„Koronkowa robota, czyli wzór na kryminalną historię” to książka dla dzieci, której autorem jest Grzegorz Kasdepke. Przedstawia ona śledztwo Staszka i Róży, którzy spędzają wakacje z rodzicami w agroturystyce w górach i postanawiają też napisać własny kryminał. W powieści słynne koronki z Koniakowa szybko stają się niezwykle ważne.
Spis treści
Dziewięcioletni Staszek i jego siostra Róża spędzają wakacje w agroturystyce pani Marii w Koniakowie. Po nocnej wyprawie chłopca na strych dzieci postanawiają napisać kryminał i zaczynają obserwować otoczenie. Staszek, który zranił kolano, znajduje tajemniczą karteczkę z dziwnymi słowami i podejrzewa, że pani Maria otrzymuje zaszyfrowane wiadomości. Gdy rodzice dzieci gubią się w górach, rodzeństwo, przekonane, że gospodyni może być niebezpieczna, ucieka i ukrywa się na cmentarzu, a potem w Muzeum Koronki. W tym czasie pani Maria rozpoczyna ich poszukiwania. Dzieci odkrywają, że podejrzane słowa są nazwami wzorów koronkarskich. Tymczasem motocykliści planują włamanie do muzeum i kradzież drogich sukien. Staszek i Róża stają się świadkami napadu, lecz z pomocą pana Tadka, harcerek i karateków udaje się powstrzymać złodziei. Rodzice wracają bezpiecznie, muzeum zostaje uratowane, a dzieci kończą swoją niezwykłą wakacyjną przygodę. Na koniec odczytują swoje wspólne notatki z tych wydarzeń.
Wszystko zaczęło się od strupa na kolanie dziewięcioletniego Staszka, który powstał już drugiego dnia wakacji. W nocy Staszek odbył nielegalną wyprawę na strych w agroturystyce pani Marii. Róża grozi starszemu bratu, że o wszystkim powie rodzicom, kiedy trafia na niego w trakcie nocnej wycieczki na strych. Szantażuje go, żądając, by sprzątał ich pokój w zamian za jej milczenie. Chce też razem z bratem napisać kryminał. Róża uważa bowiem, że inni goście są podejrzani, a ona sama może się przydać do ich śledzenia. Staszek zgadza się na warunki siostry i mówi jej, jak ma się zachować, kiedy on pójdzie na strych.
Staszek otwiera klapę prowadzącą na strych i wchodzi tam. Potem klapa wymyka mu się z rąk i robi wiele hałasu, a Róża woła do mamy, że chce jej się pić. Udaje, że to ona tak hałasuje, by chronić brata. Dorośli zastanawiają się, czy na strychu mieszka kuna. Potem jednak znajdują w sieni Staszka, który spadł ze strychu i obtarł sobie nogę. Chłopiec tłumaczy, że słyszał coś na strychu, zatem sprawdził to, by Róża się nie bała. Pani Maria idzie po apteczkę, a Staszek wyjaśnia, że na strychu znalazł chodzącego tam pająka. Tak kończy się pierwszy dzień rodzinnych wakacji w Koniakowie.
Róża uznaje, że pierwszy rozdział książki jest zbyt długi i nudny. Staszek utrzymuje, że to tylko wstępne notatki. Wcześniej znajomy lekarz pani Marii dokładnie ogląda Staszka po wieczornym upadku. Róża pochłania placuszki z konfiturami w intencji szybkiego wyzdrowienia brata. Pani Maria przynosi Scrabble, ale dzieci nie są zainteresowane grą. Staszek dogryza Róży, a ta idzie do pokoju rodziców. Tam przez okno widzi wędrującego mężczyznę z lufą na ramieniu. Staszek wciąż gniewa się na siostrę, a lekarz zaleca mu, by przez parę dni nie chodził na górskie wyprawy. Cieszy się, że dzięki temu zyska czas na pracę nad kryminałem. Rodzice zostawiają też Różę pod opieką pani Marii. Róża opowiada bratu o kwiatach z ogrodu, ale on uznaje, że to nie jest materiał na kryminał. Dzieci kłócą się o broń, którą ma się posługiwać bohater powieści, a obrażony Staszek przestaje pisać aż do obiadu.
Godzinę później Staszek czuje głód i boli go kolano. Skubie plaster i myśli o rodzicach na górskim szlaku. Wreszcie odrywa całkowicie plaster, a potem zaczyna przeglądać się w lustrze. Jego odbicie go rozczarowuje: nie wygląda bowiem jak główny bohater kryminałów, tylko jak dziewięciolatek. Pani Maria i Róża odpoczywają w tym czasie po zakupach przed Muzeum Koronki. Sprawdzają, czy kupiły wszystko, czego potrzebują. Podchodzi do nich roześmiany starszy mężczyzna, który śpiewa. To pan Tadek, który zapowiada, że nadchodzi zmierzch, a dzień się kończy. Potem zjawia się pani Lucyna, która zajmuje się koronką koniakowską. Nadchodzą harcerki, które chcą się nauczyć heklowania, a także karatecy z pobliskiego obozu. Karateka wykonuje skomplikowaną figurę, którą określa jako żabkę z nóżkami.
Staszek budzi się z niespodziewanej drzemki nad książką, co uznaje za objaw doroślenia. Okazuje się, że został sam w domu. Idzie do kuchni, by coś przekąsić, a potem próbuje pluć do celu pestkami czereśni. Lądują one jednak na podłodze, a Staszek ma problem ze schylaniem się z powodu kolana. Kopie zatem pestki w kąt kuchni, by je zamieść. Zmiotka okazuje się jednak zbyt krótka, zatem szuka dłuższej miotły. W pokoju rodziców znajduje komputer schowany pod poduszką mamy. Idzie potem do prywatnych pokoi pani Marii, gdzie nie znajduje miotły, a jedynie regały wypełnione książkami. Chłopiec przegląda zawartość szafy pani Marii, kiedy nagle słyszy stuknięcie za oknem. Widzi jakąś postać, której nie rozpoznaje. Przez okno nagle wsuwa się karteczka, na której ktoś wymienia głowę, warkoczyk, kostkę, pazurek i ślepe oczko. Z rany na kolanie płynie mu krew.
Rodzice Staszka i Róży gubią się na górskim szlaku. Czuli się jednak dobrze przygotowani i zaopatrzeni na tę okoliczność, dodatkowo nie mieli przy sobie dzieci. Nie wiedzą jednak, że później nie zdołają uruchomić telefonów. Cieszą się zatem pogodą i pięknym szlakiem. W południe znajdują opuszczony szałas, w którym zatrzymują się na jakiś czas. Nie zdają sobie sprawy z tego, że będą mieć kłopoty z powrotem do domu.
Pani Maria, Staszek i Róża jedzą razem obiad. Staszek i Róża wymieniają się między sobą zgromadzonymi informacjami. Chłopiec czyta Róży tajemniczą wiadomość, którą znalazł. Uważa, że właścicielka agroturystyki otrzymuje zaszyfrowane wiadomości od kogoś. Róża uważa, że to może nic nie znaczyć, ale przypomina sobie, że pani Maria ucieszyła się z karteczki znalezionej na podłodze. Kobieta przynosi dzieciom winogrona. Staszek zaleca ostrożność aż do momentu powrotu rodziców. Wącha jabłko, które dostaje od pani Marii, a ta zapewnia, że pochodzi ono z jej sadu. Róża powstrzymuje łkanie, a kobieta sądzi, że dziewczynka tęskni za rodzicami. Martwi się, czy wrócą oni z górskiej wycieczki. Staszek uznaje, że jeśli rodzice nie wrócą, to oni muszą uciekać. Róża zastanawia się, czy pani Maria jest czarownicą, która chce ich zjeść. Pani Maria wraca i prosi dzieci, by odniosły koszyczek sąsiadce, pani Teresie. W tym czasie ona chce przygotować ciasto na wieczór. Staszek zgadza się odnieść koszyk, a pani Maria szykuje jabłka i wiadomość dla sąsiadki. Staszek upomina siostrę, że nie powinni się rozdzielać. Okazuje się, że Staszek zostawił telefon w domu, zatem nie mogą zadzwonić do taty. Staszek i Róża wychodzą z koszykiem, a potem odczytują wiadomość do pani Teresy od pani Marii, w której jest mowa o łańcuszku, motylku i trupioczku. Dzieci uznają zatem, że nie mają dokąd wracać.
Pani Lucyna pije kawę o smaku bananowym i przygląda się zawartości muzeum koronczarskiego. Widzi serwetki, obrusy, czepce, sukienki, bieliznę, dawne pamiątki z przeszłości, a nawet biżuterię. Cieszy się też hałasem z piętra, który wywołują panie spotykające się w celu nauki koronczarstwa. W Koniakowie powstają bowiem od ponad wieku najpiękniejsze koronki.
Staszek chce podsumować to, co już wiedzą. Robi zatem notatki w notesie, a Róża rozgląda się po cmentarzu, na którym się schowali. Uznają, że nie mogą wracać do pani Marii aż do momentu powrotu rodziców z wycieczki. Mają zapas jabłek i zastanawiają się, czy rodzice się zgubili. Róża opowiada bratu o dwóch dziwnych panach, czyli przede wszystkim o roześmianym panu Tadku, który może być tym mężczyzną w góralskim kapeluszu i z lufą na ramieniu. Potem Róża opowiada o harcerkach, karatekach i pani Lucynie. Róża mówi o drugim dziwnym mężczyźnie, czyli młodym motocykliście, którego pani Lucyna rozpoznaje. Ponoć co parę dni przyjeżdża i pyta, ile kosztują stringi, a potem odjeżdża.
Staszek robi dokładne notatki, by nic im nie umknęło. Nagle przed kościołem widzą dwóch brodaczy i księdza proboszcza. Jeden z nich trzyma dyktafon. Pani Lucyna kończy kawę, a w muzeum jest pusto i cicho. Czuje ona, że atmosfera jest jakaś nieprzyjemna. Na ekspozycji w głównej sali muzeum znajdują się cenne suknie autorstwa znanych projektantów. Pani Lucyna sama nawet nie wie, ile one kosztują. Myśli też o tym, że alarm szwankuje. Przed muzeum zatrzymują się motocykle.
Mama i tata drzemią w górskim szałasie. Budzą się o późnej godzinie. Tata sprawdza telefony, ale urządzenie mamy jest rozładowane, a on nie pamięta swojego PIN-u. Zegarek został w pokoju. Trzy nieudane próby wpisania PIN-u blokują telefon. Tata uznaje, że musi być już koło szesnastej. Mamę bawi sytuacja, dopóki nie odkrywa, że jej telefon też nie działa.
Pani Maria krząta się po kuchni i o czymś rozmyśla. Czuje się dumna ze swojej córki, która pracuje na uczelni, ale rzadko i niechętnie wraca do domu. Myśli też o osiągnięciach innych silnych kobiet z Koniakowa, a także o tym, jak w młodości szydełkowała, by zarobić na swoje wydatki. Martwi się też o rodziców Staszka i Róży. Nagle uświadamia sobie, że dzieci również zniknęły. Dzwoni zatem do pani Teresy i otrzymuje informację, że dzieci nigdy do niej nie dotarły.
Pani Lucyna nieufnie traktuje monterów alarmu. Potem jednak dochodzi do wniosku, że są nawet mili, i proponuje im kawę. Wypytuje jednego z nich o znaczenie inicjałów KTM, które ma wytatuowane na przedramieniu. Mówi, że znaczy to „Kocham Tylko Marię”. Kolejny tatuaż to ośmiornica, a potem pani Lucyna chce wiedzieć, ile jeszcze potrwa naprawa alarmu. Monterzy zapewniają, że około dwudziestu minut. Pani Lucyna wychodzi na chwilę, by odebrać córkę z przedszkola obok; ma zaraz wrócić.
Róża i Staszek opuszczają cmentarz i zaglądają do kościoła. Widzą tam księdza i brodaczy, a Róża przypadkiem kopie brata w ranną nogę. Staszek krzyczy, a dzieci uciekają. Biegną w stronę budynku Muzeum Koronki, gdzie widzą dwa zaparkowane motocykle. Widzą też wytatuowanego olbrzyma, który zaklinował się w białym plastikowym krzesełku. Nagle zjawia się też pani Maria, spocona i potargana ze zmartwienia. Róża i Staszek chowają się zatem w muzeum. Chowają się pod spódnicami. W kościele ksiądz odkrywa, że drzwi świątyni zamknięto od zewnątrz. Boi się, co pomyślą o nim studenci, których gościł. Pyta ich, czy potrafią grać na dzwonach.
Karatecy biegną w stronę schroniska na Przysłopie. Harcerki szykowały się do wieczornego ogniska, na które mają przyjść chłopcy z obozu sportowego. Harcerki stroją się na tę okazję i dochodzi między nimi do sprzeczek.
Pani Lucyna odbiera córkę z przedszkola i jest zniecierpliwiona. Wracają razem do muzeum, gdzie zastaje zdenerwowaną panią Marię i monterów gotowych do odjazdu. Pani Maria mówi o zniknięciu dzieci, a córka pani Lucyny pyta, czy Róża nie poszła do owieczek. Odjeżdżają monterzy. Pani Lucyna i jej córka postanawiają towarzyszyć pani Marii w poszukiwaniach. Zamykają muzeum na klucz.
Staszek każe Róży pozostać w ukryciu. Chłopiec sprawdza, czy w muzeum zamontowano kamery. Róży chce się siku i jest jej niewygodnie. Okazuje się, że alarm się nie włącza, kiedy dzieci wychodzą z ukrycia. Róża podziwia koronki i mówi, że też by chciała heklować. Wskazuje ona rozmaite kształty na koronkach, przykładowo sowę oraz świeczkę. Dzieci widzą powtarzające się wzory wykonane na szydełku. Róża opowiada bratu o tym, czego się dowiedziała od pani Lucyny na temat koronek i szydełek. Staszek orientuje się, że w koszyku zostawił notes ze swoimi zapiskami. Leży on zatem na schodkach przy cmentarzu.
Ksiądz i brodacze wspinają się na dzwonnicę. Proboszcz prezentuje dzwony, które mają własne imiona. Studenci proponują, by zadzwonić do wikarego lub kogoś innego. Okazuje się, że przybyli do Koniakowa badać dawne tradycje zgodnie z poleceniem swojej profesorki, córki pani Marii, która kiedyś tu mieszkała. Ksiądz i studenci łapią za linę, by dzwonić dzwonami.
Rodzice Róży i Staszka wciąż błądzą w górach. Trafiają wreszcie na jakiś leśny parking, gdzie zaparkowano różne motocykle. Dyskutują o muzeach, sukniach i alarmach. Nagle rozlega się dźwięk bijących dzwonów. Tata pyta motocyklistów o drogę do Koniakowa. Motocyklista nazywa tatę sierżantem i mówi, że mieli cynk, że ktoś ich tropi. Każą czekać na Faję i Nutrię, grożą też rodzicom. Faja i Nutria siedzą natomiast w restauracji i zwracają uwagę na bijące dzwony.
Mieszkańcy Koniakowa idą w stronę kościoła, by sprawdzić, co się dzieje. Nutria i Faja uznają, że to dobry moment na włamanie. Pan Tadek słyszy ich rozmowę i bierze z galerii pewien groźny przedmiot. Pani Maria pod kościołem widzi tłum i orientuje się, że dzieci tam były, znajduje bowiem ich koszyk. Gospodyni proboszcza biegnie do kościoła z kluczami. W muzeum Staszek i Róża słyszą, że ktoś idzie. Alarm wciąż się nie włącza. Dzieci chowają się, a na parkingu leśnym tata zostaje właśnie przywiązany do drzewa. Uznano bowiem, że są z policji. Potem motocykliści jadą do Koniakowa.
Faja i Nutria obrabiają muzeum; chcą zabrać najdroższe suknie autorstwa znanych projektantów. Róża kopie Faję, a Nutria grozi jej nożem. Dzieci ratuje pan Tadek, który zjawia się w muzeum. W ręce trzyma potężną fuzję. Przychodzą też harcerki, a pan Tadek przypadkiem zdradza, że nie ma broni, tylko róg pasterski. Nutria i Faja wsiadają na swoje motocykle, ale zostają zatrzymani przez karateków. Nadchodzi tata Róży i Staszka, a potem też ich mama. Uwolnili ich wcześniej karatecy. Mama rzuca się na Nutrię i zabiera mu kluczyki.
Przyjeżdża cały gang motocyklistów, a pani Maria wychodzi im naprzeciw z szydełkiem w dłoni. Muzeum jest uratowane, córka pani Marii przyjeżdża do Koniakowa, a Staszek i Róża czytają swoje notatki z przeżytej przygody.
Aktualizacja: 2026-08-18 00:25:45.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.