obawiając się, że ktoś odbierze im pracę. Przypomina mu także wcześniejsze upokorzenia, bicie i kradzieże jedzenia, do których doprowadził ich głód. Mały zauważa, że wszędzie czekała na nich nadzieja, lecz nigdzie nie znaleźli stałego miejsca. W tartaku wysoki każe towarzyszowi udawać człowieka zdrowego i silnego. Gospodarz szybko zauważa jednak jego słabość. Gdy mały zaczyna przechwalać się własną siłą, zostaje ośmieszony podczas próby siłowania na rękę, a następnie uderza gospodarza. Wieczorem obaj znów błąkają się bez pracy. Za miastem mały oznajmia, że nie pójdzie dalej, i zaczyna mówić o śmierci jako o uwolnieniu od głodu, upokorzeń, policji i ciągłego proszenia o pracę, nocleg oraz jedzenie. Wysoki początkowo przyznaje mu rację, lecz po chwili wycofuje swoje słowa. Stwierdza, że ludzie muszą iść do końca, nawet jeśli są odrzucani i nikt ich nie kocha. Zmusza przyjaciela, by ruszył z nim dalej, a potem obejmuje go ramieniem i zapewnia, że w następnym młynie na pewno znajdą pracę. Obaj ponownie podejmują drogę, podtrzymując się wzajemnie i zachowując resztkę nadziei.

Baza Sokołowska

Akcja rozgrywa się w pierwszych latach powojennych w Bazie Sokołowskiej na warszawskiej Woli, gdzie kierowcy i mechanicy pracują w trudnych warunkach, korzystając ze starych samochodów i zmagając się z brakiem części. Do zgranej załogi trafia młody Michał Kosewski, zwany Studentem. Jest niepewny siebie, nieporadny i często psuje wóz, dlatego większość kolegów z niego drwi, a wymagający kierownik techniczny Rustecki uważa, że chłopak nie nadaje się na kierowcę. W Michała wierzą jednak Stefan Kamiński i sekretarz Szymaniak. Stefan pomaga mu przy naprawach, a później zmusza go do samodzielności, odmawiając ciągłego holowania. Dzięki temu Kosewski zaczyna radzić sobie lepiej i zostaje przyjęty do brygady młodzieżowej. Podczas wyjazdu na akcję żniwną sam usuwa awarię pompy i dogania kolegów, co staje się jego pierwszym ważnym sukcesem. W rozmowie ze Stefanem przyznaje, że chciałby stać się równie silny i pewny siebie. Przyjaciel przekonuje go, że musi wierzyć w siebie, innych ludzi i własną pracę. Wkrótce Stefan ginie w wypadku samochodowym, wybierając śmierć zamiast potrącenia grupy narciarzy. Jego odejście mocno przeżywa cała baza. Zimą Szymaniak doprowadza do wysłania Michała w daleką trasę mimo sprzeciwu Rusteckiego. W czasie śnieżycy w samochodzie wybija się panewka. Kosewski, zamiast czekać na pomoc, przez wiele godzin naprawia wóz samotnie na mrozie i wraca do bazy na pięciu cylindrach. Wycieńczony zasypia za kierownicą, lecz jego upór i samodzielność ostatecznie przekonują Rusteckiego, który po raz pierwszy patrzy na niego z uznaniem. Michał udowadnia, że potrafi walczyć o siebie.

Żołnierz

Akcja rozgrywa się w lipcu 1945 roku, krótko po zakończeniu wojny. Żołnierz wraca do kobiety, która przez wiele lat na niego czekała. Mężczyzna wciąż żyje wspomnieniami frontu i opowiada o strachu, który towarzyszył żołnierzom nawet wtedy, gdy byli daleko od walki. Wspomina także Grzesia, bojaźliwego żołnierza, który podczas odwrotu nie chciał oddać wrogowi nietkniętej ziemi i zginął, walcząc jak bohater. Kobieta pragnie, aby ukochany zapomniał o wojnie i zaczął z nią spokojne życie. Nie potrafi jednak zaakceptować pamiątek, które przywiózł, ani psa Granata, ponieważ wszystko to przypomina jej o minionym koszmarze. Odczuwa też, że powracający żołnierz jest innym człowiekiem niż ten, którego obraz zachowała przez lata rozłąki. Oboje idą za miasto, by wybrać miejsce pod nowy dom. Po drodze żołnierz wspomina kolejne wojenne wydarzenia, a widok zniszczonego wiatraka przywołuje opowieść o walce z 1939 roku. Kobieta odpowiada, że w tym samym wiatraku zginęły ukrywające się kobiety z dziećmi. Mężczyzna porównuje tę tragedię z ogromem nalotów i zniszczeń, jakby nadal patrzył na świat wyłącznie przez doświadczenie wojny. Na wzgórzu kobieta wskazuje piękne miejsce i mówi, że tam zbudują dom. Żołnierz, zamiast zachwycić się okolicą, ocenia ją pod względem obronnym i zaczyna planować ustawienie karabinów maszynowych oraz granatników. Jej rozpaczliwy sprzeciw zatrzymuje go. Po raz pierwszy od powrotu dostrzega, że ziemia służy nie tylko do walki i grzebania zabitych, lecz także do uprawy i życia. Uświadamia sobie własne zmęczenie, starość i samotność.

Kancik, czyli wszystko się zmieniło

Dziennikarz podczas podróży wysiada na małej stacji i idzie do pobliskiego miasteczka, aby się ogolić i ostrzyc. Jest zmęczony, rozdrażniony i przekonany, że w takich miejscach nic się nie zmienia. Zawiadowca proponuje mu kieliszek wódki, lecz mężczyzna odmawia i rusza do miasta. U fryzjera wdaje się w rozmowę ze starym Sobisiakiem, który opowiada mu o dawnych mieszkańcach, awanturnikach i pijakach oraz o czasach, gdy życie płynęło według innych zasad. Wspomina Łońka Maciejewszczaka, miejscowego łobuza, oraz organmistrza, który całe życie pił. Fryzjer podkreśla jednak, że dziś wszystko wygląda inaczej: ludzie pracują, zdobywają zawody, buduje się fabrykę instrumentów muzycznych, a na dawne wybryki nie ma już czasu. Sam twierdzi, że również się zmienił. Sobisiak przyznaje też, że tęskni za dawnymi rozmowami, bo ludzie są dziś zajęci pracą, kinem, radiem, sportem i obowiązkami. Opowiada też o dawnych zdradach małżeńskich i rodzinnych tragediach, co drażni dziennikarza, przypominając mu jego własną nieufność wobec kobiet. Mimo to rozmowa poprawia mu nastrój. Dochodzi do wniosku, że nawet w małym, zaniedbanym mieście ludzie naprawdę mogą się zmieniać. Wracając na stację, przyjmuje zaproszenie zawiadowcy na wódkę. Z entuzjazmem wznosi toast za zmiany i cieszy się, że świat nie stoi w miejscu. Wtedy spogląda w lustro i odkrywa, że fryzjer, mimo jego wyraźnej prośby, ostrzygł go właśnie „w kancik”, czyli w starym stylu, o którym wcześniej opowiadał. Dziennikarz wybiega na peron i odjeżdża do Warszawy, przez wiele miesięcy zastanawiając się, czy fryzjer świadomie z niego zadrwił.

Pijany o dwunastej w południe

W upalne południe na warszawskiej Pradze pijany mężczyzna zatacza się na ulicy, po czym przewraca się na trawę i pozostaje bez ruchu. Wokół niego zbiera się tłum, a przypadkowi przechodnie zaczynają komentować jego stan i zastanawiać się nad przyczynami jego upadku. Młoda dziewczyna też uważa, że człowiek sam jest winny swojemu losowi, bo zamiast pić powinien pracować, uczyć się i znaleźć cel w życiu. Inni przypuszczają, że może być samotny i pozbawiony bliskich. Kolejni ludzie rozpoznają leżącego i opowiadają fragmenty jego przeszłości, a ich oceny jego postępowania są skrajnie różne i często bezlitosne. Okazuje się, że dawniej był porządnym człowiekiem, pracował na tramwajach, brał udział w strajku, a podczas okupacji ukrywał Żydów i wierzył, że po wojnie nadejdzie lepsze życie. Po zwycięstwie rzeczywistość jednak nie spełniła jego oczekiwań. Inni szli naprzód, a on zostawał w tyle, coraz bardziej rozczarowany, przestraszony i rozdarty między własnymi wątpliwościami a obowiązkami partyjnymi. Zaczął pić, stracił nadzieję i został usunięty z partii. Jeden z mężczyzn wspomina, że pijany próbował kiedyś rzucić się pod jego samochód, mówiąc, że człowiek, który odszedł od swoich, nie ma już dokąd wracać. Człowiek z wytatuowanym wężem przyznaje, że znał jego kryzys i namawiał go, by otwarcie mówił o swoich wątpliwościach, lecz ten ze strachu zaprzeczył własnym słowom. Tłum stopniowo się rozchodzi, przekonany, że nie może mu pomóc. Mężczyzna z wężem również odchodzi, lecz po chwili zawraca. Podnosi bezwładnego pijaka i prowadzi go, pytając z żalem, dlaczego upił się w samo południe.

Odlatujemy w niebo

W czerwcową sobotę, w dzień wypłaty, kierowca Tadeusz Jabłoński wraca do bazy transportowej i odbiera pieniądze. Śpieszy się na spotkanie z kobietą, z którą jest związany, lecz niespodziewanie zaczepia go Zawadzki, jej mąż. Zabiera Tadeusza na pobliską „łączkę”, gdzie po pracy piją robotnicy, i mówi, że wie o romansie żony. Nie zamierza jednak wszczynać bójki. Chce jedynie uświadomić rywalowi, z czym wiąże się wspólne życie z kobietą mającą dziecko. Tadeusz zapewnia, że ją kocha i jest gotów zamieszkać z nią nawet w hotelu robotniczym. Zawadzki ostrzega go przed ciasnotą, biedą, brakiem prywatności i codziennymi trudnościami. Przewiduje, że młody człowiek z czasem zacznie tęsknić za swobodą, będzie pił z kolegami, a frustrację zacznie wyładowywać na żonie. Tadeusz rozpaczliwie przyznaje, że nie potrafi wyobrazić sobie życia bez ukochanej. Zawadzki wskazuje wtedy otaczającą ich rzeczywistość: pijanych ludzi pod płotem, brak mieszkań, kolejki, hotele i materialne niedostatki, przez które rozpadają się ludzkie związki. Przez cały czas z głośników płyną zapowiedzi odczytu o locie na Księżyc, kontrastujące z przyziemnymi problemami bohaterów. Tadeusz rozumie, że jego miłości nie zagraża zdrada ani śmierć, lecz właśnie codzienna nędza i brak warunków do wspólnego życia. Załamany zaczyna biec przez plac, przewracając stoliki i rozbijając butelki. Kieruje się ku bocznicy kolejowej i próbuje rzucić się pod lokomotywę. W ostatniej chwili powstrzymuje go dobiegający z głośników okrzyk zapowiadający wykład o podróży na Księżyc. Po chwili dopadają go ludzie i powalają na ziemię.

Pierwszy krok w chmurach

Akcja rozgrywa się w sobotę na warszawskim przedmieściu. Pan Gienek, stary malarz pokojowy i stały obserwator życia dzielnicy, nudzi się przed domem, gdy sąsiad Maliszewski proponuje mu obejrzenie młodej pary ukrywającej się na działkach. Dołącza do nich Heniek, młody i silny mężczyzna. Trzej mężczyźni podkradają się do zakochanych i zastają ich leżących razem w trawie. Dziewczyna i chłopak są młodzi, zakochani i przeżywają swój pierwszy intymny moment. Zamiast odejść, obserwatorzy zaczynają ich wyśmiewać i prowokować. Heniek wychodzi zza drzewa, szydzi z pary, a Maliszewski obraża dziewczynę. Chłopak próbuje uspokoić napastników, lecz gdy Heniek szarpie jego ukochaną, uderza go. W odpowiedzi Heniek brutalnie bije chłopaka i rzuca go na ziemię. Dziewczyna opatruje ukochanemu zakrwawioną twarz i odchodzi z nim, krzycząc, że napastnicy nie są prawdziwymi mężczyznami. Wracając, Gienek, Maliszewski i Heniek zaczynają zastanawiać się nad tym, co zrobili. Maliszewski przyznaje, że para naprawdę się kochała i że był to ich pierwszy raz. Wspomina słowa chłopaka o „pierwszym kroku w chmury” oraz lęk dziewczyny. Mężczyźni dochodzą do wniosku, że po takim upokorzeniu młodzi mogą już nie potrafić być razem. Każdy przypomina sobie podobne doświadczenie z własnej młodości i własne rozczarowanie miłością. Maliszewski wyznaje, że kiedyś ktoś podobnie obraził jego dziewczynę i odtąd nie wierzy ani w miłość, ani w ludzi. Trzej mężczyźni idą na piwo.

Śliczna dziewczyna

W parku siedzi niezwykle piękna dziewczyna z młodym chłopakiem. Jej uroda przyciąga uwagę przechodniów, którzy widzą w niej spełnienie własnych marzeń i wyobrażeń o szczęściu. Rozmowa młodych szybko ujawnia jednak, że dziewczyna jest w ciąży i domaga się od chłopaka pieniędzy na zabieg. On odmawia, podważa swoje ojcostwo i wypomina jej kontakty z innymi mężczyznami. Dziewczyna zapewnia, że dziecko jest jego, a gdy nie potrafi go przekonać, grozi ujawnieniem ich związku i zniszczeniem jego przyszłości. Chłopak odpowiada, przypominając jej kompromitujące wydarzenia z przeszłości, ona zaś wypomina mu fałszywe informacje podane w ankiecie, dzięki którym dostał się na studia. W końcu zgadza się dać jej pieniądze, lecz dopiero w następnym tygodniu. Obok ławki przechodzą różni ludzie, którzy, nie znając prawdy, idealizują dziewczynę i widzą w niej symbol piękna, miłości oraz lepszego życia. Młody pisarz, obserwując parę, wyobraża sobie wielką powieść o miłości, a starsze małżeństwo żałuje, że nigdy nie miało tak pięknych dzieci. Chłopak mówi, że gdy dziewczyna kiedyś wyjdzie za mąż i założy rodzinę, będzie ją czasem odwiedzał i wspominał dawne czasy. Ona odpowiada, że długo będzie czekał. Na koniec dwóch starszych mężczyzn spogląda na parę. Jeden z nich wspomina czasy więzienia i swoje dawne marzenia o komunizmie, w którym dziewczyny miały być właśnie tak piękne. Żałuje, że sam nigdy nie miał takiej kobiety. Towarzysz odpowiada mu, że najważniejsze jest to, iż takie dziewczyny istnieją, kochają swoich chłopaków i są przez nich kochane. Obaj odchodzą, nie wiedząc nic o ich rozmowie.

Najświętsze słowa naszego życia

Młody chłopak budzi się rano obok Baśki po wspólnie spędzonej nocy i z trudem wierzy, że jego długo oczekiwane szczęście jest prawdziwe. Dziewczyna zapewnia go o swoim uczuciu, mówi, że z żadnym mężczyzną nie była tak szczęśliwa i że nie chce się z nim rozstawać nawet na chwilę. Chłopak wychodzi do pracy przepełniony radością i poczuciem spełnienia. Po drodze spotyka kolegów: Heńka, Fanfana i pana Ceńka. Gdy Heniek wspomina Baśkę, okazuje się, że znał ją wcześniej i również był z nią związany. Kolejni mężczyźni potwierdzają, że dziewczyna mówiła im te same czułe słowa, których chłopak przed chwilą słuchał jako wyjątkowych i przeznaczonych tylko dla niego. Każdy z nich słyszał od niej, że pachnie jak mały piesek, że z nikim nie było jej tak dobrze i że nigdy wcześniej nie była równie szczęśliwa. Chłopak coraz bardziej traci pewność, że przeżyta noc oraz wyznania Baśki miały szczególne znaczenie. Pyta jeszcze, czy dziewczyna żegnała się z nimi rano, lecz wszyscy odpowiadają, że nigdy tego nie robiła. Ta drobna różnica nie przynosi mu jednak ulgi. Rezygnuje z pójścia do pracy, postanawia załatwić coś od razu i zapowiada, że wieczorem dołączy do kolegów. Pan Ceniek nie rozumie jego nagłej zmiany i radzi pozostałym, by znaleźli mu dziewczynę, która naprawdę go pokocha i powie mu coś dobrego oraz świętego. Jeszcze rano wierzył, że przeżył coś wyjątkowego, lecz rozmowa z kolegami odbiera mu poczucie wyjątkowości. Chłopak odchodzi, a jego poranne poczucie wyjątkowego szczęścia zostaje zburzone przez świadomość, że najważniejsze słowa Baśki nie były przeznaczone wyłącznie dla niego.

Lombard złudzeń

Młody pisarz siedzi w eleganckiej kawiarni z bardzo młodą dziewczyną. Oboje właśnie wyznali sobie uczucia i mężczyzna zapewnia, że chce rozpocząć z nią nowe życie. Dziewczyna obiecuje mu zaufać, a on odchodzi na godzinę, prosząc, by na niego poczekała. Wkrótce do stolika przysiada obca kobieta, która okazuje się jego żoną. Ostrzega dziewczynę, że mąż wielokrotnie przeżywał podobne romanse i każdej kobiecie powtarza te same słowa o miłości, twórczych cierpieniach i potrzebie rozpoczęcia wszystkiego od początku. Opowiada o własnym małżeństwie, zdradach, pijaństwie i kolejnych kobietach, które pojawiały się w życiu pisarza. Radzi dziewczynie, by uciekła, zanim straci swoje marzenia i złudzenia, nazywając kawiarnię lombardem, w którym człowiek zastawia to, czego później nie może odzyskać. Wstrząśnięta dziewczyna wychodzi i długo błąka się po mieście, aż dociera nad Wisłę. Tam spotyka ośmioletniego piegowatego chłopca, który marzy o zostaniu marynarzem. Próbuje przekonać go, aby w przyszłości został pisarzem i opisał historię młodej kobiety zakochanej w zdolnym twórcy, jej litość, rozczarowanie oraz świat ludzi żyjących cudzymi uczuciami. Chłopiec początkowo stanowczo odmawia, ponieważ chce podróżować po świecie i opowiadać o swoich przygodach. Dziewczyna tłumaczy mu, że książka pozwoliłaby przemówić do tysięcy ludzi i zachować opowieść na dłużej niż ustna historia. Odchodzi, przekonana, że go nie przekonała. Po chwili chłopiec woła za nią, że jednak zostanie pisarzem. Dziewczyna natychmiast zawraca i biegnie w stronę pięknej ulicy. Jej rozpacz ustępuje nagłej, silnej nadziei.

Pętla

I

Kuba budzi się rano po pierwszej trzeźwej nocy i czeka na Krystynę, która o szóstej ma zabrać go do przychodni po antabus. Obiecuje jej, że nie będzie pił i zacznie leczenie. Krystyna ostrzega, że jeśli znów ją zawiedzie, ich związek się skończy. Kolejni znajomi telefonują, gratulują mu decyzji, lecz jednocześnie przypominają dawne pijackie wybryki, utracone posady i upokorzenia. Kuba coraz bardziej się denerwuje, pragnie zapomnieć o przeszłości i boi się następnych telefonów. Choć postanawia nie wychodzić z mieszkania, nie wytrzymuje napięcia i ucieka na ulicę. Towarzyszy mu lęk przed porażką.

II

Na ulicy dozorca i przypadkowi ludzie traktują Kubę jak pijaka, mimo że jest trzeźwy. Mężczyzna z trudem odpiera pragnienie alkoholu, wierząc, że wytrzyma do szóstej. W kawiarni niespodziewanie spotyka kobietę, którą kochał przed laty. Wyznaje ona, że również go kochała, lecz bała się jego pijaństwa, ponieważ jej ojciec alkoholik krzywdził rodzinę. Żałuje, że wtedy nie miała odwagi związać się z Kubą. On, przerażony powrotem dobrych wspomnień, celowo je niszczy, mówi o sobie jak o „truposzu” i odchodzi, choć wie, że rani dawną ukochaną. Jest pierwsza.

III

Po wyjściu Kuba spotyka dwóch mężczyzn, którzy wcześniej wzięli go za pijanego. Dochodzi do bójki i wszyscy trafiają na komisariat. Tam Kuba na pytania o imię, nazwisko i zawód odpowiada tylko: „pijak”. Po kilku godzinach zostaje zwolniony. Upokorzenie i napięcie stają się dla niego usprawiedliwieniem powrotu do alkoholu. Zamiast czekać na Krystynę, idzie do baru „Pod Orłem”. Zamawia następne wódki, choć wie, że przekreśla w ten sposób plan leczenia. Poznaje Władka i pije z nim, odzyskując pozorne poczucie siły, spokoju i bliskości z ludźmi.

IV

Kuba coraz bardziej się upija, choć zbliża się godzina spotkania z Krystyną. Opowiada Władkowi i harmoniście swój sen o człowieku, którego wszyscy nazywają pijakiem i który stracił bliskich, pracę, wspomnienia i zaufanie ludzi. Władek przyznaje, że kiedyś był znakomitym saksofonistą, lecz alkohol zniszczył jego życie. Mówi także o kobiecie, która próbowała go ratować, oraz o leczeniu, antabusie i pobytach w zakładach, z których jego zdaniem pijacy wracają tylko po to, by znów tam trafić. Kuba, przerażony wizją własnej przyszłości, rzuca się na Władka i zaczyna go dusić. Ludzie odrywają go od mężczyzny i biją, aż traci świadomość.

V

Kuba odzyskuje przytomność na ulicy, pijany, pobity i przemoczony. Błąka się, upada, rani dłonie i doświadcza halucynacji, widząc w przechodniach potwory. Spotyka Kostka, znajomego taksówkarza, który odwozi go do domu. Pod drzwiami czeka Krystyna. Opatruje Kubę i słucha jego wyznania, że pił. Mimo porażki postanawia następnego ranka ponownie zabrać go na leczenie. Każe mu nikomu nie otwierać i zapowiada, że o ósmej zadzwoni trzy razy. Kuba prosi ją, by została, lecz Krystyna musi wrócić do chorej matki. Zostaje sam i zapada w ciężki sen z myślą o trzech umówionych dzwonkach.

VI

W nocy Kuba budzi się z silnym kacem i znajduje w kuchni butelkę wódki. Chce wylać alkohol, lecz telefon od znajomego, który wypomina mu kolejne pijaństwo, doprowadza go do załamania. Zaczyna pić i rozmawia z wyobrażoną Krystyną. Wspomina własne kłamstwa, kradzieże, zdrady oraz jej bezskuteczne próby ratowania go. Przekonuje sam siebie, że zniszczyłby jej życie, po czym przygotowuje pętlę ze sznura telefonu. Na chwilę rezygnuje i wypija rozlaną wódkę, odzyskując poczucie siły. Wtedy rozlegają się trzy umówione dzwonki. Kuba ponownie zakłada pętlę, a gdy dzwonek odzywa się jeszcze raz trzema krótkimi sygnałami, odpycha krzesło nogami.


Przeczytaj także: Piękni, dwudziestoletni – plan wydarzeń

Aktualizacja: 2026-08-19 21:47:21.

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.