Do Leopolda Staffa

Autorem wiersza jest Kazimierz Wierzyński

W małym mieście (z którego tu wszyscy się śmieją),
Trzy korony, pamiętam, ukradłszy mej matce,
Kupowałem twe książki w niebieskiej okładce
I z szczęścia zataczałem się miejską aleją.

Miasto było po wierszach Ameryką wielką,
Świat wołał sygnałami ze szczytów swych tylu,
I ziemia pod wylewem budziła się Nilu,
I ja płynąłem wtedy do morza swą deltą.

Gdy w ulice zamknięte aleją jak broszką,
Światła nocnych pociągów rzucały swą zamieć,
Powtarzałem po cichu twe wiersze na pamięć,
I na prowincji było mi tęskno i gorzko.

Wiem, że to są wyznania najbłahsze na świecie,
Nie obchodzą nikogo, zbyteczne zaiste,
Każdy przecież w dzieciństwie miał swego artystę,
Kiedy kochał się w wierszach, zazdrościł poecie.

Lecz wszystko się powtarza, rzecz równie wiadoma,
Jak rym idzie po rymie, jak księga po księdze,
Ty jesteś mą młodością, mym snem o potędze.
Dziw, że ciebie żywego dotykam rękoma!

A jeśli już mam wyznać pragnienie najszczersze,
Chciałbym bardzo, by nie zgasł mój głos bezpotomnie
I w miasteczku odległym ktoś myślał tak o mnie,
Jak ja o tobie – niosąc pod pachą me wiersze.


Czytaj dalej: Zielono mam w głowie