Kolęda

Autorem wiersza jest Rafał Wojaczek

Na Twoje urodziny jestem sam bezbronny
Broń nakazałem sobie odłożyć ołówek
       I tarczę kartki schowałem w szufladę
       Tamtą kobietę zwróciłem rodzinie

Osoby dawnych wierszy ode mnie odeszły
I nie mam uroczystej zastawy na stole
       I nie ukrywam się za krzakiem drzewka
       Czy za zasłoną parującej zupy

I nie mam psa pod stołem z którym bym rozmawiał
I żaden list nie przyszedł Nadawcy umarli
       Na wymyśloną im przeze mnie śmierć
       Autorzy byli i zabrali książki

I wreszcie nie mam żadnej ojczyzny gdy trup
Pamięci leży w brudach jak zużyta chustka
       A tę za oknem właśnie śnieg zasypał
       Razem z poezją śmiercią i Afryką

Mam tylko wyszczerbioną szklankę po musztardzie
I w butelce spirytus denaturowany
       Od którego mózg płonie fioletowo
       Jak zapalona rtęciowa żarówka

Ale jeszcze nie piję go kiedy spod
             [śniegu
Dochodzą mnie zaklęcia pijanego ludu
       Co usiłuje wymusić odpowiedź
       Od milczącego na talerzu karpia

Życzę im by się przecież jakos dogadali
Co się na pewno stanie skoro nawet talerz
       Niedługo zacznie mówić ludzkim głosem
       I barszcz i bigos i grzyby w kapuście

Ja zanim odkorkuję naleję wypiję
Zanim się z sobą samym podzielę opłatkiem
       Skórki od chleba suchego jak wargi
       Tymi spierzchłymi tyle Ci opowiem

Począłeś się w kobiecie z wielkiej melancholii
W łonie jak dom ogromny co nie zamieszkany
       Sam się zaludnia najpierw echem kroków
       Aż magnetycznie skupią się atomy

Począłeś się w kobiecie najbrzydszej na świecie
Co chociaż obdarzona pośladkami dwoma
       Piersiami uwieść nie zdołała męża
       Teraz się rodzisz żeby mnie zwyciężać


Czytaj dalej: Byłem, jestem